Wyszłam z imprezy, już nie wracam.

cze 14, 2014 by

Wyszłam z imprezy, już nie wracam.

Kiedyś chyba dużo imprezowałam, późno zaczęłam, bo w wieku 19 lat, ale gdy miało to już miejsce, to bardzo często wychodziłam z domu, spotykałam się ze znajomymi, to na imprezie, to nie na imprezie, czy na ognisku/grillu. Do tego wyjazdy poza Zieloną Górę, do Wrocławia, Poznania, Szczecina, Łodzi, Warszawy, Goerlitz. Och cudownie wspominam te czasy. Chyba każdy człowiek potrzebuje się w swoim życiu wybawić, wyszaleć, jak to mówią dorośli ‚wyszumieć’. Imprezy poza miastem zaczynały się standarodowo wieczorem, ale najpierw trzeba było dojechać, do tego tradycyjny ‚bifor’, by w odpowiednim nastroju udać się na imprezę. Zdarzało się, że z plecakiem na plecach wychodziłam z domu około południa, a wracałam dnia następnego o podobnej porze. Tak sobie myślę, jak ci moi Rodzice musieli się martwić. Zabronić pełnoletniej nie mogli, no ale te nerwy…Raczej nigdy nie jeździłam sama, a zawsze w grupie 3, 5 osób, ale to zawsze tylko znajomi, a nie odpowiedzialni za mnie ludzie, więc gwarancji, że się mną zajmą w razie coś też nie było…
Takie imprezy nie męczyły mnie, mogłam nie spać całą noc, owszem zdarzało mi się wypić za dużo za szybko, wtedy otoczona znajomymi zasypiałam na kanapie w klubie, budziłam się po jakimś czasie i imprezowałam dalej – to też miało swój urok, dużo mam takich zdjęć, gdzie ludzie głaszczą mnie po głowie z rozczuloną miną. :D Jedynym problem zawsze były powroty, bo najpierw około 3, 4 w nocy długi spacer na dworzec, nie raz czekanie na pierwszy pociąg do około 6 rano, albo później, no a potem sam powrót pociągiem. Wtedy bateria już rozładowana (ta w człowieku, nie w komórce), stąd gdy tylko się dało, przesypiało się podróż, potem byle tylko doczłapać się domu i choć trochę odespać.

Te czasy minęły, z różnych względów. Trochę wyrosłam, poniekąd przestało być to tak ważne dla mnie, a co innego zaczęło zajmować mój czas. A w 2010 musiałam wyjechać z Polski i tym automatycznie odcięłam się od wszelkich imprez w Polsce. Fakt, że zamieszkałam w małym mieście, w którym żadne imprezy mnie interesujące się nie odbywają, tylko potęguje mój rozwód z czasami, gdy niemal co weekend się imprezowało. I tak najpierw tego nie odczuwa się tak bardzo, potem chciałoby się choć raz na jakiś czas wyjść, spotkać znajomych, posłuchać ulubionej muzyki i po prostu się zrelaksować. A gdy minie odpowiednia ilość czasu przestaje zależeć na udaniu się na taką imprezę, bo najzwyczajniej i tak nie ma się takiej możliwości, po co się więc dołować czymś nieosiągalnym. Teraz znam realia i wiem, że uszczęśliwiłyby mnie 1, max 2 imprezy w roku.

Przestało mi już zależeć na wyjściach, możliwości swoistego wyłączenia się, teraz chociażby spokojny wieczór przy lampce wina i dobrym filmie działa równie relaksująco. Wszystko zmieniło się. Rodzi się dziecko, a priorytety w głowie Mamy przestawiają się o 180 stopni. Rzeczy do tej pory najważniejsze spychane są na szary koniec, a te, o których niekiedy nie ma się pojęcia, nagle ujawniają się, jakby czekały tam, z tyłu głowy, całe nasze życie, by wkroczyć i uświadomić nam co jest w tym wszystkim najważniejsze. I nie mam z tym najmniejszego problemu.

Gdy jest jakieś wyjście, obecnie w 99% przypadków do znajomych właśnie, ja wiem, że około godziny 19:00 będę musiała wsiąść w samochód, zapakować weń Groszka i wracać do domu. Nigdy nie zdarza się, że tą osobą, która położy go spać będzie Tata Groszka. Czasem przebąkuję, że również chciałabym choć raz normalnie na spokojnie napić się, na chwilę ‚zapomnieć’, że trzeba zająć się niemowlakiem. Nie umiałabym chyba jednak zostać ze znajomymi, a oddać mojego kochanego Synka Tacie, by sam się nim zajął. Oczywiście nie chodzi o zaufanie, chodzi tylko i wyłącznie o fakt, że ja musząc (ale słowo…) wybierać, doskonale wiem, co wolę w tym czasie robić.
Dokładnie tak samo było dzisiaj. Owszem wielką frajdę sprawiają mi wyjścia, uwielbiam zabierać Groszka w różne miejsca, do różnych znajomych, oni mają z tego frajdę, Groszek tym bardziej, a ja najbardziej. ;) Znajomi uwielbiają Grocha, jego minki, jego piski, jego obecne radosne raczkowanie, gdy marudzi, próbują go udobruchać, zabawiać, zagadywać, chcą, by to właśnie ten, a nie inny znajomy sprawił, że przestanie płakać i znowu będzie się uśmiechać. Ja dla Groszka chcę jak najwięcej kontaktu z ludźmi, dziećmi, różnymi miejscami. By poznawał, oswajał się, uczył i doświadczał. Póki jestem z nim, wiem, że nic mu się złego nie stanie, wiem, że wszystko jest pod kontrolą i tym bardziej lepiej spędzam czas wśród znajomych. Co innego, gdy tracimy siebie nawzajem z oczu. Nawet dzisiaj rozdrażniony i śpiący Groszek ledwo dał się ogarnąć Tacie, gdy tylko na chwilę wychodziłam do toalety. Ciężko jest mi skupić się na czymkolwiek, gdy słyszę jego płacz i nieszczęście. Nieszczęście w cudzysłowie, bo wiem, że prawdziwa krzywda mu się nie dzieje.

Dlatego wbrew temu, co czułabym jeszcze kilka lat temu, ba, może jeszcze przed zajściem w ciążę, wracam chętnie i potulnie do domu i akceptuję, że moje obecne życie towarzyskie prezentuje się tak marnie. Wręcz odnajduję się w tej roli doskonale i poprzednie życie jest miłym wspomnieniem, z ewentualnymi okazyjnymi wyjściami, o ile na tyle mocno mnie przyciśnie, bym poczuła potrzebę dyskotekowania się pośród małomiasteczkowych Anglików. Moim problemem nie jest brak wyjść, ale zbliżający się powrót do pracy i rozstanie z Groszkiem, który jednocześnie uda się wtedy do żłobka. Jak ja to przeżyję, pytam się Was, jak? :(

Jak mogę rozstać się z takim Cudem?

Zabawa w ‚a kuku!’ :D

ND3_9818

ND3_9824

ND3_9829

ND3_9877

 

P.S. Inną zaletą ‚muszę wracać położyć dziecko spać’ jest łóżko tyyylko dla mnie… :D

5 Comments

  1. Ines

    U mnie imprezowanie skonczylo się, jak oznajmiłam znajomym, że jestem w ciąży… Zaczęli mnie traktować jak trędowatą. Przestali zapraszać na imprezy, domówki, które robiliśmy niemal 4-5 razy w tygodniu nie miały już miejsca, bo nikt nie chciał do nas przychodzić, bo przecież ja nie piję… Na koncerty punkowe przestałam chodzić, bo wiem, ze nie oparłabym się pokusie wskoczenia w pogo, co mogłoby się źle skończyć… 3 miesiące po porodzie wyczlapalismy się z domu na koncert przyjaciela (The Analogs) zostawiając córkę pod opieką mojej mamy. Wyskakalismy sie jak nigdy. A teraz, po wyjeździe do UK nawet nie mam za bardzo z kim imprezować. Poza tym brzuszek znowu rosnie i teraz o balangach juz calliem moge zapomniec :(

    • Mama Groszka

      Jeny, dziwna sprawa, co? Dlaczego niby znajomi odwrócili się wtedy od Ciebie. Nie rozumiem czegoś podobnego. Ja wiem, że może Tobie w głowie były wtedy już inne rzeczy, ale póki Ty chciałaś się spotykać, to dlaczego znajomi mieliby chcieć z tego zrezygnować. Ale co zrobisz, przynajmniej zweryfikowałaś dzięki temu. A teraz? Będziesz musiała poczekać jeszcze z rok do szaleństw :D

      • Ines

        Jakoś nie znalazłam nikogo w UK, kto miałby podobnie „nawalone w głowie” co ja, więc ciężko będzie z imprezami. Z mężem też nie wyjdę, bo ktoś musi zostać z dziećmi. A nie znam tu nikogo n tyle dobrze, eby powierzyć mu opiekę nad moimi szkrabami. Tak więc co mi pozostaje? WOODSTOCK ZA ROK!!! :D

  2. My ostatnio albo jedziemy gdzieś na noc, albo wcale. I tak samo „dzieciaci” znajomi nasi nas odwiedzają. I starczy. Na razie nam wystarcza wspólnie spędzony czas :)

    • Mama Groszka

      Uwielbiam spotkania z dzieciatymi znajomymi, w tym rpboelm, że nikogo w wieku Groszka wśród znajomych nie mamy, bo dziecko albo już ponad 2-letnie, albo dopiero co urodzone. Ale jeśli poczekamy pół roku, rok, to już Groszek zacznie się z maleństwami dogadywać, a może i z tymi starszymi też.

Odpowiedz na „Budująca MamaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>