Tak było.

lut 22, 2015 by

Tak było.

Nieśmiało zalogowałam się do panelu bloga…w celu napisania. Czuję się nieswojo i niekomfortowo, bo zamiast być wiarygodną, zlekceważyłam Was wszystkich i zajęłam ‚niewiadomo czym’. No i trwało to tak naprawdę od sierpnia, wtedy wszystko się zaczęło, choć wolałabym, by tak się nie stało. Tym bardziej, że od sierpnia upłynęło już pół roku, ale wstyd! Gdybym tak często pisała, jak często o tym myślałam, nic byście nie zauważyły. To już nawet nie chodzi o brak czasu, ale o zmartwienia, zmęczenie, w końcu zniechęcenie, by się za to zabierać, jeśli tak się czuję.

Dzisiaj postanowiłam skupić się na tym ‚jak było’, żeby podzielić całość na 3 części. Żeby nie przytłoczyć Was nadmierną ilością nudnych szczegółów.

Było źle, generalnie rzecz biorąc. Była rozpacz, bo przyszło mi rozstać się z Groszkiem. Pisałam już o tym wcześniej, że o tym momencie myślałam od samych narodzin Groszka, gdy tylko go poznałam. Nie wyobrażałam sobie po prostu rozstania z nim. Ale nadeszło i to pełnoetatowo. Ja w pracy, a Groszek w żłobku. Gdy już to stało się względną rutyną i pogodziłam się z myślą, że pewnie ‚tak mu lepiej’, to przyszły choroby. Moje, jego, gluty, antybiotyki, moja anemia. Brzmi płytko, ale to chorowanie naprawdę rozłożyło mnie na łopatki. Na Groszku antybiotyk nie zrobił żadnego wrażenia, ja z kolei nic takiego nawet nie dostałam, bo ‚tylko’ smarkałam i kaszlałam. A to, że kaszlałam jak z gruźlicą, czy astmą, było nieistotne.
Całe szczęście żelazo pomogło, a co do Groszka, nauczyłam się trzymać w ryzach jego smarki i za pomocą wszelkich możliwych sposobów walczyłam z nimi. Potem przyszła ospa wietrzna – która pozostawiła pamiątki w postaci blizny nad okiem i na skroni. Potem ja zabrałam się za zmianę stanowiska w obecnej firmie, niestety cały nieszczęsny transfer trwał ponad 2 miesiące. Szczęśliwie od 4 lutego już robię nowe i jestem zadowolona bardzo. Wszystko przedłużyło się też przez mój i Groszka pierwszy wspólny wylot do Polski. Byliśmy 2 tygodnie i było cudownie. A wpis z rodzaju: ‚jak nie/podróżować samotnie z dzieckiem’ na pewno pojawi się jako jeden z kolejnych. ;)

Wiem, że kilka powyższych zdań to tylko słaba wymówka, by olać bloga i prawdopodobnie tak było, ale nie umiałam inaczej, skoro zniknęłam na długie miesiące. Z czasem było tylko trudniej.
No racja! Zapomniałam o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Przecież przenosiłam bloga na inny serwer, to był istny koszmar! Ilość wysłanych i odebranych maili z przeróżnymi instrukcjami ‚kolejnego kroku’ przerosła moje wyobrażenie o intuicyjnej obsłudze bloga i spraw z nim związanych. Nigdy więcej. Tak więc dopiero niedawno rozmawiając z nową koleżanką z pracy postanowiłam ostatecznie, by dokończyć te cholerne przenosiny. Pewnie wszyscy zauważyli, że zdjęcia nadal się nie wyświetlały, co skutecznie zniechęcało mnie do w ogóle wchodzenia na własnego bloga… Po odbijaniu kolejny raz maili i wmawianiu mi, że muszę sama to naprawić, ktoś inny z obsługi zlitował się i zrobił to za mnie, także w końcu jestem posiadaczką w pełni (oby?) działającego bloga.

Chcę to robić dla Was, dla siebie, dla Groszka. Nieważna sława i pieniądze, których nigdy z prowadzenia bloga mieć nie będę. Cieszy mnie, że jest stałe, a nawet przybywające grono czytelników i ludzi ciekawych, co u Groszka. Dla mnie jest to miejsce, by się ‚wygadać’ i nikt nie będzie znudzony opowieściami o pierworodnym i jego Mamie.

Na dziś wystarczy, zaglądajcie tu, bo część ‚jak jest’ musi się napisać!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>