zważony niezadowolony

gru 21, 2013 by

zważony niezadowolony

Zapewne to dość normalne, że Groszek śpi, a ja za nim już tęsknię? Sytuacja odmienia się, gdy przychodzi szósta rano – jego nowa pora pobudki. Co gorsza, po karmieniu niekiedy albo wcale nie chce spać, albo śpi godzinkę i…no właśnie i co ja mam zrobić o 08:30, gdy jestem strrrasznie rozespana, poszłam jak zwykle za późno spać i ledwo patrzę na oczy, a co dopiero, żebym miała zabawiać maluszka. Troszkę się do siebie pouśmiechamy, położę go pod karuzelką, albo na macie, to niestety dość szybko mu się nudzi i wtedy mam problem, bo mnie naprawdę poza spaniem NIC o tej porze nie interesuje. ;) Zawsze byłam śpiochem i tak ciężko byłoby mi się przestawić na rannego ptaszka. Ale może to kwestia wprawy? W końcu kolejne miesiące i lata będą oznaczały raczej coraz mniej czasu, zwłaszcza, gdy Groszek będzie na tyle duży, że po pobudce nie będzie mowy o kolejnej drzemce po karmieniu, a nie będę mogła zostawić go samego z obawy przed zrobieniem sobie krzywdy. Bo albo gdzieś wpełźnie, z czegoś spadnie, albo zwali sobie coś na głowę…nawet nie chcę o takiej sytuacji myśleć!

Wciąż jeszcze Groszek uświadamia mi ile o nim nie wiem. Wydaje mi się, że będę w stanie przewidzieć jego reakcje – to jest ten plus bycia niemal 24 godziny na dobę z dzieckiem – ale niekiedy chyba on sam siebie zaskakuje. Wczoraj na przykład udało mi się znaleźć miejsce, gdzie co tydzień można zważyć dziecko, całe szczęście to Children’s Centre jest około 10 minut drogi piechotą od naszego domu, więc się wybraliśmy. Widziałam już po drodze, że moży go sen i tylko po cichu liczyłam na to, żeby nie zdążył zasnąć zaraz przed drzwiami ośrodka. Z drugiej strony trzeba wiedzieć, że owszem, nie zaśnie i faktycznie nie zasnął, ale takie przedłużające się niespanie potem kończy się zawsze tak samo: rykiem!

Tak więc udało mi się zaparkować wózek, było tam specjalne miejsce na to, jednak jeszcze przed wejściem, czyli jakby na dworze, bez niczyjego nadzoru, postanowiłam więc, że muszę w takim razie zabrać torbę i wszystkie ciuszki, nie chciałabym wrócić i nie zastać bluzy, czy mojego Bug In A Rug (o tym poniżej). Ja ubrana na cebulkę, Groszek ubrany na cebulkę, do tego torba, ale dobra…wchodzimy. Myślałam, że panie na recepcji pokierują mnie do pokoju, gdzie waży się dzieci, ale grubo się myliłam. Najpierw musiałam się zarejestrować. I tu też się myliłam, myśląc, że napiszę swoje dane plus Groszka dane, takie podstawowe dane: imię i nazwisko. O nie nie… Już wchodząc czułam, że grzejniki chyba ustawione na max i wiedziałam, że nie będzie lekko. Po pierwsze rozpakowałam Groszka, żeby on chociaż się nie rozpłakał z przegrzania, w pewnym momencie, gdy trzymałam jego, torbę, jego ubrania i jeszcze próbowałam na stojąco jedną reką schylać się do formularza, też miałam ochotę płakać… W końcu pani wspaniałomyślnie powiedziała, że wypełni go za mnie, mam tylko podawać informacje. A informacji było na jakieś 6 stron i 5 minut odpowiadania.
Wreszcie dostałam numerek. Przeszłam tak naprawdę do pomieszczenia obok, przysiadłam, ‚rozebrałam’ Groszka do śpiochów, z siebie zdjęłam chociaż kurtkę i czekaliśmy na swoją kolej. Oczekiwanie zniósł dzielnie, bo było dużo ludzi, biegające dzieci, a on to lubi. Ale gdy przyszło do rozbierania, by położyć na wadze, to przypomniało mu się, że jest zmęczony i tak naprawdę powinien spać, a nie być rozbierany i ważony. Jakoś na szczęście i to się udało, ale czułam podświadomie, że najgorsze przede mną…bo czekało mnie ubieranie i zapakowanie go do wózka, ale chyba nie spodziewałam się, że będzie aż tak źle…

Ubrany w nagrzanym pomieszczeniu do temperatury zimowej panującej na zewnątrz musiało się kiepsko skończyć. Początkowy ryk, był w miarę normalnym okazaniem mi, jak bardzo jest zmęczony i zniecierpliwiony. Udało mi się jakoś położyć go do wózka i w końcu wyjść stamtąd. Niestety, miałam w planach wysłanie dwóch kartek świątecznych zaraz obok miejsca ważenia i nie mogłam udać się szybkim krokiem do domu, co zapewne by go uśpiło. Kręciłam się więc po prostej w jedną i drugą stronę czekając aż sen przejmie nad nim kontrolę, ale nie…tym razem Groszek przejął kontrolę nad płaczem i snem i mną też. I darł się w niebogłosy…doszło do tego, gdzie nawet ja nie pamiętam, żeby jego płacz brzmiał tak rozpaczliwie, więc po prostu musiałam wziąć go na ręce. Po jakichś 10 minutach i dziwnych spojrzeniach ludzi w końcu przysnął mi na rękach, wybudził się i ponownie zaczął płakać, gdy – oj tak się starałam – delikatnie położyłam go z powrotem do wózka, ale udało się go ululać spacerując. Wszystko skończyło się szczęśliwie, 2 ostatnie kartki trafią – mam nadzieję – do swoich właścicieli.

Muszę przyznać, że gdy Groszek był malutki – bo teraz to duży chłop jest! – znacznie łatwiej było go uspokoić. Teraz jego płacz przechodzi kolejne stadia i dopiero przy jakimś 5 etapie wtajemniczenia (odpowiednik 3 papryczek chilli na opakowaniach sosów) daje się ululać. Bo niestety, głównie chodzi o to w takich momentach, że po prostu on pada ze zmęczenia i zamiast zasnąć, taki oto malec walczy, z sobą, z Mamą, z sennością. Aż w końcu sen bierze górę i przynosi ukojenie i mi i jemu.

Wspomniałam o Bug In A Rug? Jakiś czas temu znaleziony na Amazonie, wygodny i szybki sposób zapakowania dziecka na wyjście bez potrzeby ubierania w kolejne warstwy ciuszków. Tzn. ja dodaję koniecznie jakąś bluzę/sweterk na górną część ciała, bo nie do końca jest osłonięta, ale przynajmniej cały dół mam ‚z głowy’. ;) Swojego zdjęcia, ładnie prezentującego tego opatula nie mam, posłużę się więc oficjalnym, wygląda to tak:

91fxGnRmOSL._SL1500_ 81hi2--CPQL._SL1500_a ubiera się tak:

$(KGrHqYOKo8FJbY!3rCbBSZ4Yu8u,w~~60_35Źródło 1 + 2, 3

Jak widać na zdjęciu numer trzy, od stópek (trochę takich kaczych stópek) aż do pasa, opatul tworzy jakby spodenki, więc trzeba do nich nóżki dziecka włożyć, a te ‚skrzydełka’ trzeba zawinąć do środka chowając rączki, choć nie wyobrażam sobie zrobić tego Groszkowi, chodzi pewnie o noworodki, można też zawinąć poniżej rączek (dlatego ja ubieram dodatkową bluzę). Fajna rzecz, mogę polecić, jeśli ktoś szuka czegoś na szybkie ‚zapakowanie’ dziecka i wyjście. Spokojnie można dziecko usadowić w tym w foteliku samochodowym, czy jak widać na zdjęciu w nosidełku – opcja jeszcze niewypróbowana. Środek zawijaka wyłożony polarkiem, więc i ciepło i miękko. My zdecydowaliśmy się na kolor szary z zewnątrz i miętowy od środka. Póki co sprawdza się, korzystam głównie podczas spacerów.

I czy ja coś pisałam tutaj o notorycznym ciamkaniu łapek? Niiieee…

ND3_6484 ND3_6486 ND3_6488 ND3_6497

P.S. w 16 tygodniu i 3 dniach Groszek ważył 6.76 kg.

Related Posts

Share This

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>