Ząbek ząbkowi nierówny…

kwi 21, 2014 by

Ząbek ząbkowi nierówny…

Od czasu do czasu, ale dość regularnie ‚wpadam’ na zdjęcia Groszka z dnia jego narodzin i z kilku dni po. Mimo porodu, który zupełnie nie poszedł po mojej myśli – i już pomijam, że wcale nie należy się nastawiać na to, jaki poród będzie – kocham wszystko, co wydarzyło się tamtego dnia, a najbardziej moment, gdy po 9 miesiącach oczekiwania poznałam mojego kochanego Synka. Wciąż i bezustannie fakt poczęcia, ciąży i porodu wydaje mi się czymś tak niezwykłym, że nie potrafię pojąć tego słowami. Mój skromny rozumek próbuje rozwikłać zagadkę skomplikowanego procesu zapłodnienia, powstania z komórki i plemnika prawdziwego małego człowieczka, rozwoju każdego elementu wewnętrznych układów, a ostatecznie przyjścia na świat. Do dziś wspominam dzień i zdjęcie z USG w 12 tygodniu ciąży, gdy Groszek miał 62 mm a już wyglądał jak malutki gumowy człowieczek z dłońmi, stópkami, wystawionym języczkiem, którym nas uraczył. Często wymierzam sobie jego ówczesną wielkość między palcami i nie potrafię wyjść z podziwu, że oto on, taki tyci, a tak już rozumny i skomplikowany pływał sobie we mnie i czekał na Ten dzień…

A gdy już się pojawił tak kruchy, drobniutki i szczuplutki, w mgnieniu oka stał się najważniejszą dla mnie istotką na całym świecie. Wiem to ja i Tata Groszka, że cokolwiek by się działo, to On, Groszek jest zawsze na pierwszym miejscu, to jego kochamy bardziej niż siebie nawzajem, nie udajemy, że tak nie jest, bo wiemy, że to On liczy się dla nas najbardziej i to dla niego wskoczymy w ogień, oddamy wszystko i jeszcze więcej.

Zabawnym wydaje się fakt, że gdy się urodził był wręcz pomarszczony z braku tłuszczu w jego malutkim ciele, ważył 3 kg, dokładnie tyle. A teraz? Myślę, że przekroczył już trzykrotność swojej wagi urodzeniowej, noszenie jego (a w zasadzie podnoszenie) zaczyna powoli sprawiać trudności i nie jest niczym, kim był, gdy się urodził.

1237305_646313105379218_1134704202_o

1233028_658368187507043_1109922306_o

Wybaczycie, że oba zdjęcia zrobione komórką? Pierwsze zrobiłam wczesnym rankiem na dzień po porodzie. Noc mieliśmy oboje wyczerpującą. Około godziny 4 nad ranem, gdy ja – zupełnie niedoświadczona Mama – ślęczałam obolała i krwawiąca z Groszkiem na rękach, bo tylko wtedy zasypiał, pojawiła się położna, która uratowała mi życie tamtej nocy zabierając go ode mnie, bym zaczerpnęła choć trochę snu. I choć trwał on około 2 godzin, nie szkodzi, i choć zabierała mi Groszka, a on płakał przeraźliwie, to nic. Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło, bo i ja i Groszek zasnęliśmy, łakomiąc się na choć tę odrobinę odpoczynku. Drugie zdjęcie dokonane chyba również nocą, gdy początki nasze były równie trudne i dużo nocy spędziłam nieprzespanych, trzymając Groszka na rękach i czekając aż uśnie. Taki widok jednak wynagradzał mi wszystko, patrzenie, jak on spokojnie i bezpiecznie poddaje się snu, wystarczało mi, by nie żałować, że tak wygląda matkowanie noworodkowi. :)

Z perspektywy czasu widzę i wiem, że Groszek jest naprawdę wspaniałym, grzecznym i radosnym dzieckiem. Nie stwarza większych problemów, nie marudzi, nie płacze. Znosi z wyrozumiałością i cierpliwością róznie przebiegające dni i odstępstwa od normy. Jednego tylko trzymam się na tip top. Nie ma wyjść wieczorami, nie ma zasypiania u znajomych, czy niespania wcale. Każdego wieczora moje dziecko ma być w swoim domu w swoim łóżeczku. Za nic nie pozwolę zmienić i zepsuć jego cudownej rutyny przesypiania całych nocy. Dla mnie jest to najważniejsza, najbardziej wartościowa obecnie czynność, której oddaje się Groszek i zrobię wszystko, by tego nie popsuć.

Gdy Groszek płacze, oznacza to tylko głód, zmęczenie, znudzenie, no albo się uderzył… :/ A gdy płacze robi mi się jego naprawdę żal, rozczula mnie i zagłaskałabym go wtedy… :) No chyba, że ryczy od kilkunastu minut, wierci się i kręci i nie chce spać, choć jest pora jego drzemki. Wiem, że ma sucho, wiem, że nie jest głodny, a z jakiegoś powodu odmawia współpracy na rzecz snu. I gdy podenerwuję się na niego, gdy wiem, że moja złość powinna dotyczyć tylko mnie, a w żaden sposób nie powinna dotykać jego – nieświadomego, że cokolwiek robi, może mnie zezłościć i DLACZEGO? – on zasypia i znowu jest tym niewinnym, najsłodszym na świecie stworzeniem, które dało mi życie i, które powinnam cenić i wielbić nad życie.
Przychodzi refleksja nad samą sobą, składane sobie samej obietnice, że następnego razu nie będzie, że zapanuję nad niezrozumiałymi negatywnymi emocjami, które psują mi tylko krew, a żadnemu z nas nie wychodzą na dobre. Uświadamiam sobie wtedy jak wspaniałe dziecko mam, a jak mogłam trafić z niemowlakiem, któremu nic by nie pasowało, które by chorowało, miało zły dzień każdego dnia i z natury byłoby irytującym stworzonkiem, którego Mama i tak kochałabym nad życie, choć byłoby to utrudnione. ;)

Nie potrzebuję nikogo, by powiedział mi, że moje dziecko jest cudowne, że oprócz tego, że jest pięknym niemowlakiem, to jeszcze naprawdę wspaniale się rozwija i jest otwartym, uśmiechniętym i radosnym dzieckiem. Dlatego tym bardziej czasem głupio mi przed samą sobą, że mogę w ogóle się na niego zdenerwować, że tracę cierpliwość, choć on nie robi świadomie nic, by mi dokuczyć i do tego doprowadzić. Rozumiem, że pierwsze miesiące są testem macierzyństwa i sprawności w opiece nad takim maleństwem, które wymaga dużo troski, miłości no i wyrozumiałości. To my dorośli, z naszymi wadami i uprzedzeniami powodujemy niemiłe sytuacje, denerwujemy się, gdy powinniśmy wziąć na wstrzymanie i usidlić nerwy. To nam wydaje się, że dziecko robi coś umyślnie, albo wyolbrzymiamy sprawę, gdy i dla samego dziecka jest to wystarczająco stresująca rzecz.

Czymkolwiek by to nie było, wyobraźmy sobie nas samych na miejscu naszego dziecka i pomyślmy, czy chcielibyśmy być tak traktowani. I ja nie mówię wcale o naprawdę złym traktowaniu, ale o takim standardowym braku cierpliwości i zrozumienia. Przecież nie tak dawno my sami byliśmy na ich miejscu, ja na przykład doskonale pamiętam swoje dzieciństwo i sytuacje, gdy było mi źle, smutno, przykro, że zostałam tak, a nie inaczej przez Rodziców potraktowana. Wiem doskonale czego mi, jako dziecku brakowało, jakich sytuacji było za mało, a czego wolałabym nie doświadczyć, nigdy nie usłyszeć.

Dlatego gdy teraz zdenerwuję się, czy zniecierpliwię się na płacz, marudzenie Groszka, staram się sobie po chwili przypomnieć i uświadomić czemu nie powinnam i czemu moje nerwy to tylko i wyłącznie osobiste, subiektywne odbieranie sytuacji nie jakiejś kryzysowej, ale normalnej lajtowej. I wiem, że naprawdę powinnam sobie wziąć na wstrzymanie, bo do trudnych sytuacji pomiędzy mną, a Groszkiem dopiero dojdzie i chcę swą wyćwiczoną anielską cierpliwość zachować na potem. :)

Póki co upajam się jego anielską cierpliwością wobec nas i korzystam z pogodnych chwil, miliona uśmiechów i przespanych nocy.

P.S. Idzie pierwszy ząbek…na moje oko lewa dolna jedyneczka.

ND3_8747

Mój biedny, obolały, śliniący się i wszystko gryzący Groszeczek <3

 

2 Comments

  1. Zdecydowanie zgodzę się z tym, że z dzieckiem w ogóle lepiej nie planować zbyt mocno… Lepiej czekać, aż dziecko da nam znać czego chce :D Co do ząbka – niestety, nic nie można poradzić… My już kilka miesięcy walczymy, a Zośka wypiera się ze schematów i pomimo 10 miesięcy ma tylko 2 dolne jedyneczki, a reszta? wschodzi, ale nie wychodzi :/

    • Mama Groszka

      Mi się do ząbków nie spieszyło, bo wiedziałam, że zaczną się problemy, najbardziej bałam się zepsucia rutyny snu. A Zosia marudzi i płacze w związku z tym, że ząbki wschodzą, a nie wychodzą?

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>