zima, zima, zima…

gru 3, 2013 by

zima, zima, zima…

Z niecierpliwością czekam na śnieg, na te pierwsze cudowne płatki, które polecą z nieba. Kocham zimę! Za atmosferę, za widoki, za to, że można siedzieć w cieplutkim domu i podziwiać biel na zewnątrz popijając ciepły napój. Kocham zimę za dzieciństwo, kiedy to latało się z sankami na górkę i zjeżdżało z niej tak długo, aż na dworze było ciemno, a jedyną oznaką ‚wracaj do domu’ było światło dochodzące z balkonu, kiedy to Rodzice dawali znać, że już pora wracać. Kocham zimę za Boże Narodzenie i choć akurat w moim przypadku nigdy nie chodziło o część religijną tego wydarzenia, to ja przeżywałam te dni jako tradycję, coś, co nadchodziło co roku i przynosiło dużo radości. I mimo, że w 85% polskich domów był to dzień nerwowy, stresujący i ZAWSZE kończył się jakąś kłótnią, to jednak nigdy nie wspominałam Wigilii źle. Było cudownie, wręcz idealnie gdy spadł w ten dzień – bądź wcześniej – śnieg, to dopełniało atmosfery, magii, takiego poczucia w pewnym sensie bezpieczeństwa…zwłaszcza, gdy było się dzieckiem. A teraz po latach słysząc kolędy – koniecznie tę samą składankę, którą co roku odtwarzaliśmy na kasecie…aż w końcu się wciągnęła i całe szczęście udało mi się odnaleźć te wszystkie utwory w wersji mp3 (śpiewali na niej najznakomitsi piosenkarze Polski lat 80-tych, jeśli ktoś by je chciał mieć, dajcie znać) – czuję to samo, jak wtedy, kiedy byłam dzieckiem. Mam przed oczami tę piękną przystrojoną choinkę, stół nakryty do kolacji, górę prezentów i wręcz zapach zupy z suszu owocowego, smak sałatki jarzynowej, czy ten moment, ten wyczekiwany moment, gdy siadaliśmy i odpakowywaliśmy prezenty.

Zdaję sobie sprawę, że nie w każdym domu ten czas w dzieciństwie wyglądał i budzi po dziś dzień podobne emocje do moich. Dlatego tym bardziej doceniam szczęście, które miałam, że tworzyliśmy prawdziwy dom, prawdziwą Rodzinę, z perypetiami, wiadomo, ale jednak Rodzinę.

W tym roku, jak w żadnym innym z poprzednich w moim życiu, Święta  będą wyjątkowe. Bo od zeszłego roku, wszystko idąc zgodnie z planem (a wiemy jak jest z planami…miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle) i poważnie mówię, że właśnie choć ten jedyny raz poszło zgodnie z planem, sprawiło, że spędzamy je Razem, z Groszkiem, z naszym cudem, który na Święta, a dokładnie 26 grudnia skończy 4 miesiące. Brak słów by wyrazić, jaka jestem spełniona i dumna, posiadając go.

Chcę dać mu przez te wszystkie kolejne nadchodzące lata, najlepsze Święta, jakie mógłby przeżyć. Z zapachami, z dźwiękami kolęd, z choinką, prezentami, uszanowaniem czasu spędzonego z Rodziną i bez szaleństw jak w pierwszej części Harry’ego Pottera pod tytułem ‚dlaczego w tym roku dostałem tylko 64 prezenty! w zeszłym było 65!’ :) Bo mimo, że ooo tak, zawsze, do teraz, z utęsknieniem i podekscytowaniem czekam na moment wypakowywania prezentów, to nigdy nie były one najważniejsze. Takie rzeczy rozumie się po latach, bo najcieplej wspominam ze Świąt z dzieciństwa atmosferę Wigilii, samej w sobie.

Wspomniałam już, że nabyliśmy Groszkowi prezent pod choinkę? Prezent, który nie będzie pod choinką, bo raduje go już teraz. Kiedy wybierałam jakąś huśtawkę, wiedziałam, że chcę taką ‚lulającą’, oczywiście ich wszystkich zadaniem chyba jest bujać i lulać, ale nie mogłam znaleźć żadnej (poza tą), która byłaby w odpowiedniej ‚sennej’ kolorystyce i design-ie. W końcu znaleźliśmy! Fisher Price Papasan Cradle Swing, czyli kołyska huśtawka. Jest idealna i idealnie też spełnia swoją rolę. Pozwolę sobie zaprezentować filmiki z jej użytkowania.

Od kilku lat jednak, a w zasadzie od 2010, kiedy to wyjechałam do Anglii ‚za chlebem’, dużo się zmieniło – wcale nie musiałam tego pisać, prawda? ;) Zmieniło się wszystko! A co gorsze, tu gdzie mieszkam -5 stopni i ziemia przyprószona śniegiem to niemalże stan wyjątkowy. W zeszłym roku kilka osób na przykład nie przyszło do pracy tłumacząc się ‚śniegiem, który spadł’, dla mnie teoria naciągana, ale z Anglikami i ich tokiem rozumowania trudno dyskutować. ;) Ale z Polakami i ich tokiem rozumowania chyba jeszcze trudniej, więc zostawmy tę kwestię! :) Tak więc kiedy w grudniu 2012 śnieg wdarł się drzwiami i oknami do domów Brytyjczyków, uniemożliwiając im normalne funkcjonowanie, a już na pewno nie jechanie DO PRACY (?!), ja byłam cała szczęśliwa, bo ‚tyle’ śniegu dawno tutaj podobno nie widziano. Prawie jak lądowanie UFO. :)

Wiem, że śniegu nie da się zamówić na Święta, ale co roku o tym marzę i na to liczę. Będę także i w tym – tak szczególnym dla nas – oczekiwać białego puszku spadającego z nieba, może nawet pokuszę się o łapanie go na język.

Tęsknię za domem, tęsknię za Zieloną Górą z której pochodzę i za ‚moim’ lasem za oknem. Często powracam myślami do tego okresu, gdy jeszcze tam mieszkałam, a ilekroć przychodzi zima, tęsknię jeszcze bardziej, za domem, za Rodziną, za dzieciństwem, beztroską i bezpieczeństwem. Ale patrzę na mojego Syna śpiącego spokojnie i nie żałuję ani chwili i nie zmieniłabym nic, bo nigdy nie zrezygnowałabym z mojego Groszka.

Na koniec akcent zimowy, śnieżny, leśny, zielonogórski. ‚Mój’ las.

zima (69)

0 Comments

Trackbacks/Pingbacks

  1. rok 1987 | Groszkowi ... - […] już wspomniałam w tym wpisie, kolędami, które kojarzą mi się z dzieciństwem są te, wydane przez Polton w roku […]
  2. Choinkowo w Groszkowie | Groszkowi ... - […] Wspomniałam już, że uwielbiam zimę? I Gwiazdkę? I śnieg? I choinkę też? Bo uwielbiam, kocham! U nas w domu, …
  3. chwila zastanowienia | Groszkowi ... - […] i naklejając poszczególne elementy, słuchałam ‚moich’ kolęd. Jak już wspomniałam w tym wpisie, Boże Narodzenie kojarzy mi się z dzieciństwem, …

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>