w pogoni za talentem

mar 18, 2014 by

w pogoni za talentem

Chodzi mi po głowie jedna rzecz.
Chciałabym wiedzieć ile w Waszych głowach jest marzeń, takich niespełnionych związanych z pracą.

Bo czasem myślę, że tylko ja czuję się, że zbyt wiele mnie ominęło i powinnam była podążyć inną drogą. Ale wiem, że gdybym w tamtym czasie o tych rzeczach myślała, to bym nią podążyła. A może nie, sama nie wiem, wszystko kwestia motywacji, umiejętności, samozaparcia, a mi chyba w czasie wyboru studiów wszystkiego po trosze zabrakło.

Teraz namiętnie oglądam wszystkie programy związane z urządzaniem domu, fryzjerstwem, medycyną. Dawno temu w jednym poście wspomniałam, że talentów nie posiadam, posiadam wieeeele zainteresowań, niestety nie obdarzono mne talentem. Lubiłam śpiewać, lubiłam rysować/malować, w pewnym momencie swojego życia marzyłam, by zostać weterynarzem, albo psychologiem. Wiem, że może uwielbienie do wszelkich programów dotyczących budowania domu, a następnie urządzania go, wynika z pasji, którą sama chciałabym wprowadzić w życie. Chętnie zrobiłabym kurs fryzjerstwa i strzygła znajomych – bo może do pracy na cały etat w tym zawodzie się nie nadaję. Tak wiele chciałabym robić, czuję, że mam duszę artysty, nie rozumiem dlaczego nie dano mi możliwości spełnienia się w jakiejkolwiek artystycznej dziedzinie. Bo nawet jeśli powiedzmy projektowanie wnętrz jest kwestią wprawy, nauki, tak trzeba mieć ten zmysł wnętrzniarski, widzieć czym wypełnić wnętrze, jakimi kolorami. A ja? Gdyby mnie teraz zapytać jakiego koloru jest przedpokój w mieszkaniu, w którym się wychowałam, musiałabym się zastanowić. Wiecie o co chodzi? Nie dość, że nie mam wyobraźni przestrzennej, to jeszcze zupełnie nie przywiązuję uwagi do ‚szczegółów’. ;) Mogłabym być facetem, nie zwróciłabym uwagi, że moja kobieta ma nową fryzurę, a zmiana koloru musiałaby być drastyczna, żebym ją zobaczyła. Serio!

Z czego więc wynika moje zainteresowanie sztuką? Powinnam być uzdolniona w innym kierunku, skoro nie odnajdę się w sztuce. Ale nie, ani matematycznie, ani historycznie bystrzachą nie jestem. Matematykę co prawdą w szkolę lubiłam, ale teraz wiem, że to była kwestia po prostu odpowiedniego nauczyciela. Bo zarówno z fizyki i historii zawsze miałam kiepskich nauczycieli, takich, którzy nie potrafili w odpowiedni interesujący sposób wiedzy przekazać, stąd stroniłam od tych przedmiotów. Macie podobne wspomnienia i doświadczenia? Też uważacie, że nasze uwielbienie/nienawiść do danego przedmiotu wynika przede wszystkim z tego, jaki nauczyciel Was naucza? Na poziomie podstawówki wiedziałam jedynie, że lubię biologię, no i z niej byłam piątkowa. Pozostałe przedmioty pozostawały otwartą księgą dla mnie, wcale nie musiałam się do żadnego z nich uprzedzać, gdybym tylko trafiła na właściwego nauczyciela. Dlatego między innymi lubiłam matematykę, bo nauczycielka, mimo, że wymagająca, potrafiła dobrze nauczać.

Obecnie, gdyby życie mi pozwoliło, spróbowałabym zmienić zawód, zdobyć inne kwalifikacje, rozwinąć się w dziedzinie, która mnie zawsze interesowała. Tylko patrząc na moje anty-zdolności, jedyną opcją pozostaje na przykład psychologia. Kolejna dziedzina, która mnie pociąga. Jednakże, na studia psychologiczne, za granicą zwłaszcza, chyba za późno. Spełnianie swoich marzeń to jedno, ale niemożliwe, to co innego. :D

Wiem jedno, że nie spędzę całego życia wykonując pracę, z której nie będę zadowolona, z ludźmi, którzy mnie denerwują, w miejscu, którego nie lubię. Nie twierdzę, że jest tak teraz, szczególnie, że będąc w domu, mogę ochłonąć od całego zawodowego zamieszania i skupić się na najważniejszym. Ale jeśli po powrocie to właśnie będę odczuwać, nic nie powstrzyma mnie przez zmianą pracy. Bo jak dla jednych szukanie i zmiana pracy to niemal codzienność, tak dla mnie zupełnie nie. Miejsce, w którym jestem zatrudniona i mam kontrakt, czyli po polsku umowę o pracę, jest pierwszym takim miejscem, które stałą pracę mi dało. W Polsce nie poszczęściło mi się AŻ TAK i przez rok nie udało mi się znaleźć zatrudnienia. Wiem, co się mówi, że jak ktoś chce, to pracę znajdzie i wierzcie mi, ja naprawdę chciałam. Pracowałabym, jeśli tylko dałoby mi się taką możliwość, naprawdę gdziekolwiek. Ale ponieważ nikt w Zielonej Górze takiej opcji mi nie zaoferował, stąd pomysł wyjazdu za granicę. I nie mogę powiedzieć, że czegokolwiek żałuję, bo na pewno nie żałuję tego wyboru, gdyby tak było, żałowałabym tego, co mam teraz. Kochanego i kochającego faceta i najcudowniejszego Synka na świecie. Żałuję tylko, że Polska jest taka do d***, po prostu… :(

Tradycyjnie każdy wieczór skłania mnie do rozważań i refleksji we wpisach… :)

Na miłe i ładne zakończenie fajna piosenka, o ta:

*zdjęcie we wpisie nie moje :) źródło

6 Comments

  1. nula

    Nauczyciele odbebniaja swoje w wielu wypadkach nie potrafia zainteresować przedmiotem oczywiscie sa wyjatki.Mam zawód ktorego nie lubie i w ktorym w zyciu nie bede pracowac jestem ksiegarzem, co ciekawe kocham czytac ale praca w bibliotece czy ksiegarni nie dla mnie, pamietam jak praktyki mnie psychicznie meczyly.Gdybym mogla cofnac czas poszlabym na cos innego.Rowniez mam wiele zainteresowan a najbardziej fascynuje mnie medycyna szczegolnie poloznictwo lub zupelna skrajnosc medycyna sadowa.

    • Mama Groszka

      Hej Nula, dzięki za podzielenie się cząstką swojego życia :) To faktycznie brzmi, jakby Twoje zainteresowania, a szkoła zupełnie się minęły, szkoda, co? U mnie jest podobnie, choć w tamtym czasie i tak pewnie nie wybrałabym innych studiów, a psychologii w moim mieście nie było. :/ Od kiedy urodziłam też fascynuje mnie położnictwo, mogłabym się tym zajmować! A w Twoim przypadku to odległe marzenie, czy są realne perspektywy w tym kierunku?

  2. Aga

    Bierz się za psychologię – tam nie trzeba talentu ;)

  3. Kaja

    Masz rację z tą pracą w Polsce, po prostu tragedia… :( Ciężko dostać jakąkolwiek, co dopiero w swoim fachu, a już nie mówię- wymarzoną. Zapomnij. Ale! Są inne sposoby na samorealizację. Fryzjerstwo, mówisz? A Twój R odważny? :) Bierz nożyczki i zacznij od niego. Na co Ci jakiś kurs? Po paru razach załapiesz jak i co. Moje pierwsze męskie cięcie to były totalne schody do nieba, na szczęście obiekt był wyrozumiały. Teraz zawsze obcinam mężucia. No wiesz, czasem coś schrzanię, ale to nie moja pasja a jak Ty będziesz to robić z pasją to będzie wspaniale! :D

    • Mama Groszka

      Ja myślę, że skończyłam złe studia, może powinnam skończyć budownictwo, po tym nie dość, że praca jest, to jeszcze dobrze płatna! ;) Fryzurę, którą ma Robert, ja rżnę regularnie, ale to maszynką, nie czuję się w obsłudze nożyczek, no i nie mam jak testować, przez tę jego długość włosów :)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>