Znikający Bąbel…

lip 1, 2014 by

Znikający Bąbel…

U nas lato w pełni, dobry czas na spacery, wyjazdy, zwiedzanie, odwiedzanie.
Problem w tym, że gdy finansowo nieco się niedomaga, ciężko jest zaplanować jakiś konkretny wyjazd. Do Polski nie ma mowy, ta opcja odpadła niestety już dawno. Same bilety samolotowe to dobre 300 funtów (czyli 1500 zł), choć myślę, że nawet więcej, do 400 funtów. Koszmar jakiś! I owszem raz na rok, a nawet dwa razy na rok trzeba odżałować i kasę tę po prostu wydać i polecieć, no a na miejscu wydać kolejne 400 funtów, i wcale nie przesadzam, niestety. Raz, że Polska jest naprawdę droga, dwa, że wyjazd do Polski to dla nas wakacje i na wakacjach ma się tendencję do wydawania pieniędzy na pierdoły. A to lody, to kino, to prezenty dla najbliższych, znowu prezenty, prezenty dla nas, a teraz, kiedy jest Groszek to obstawiam, że wydałabym o jakieś 30% do 50% więcej… :D Akurat jemu mogłabym kupować codziennie, odstawić siebie na bok, swoje zachcianki i potrzeby, a rozpieszczać Groszka. Zwłaszcza na wakacjach…
To niestety musi jeszcze chwilę poczekać. Przyjemnie jest mi planować i rozmyślać jak to będzie, gdy w końcu do Polski polecimy. Był czas, że bardzo, ale to bardzo planowałam, że polecimy z Groszkiem sami do Zielonej Góry. Do brata mojego, jego Rodziny, a przede wszystkim do moich Rodziców i znajomych w Zielonej Górze. Niestety, wraz z pieniędzmi znikającymi z konta w nieubłaganie szybkim tempie, znikała też ta wizja i stawała się coraz to bardziej nierealna. I tu znowu: niestety.
Myślałam, że damy radę, że poradzimy sobie i uda się wyjechać. W tym momencie jednak moje konto bankowe cicho popłakuje nad swoim losem, a ja chcąc niechcąc muszę myśleć o końcu września i pierwszej wypłacie, która zacznie powoli ratować moje 4 litery z finansowego dołka.
Wszystko spowodowane płatnym macierzyńskim, które już skończyło mi się, a ponadto póki było płatne, to i tak nie była to pełna wypłata (kiedyś pisałam o tym, jak działa macierzyńskie w Anglii). No nic, każdy z nas ma przejściowe problemy związane z kasą, prawda? ;) Ale to nieważne, bo…
Rozstanie z Groszkiem wisi nade mną jak kat z siekierą, ciągle walczę sama ze soba, ze swoimi emocjami z tym związanymi. Mogłabym wspominać Wam o tym bez końca, jak ciężko mi będzie, jak bardzo chcę, by tylko mi było ciężko, a Groszkowi przyjemnie by przyszło zaaklimatyzowanie się z nowym miejscem, ludźmi, rytmem dnia.
W obecnej sytuacji więc musimy pozostać z niemal rocznym Groszkiem w domu, a ten pierwszy raz zobaczy Polskę i całą swoją polską Rodzinę może pod koniec tego roku, a może dopiero w 2015. Koniec tego roku to kiepska pogoda i wraz z tym mniejsza przyjemność z przebywania na ‚wakacjach’ w Polsce. A znowu czekanie do przyszłego roku i wiosny, gdy pogoda dopiero zacznie się poprawiać, to tym gorsza opcja. Ileż razy wyobrażałam sobie jak spaceruję z moją Mamą i Groszkiem po zielonogórskim deptaku. Znajome miejsce, znajomi ludzie, Groszek uśmiechnięty, zadowolony, bo dla niego wszystko jest nowe, ciekawe i warte zbadania. Patrzenie jak poznaje świat daje mi mocnego kopa, sprawia, że to chcę robić przez następne kilka lat i wiem, że nigdy nie będę miała tego dość.

No, ale co? Ale NIESTETY, póki co musimy obejść się smakiem i zadowolić naszym angielskim domem i jego – bądź co bądź piękną – okolicą. Bo fakt i w Somersercie (naszym hrabstwie – to jak polskie województwo) i w każdym innym hrabstwie przylegającym do naszego jest gdzie pojechać i znalazłszy się w jakimś wyjątkowym miejscu nabrać dużo powietrza w płuca, głęboko odetchnąć i poczuć, że rzeczywiście jest tu pięknie i warto takie miejsce zobaczyć.
My podróżujemy nieco delikatnie, po pierwsze ze względu na wydatek związany z taką podróżą: paliwo + ‚zrobiliśmy się głodni, kupmy sobie obiad’, a po drugie ze względu na Groszka i moją obawę jak zniesie przebywanie poza domem cały dzień. Wiem, nic strasznego, ani dla niego, ani dla mnie, ale tylko dlatego, że jeszcze żeśmy tego nie dokonali, trochę się tego boję. Nie chciałabym go cały dzień karmić tylko mlekiem, a nie wiem co miałabym zabrać na drogę, by po zjedzeniu faktycznie był najedzony. W domu rano je mleko, potem kaszkę na mleku, potem znowu mleko, albo jakieś moje warzywne eksperymenty, po drodze są chrupki kukurydziane, jogurcik, jakiś owoc. Gdybym miała z całym tym zestawem próbować się zabrać, zbierałabym się jak przysłowiona sójka za morze i ostatecznie i tak o czymś zapomniała biorąc ze sobą 3 duże torby rzeczy tylko dla Groszka. Ale to chyba normalne i my Matki tak mamy, że zabieramy wszystkiego po jednym plus po jednym do wszystkiego na zapas, czyż nie? :D
Tak czy inaczej, w końcu się odważymy i wyruszymy w dłuższą podróż, bo w końcu nie chodzi o planowanie otoczki wyjazdu, ale o wyjazd i przygodę samą w sobie, a na miejscu ‚się zobaczy/jakoś to będzie’.

Najczęściej jednak wybieramy się z Tatą Groszka na spacer, tak po prostu, niekoniecznie planując w którą stronę ‚dzisiaj’ idziemy. Zazwyczaj kończymy tak samo, bo niewiele jest w okolicy naszego domu miejsc, gdzie fajnie jest pójść z dzieckiem i jest ładnie i nie jeżdżą samochody. Choć obserwując Groszka, to samochody są tym czymś, co interesuje go najbardziej (znowu widzę podobieństwo genetyczne do mojego Brata i jego dziecięcej fascynacji każdym samochodem). Ostatnio już drugi raz specjalnie na tą okazję wzieliśmy/zakupiliśmy pieczywo i udaliśmy się karmić łabędzie/kaczki. Wmawiając sobie dobrą zabawę dla Groszka (który po 5 minutach już jest zniecierpliwiony nieruszającym się wózkiem i tym samym widokiem: na kaczki) to my mamy frajdę z dokarmiania tych ptaków, zwłaszcza gdy młode łabędzie jedzą z ręki (zupełnie jak fiordy…). Ale sami popatrzcie… :)

ND3_0046

Wbrew pozorom nie dyryguję tym kaczkom, ale rzucam bułkę, oburącz… :D

ND3_0059

Mamy Synuś… <3

ND3_0090

ND3_0093

ND3_0104

Czy wszyscy widzą już górne jedyneczki? :)

ND3_0118

ND3_0128

Groszek aka Bąbliś nieoczekiwanie znika za kubkiem-niekapkiem!

ND3_0131

ND3_0134

‚a niiiie…jest Bąbliś’ – Mama powtarza x razy dziennie… :)

ND3_0132

ND3_0152

2 Comments

  1. Oj Kochana! U nas problemy z kasą były przez ostatnie pół roku, kiedy to miałam 60% wypłaty na macierzyńskim… Ale ważne, że byliśmy razem :)

    • Mama Groszka

      W moim przypadku to też koło 60% i płatne tylko 9 miesięcy. Ale masz rację, grunt, że jest Groszek, jest Rodzina, na spokojnie, powolutku damy radę. :) Cieszę się, że u Was też już lepiej!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>