Stado byków w natarciu…

cze 12, 2014 by

Stado byków w natarciu…

Chciałabym móc zaczynać każdy wpis z dobrym humorem, samopoczuciem. W rzeczywistości bywa różnie, bo gdyby życie każdego dnia usłane było różami (czy innym kwieciem indywidualnie uwielbianym), każda porażka byłaby prawdziwą tragedią, a tak, jesteśmy otoczeni problemami, kłopotami, złością, zawiścią, zazdrością i wszelkim innym złem, które to mniej lub więcej uodparnia nas przed rozpaczaniem, że znowu pokłóciliśmy się z mężem, mamą, koleżanką. Nie zmienia to faktu, że jeśli coś idzie nie po naszej myśli i niekoniecznie zgadzamy się z sytuacją, którą doświadczyliśmy, odczuwamy pewien niesmak, rozmyślamy i zastanawiamy się co i dlaczego poszło nie tak.

Dzisiaj właśnie tak bym się czuła, tym bardziej poniekąd wdzięczna jestem naszej popołudniowej przygodzie, bo ostatecznie spowodowała, że nie rozmawialiśmy już o tym, co palnęliśmy do siebie nawzajem, w zasadzie już potrzeby o tym gadać nie było, bo tyle się działo! ;) Tata Groszka ma wolne, każdy z takich dni staram się wykorzystać na wartościowe wyjście z Groszkiem, takie z punktami na plus do przygody, przyrody, czasu spędzonego razem. Bardzo nie lubię bezproduktywnych dni, kiedy tylko zalegamy przed telewizorem, czy ewentualnie skoczymy do Lidla na zakupy. Ostatnie dni trochę nas do tego zmusiły, bo mimo, że Tata Groszka był z nami w domu, to jednak niedysponowany, z chorobą. Dzisiaj w końcu poczuł się lepiej, a że pogoda dopisywała, żal było nie skorzystać. Wyjechaliśmy tylko kilka mil od domu, ale ponieważ dookoła płynie kilka rzek, chcieliśmy na próbę udać się wzdłuż jednej z nich, tej samej, którą odwiedziliśmy kilka dni temu. (więcej w przedostatnim wpisie: Sielanki czar)

Tym razem zajechaliśmy od drugiej strony, przy kolejnym moście około 2 km dalej. Gdy zeszliśmy z drogi i udaliśmy się wzdłuż rzeki w końcu doszliśmy do momentu, do którego spacerowaliśmy ostatnim razem i wtedy tam postanowiliśmy zawrócić z powrotem do auta. Tata Groszka próbował namówić mnie, by dojść właśnie do miejsca, gdzie zaparkowaliśmy ostatnio, przejść na drugą stronę rzeki i wrócić tamtędy. Oponowałam, bo po ostatnim razie wiedziałam, że Groszka nudziła nieco ta miejscówka, tylko trawa, woda i pola, każdy metr praktycznie wyglądał tak samo (dla niego). Ale gdy doszliśmy 2/3 pierwszej długości stwierdziłam, że przecież Groszek po to ma nas, by, jeśli mu się znudzi i zacznie narzekać, umilić mu jakoś czas. Doszliśmy więc do końca pierwszej prostej, tam ostatnio zaparkowaliśmy. Przeszliśmy na drugą stronę rzeki, z Groszkiem na rękach, bo już zaczął marudzić i trzeba go było udobruchać. Ta strona rzeki prezentowała się lepiej ze względu na bliskość do wody. Gdy ponownie byliśmy na około 2/3 drugiej długości, zobaczyliśmy je, stado, krów. Wzbudziła się we mnie pewna niepewność i niepokój, Tata Groszka skwitował: „za rzadko na wieś jeździłaś, że się boisz krów”, na co ja, że wcale nie bywałam, bo nie miałam do kogo. On – ten odważny – każe podchodzić, ja – z Groszkiem na rękach – podchodzę, oddalamy się jednak od nich nieco, by je zmylić, schodzimy w dół z wału, na którym się wylegują, żeby nie rzucać się za bardzo w oczy. Widzę jednak, że kilka krów zauważyło nas i wcale nie jesteśmy dla nich tacy niewidoczni. Szłam szybciej, bo nie musiałam przedzierać wózka przez krowiej-kopytno-wyrobionej ziemi, do ciężaru Groszka jestem przyzwyczajona przecież. Wychyliłam się zza burzy krzaków i spoglądam na dwie – najbliżej leżące krowy -i mówię ze strachem do Taty Groszka: „jedna z nich wstała i patrzy się na mnie!”, ten śmieje się ze mnie i w końcu podchodzi. I wtedy TO zauważa, to wcale nie krowy droga Mamo Groszka, o nie, to byki! W całym tym zamęcie nie pomyślałam spojrzeć na najważniejszy atut krowy, czyli jej wymiona, bo gdybym spojrzała, dojrzałabym, że takowych te ‚krowy’ nie posiadają. Wydawało mi się, że jak popatrzę im w twarz, to dojrzę czy to on, czy krowa. Wtedy mój niepokój wzrósł o jakieś 300%, o nie nie nie! Do krów bałam się podejść, a okazuje się, że około 10 metrów od nas, za krzakiem leży sobie stadko byczków?! Długo się nie zastanawiałam, zrobiłam w tył zwrot i zaczęłam maszerować z powrotem wzdłuż drugiej długości, którą to dopiero co pokonałam.

Tata Groszka z początku wracał z nami, jednak na około 1/2 drugiej długości stwierdził, że może jednak spróbuje się przebić i niezauważalnie przemknąć przez stado byczków, by szybciej znaleźć się przy aucie. Przypominam, że niekoniecznie chciałam nawet pokonywać pierwszą długość do końcu ze względu na nudę, która coraz to bardziej doskwierała Groszkowi. A teraz przyszło mi wracać długością numer dwa z powrotem, a następnie długością numer jeden, w kierunku auta! Pomyślałam, że jeśli Tacie Groszka udałoby się wrócić do auta ‚przez’ byki, to podjechałby po nas po przejściu długości numer dwa. Tak więc w tym momencie rozeszliśmy się w dwóch kierunkach, a ja czułam się jak na amerykańskim filmie, gdzie bohaterowie mimo, że nie powinni to rozdzielają się, by celowo wprowadzić się w kłopoty. No bo przejście obok stada byków niezauważonym? To jak ubrać barwy przeciwnika i próbować przebiec przez stadion pełen kiboli. No, ale poszedł, a ja liczyłam na jego zdrowy rozsądek, spryt, oraz w razie co siłę nóg. Sama wyobraziłam sobie jak dochodzę do końca długości numer dwa, a tam stoją 3 byki i zuchwale patrzą się na mnie wiedząc, że jestem w d…kropce. Nic takiego na szczęście nie miało miejsca, a gdy już prawie skończyłam swoją wędrówkę w tę stronę, z płaczącym Groszkiem w ramionach, tachając wózek po wertepach i wmawiając jemu i sobie jaka to fajna przygoda nas spotkała, zobaczyłam wracającego w naszym kierunku Tatę Groszka.Całe szczęście zbliżał się dość szybko, nie musieliśmy więc zbyt długo na niego czekać. Powiedział, że owszem, próbował przejść, ale byki jak na złość najpierw rozstawiły się już nie tylko na wale, ale w miejscu, które uprzednio było ‚do przejścia’, też. Dodatkowo kiedy ujrzał bramę, przez którą dałoby się ulotnić bez szwanku, byki ustawiły się tak oto:

DSC_0110

Widzicie to? Gdzieś na wysokości tego wielkiego drzewa była brama, światełko w tunelu, nasz ratunek. Ale te wszystkie bycze tyłki ustawiły się w regularnych odstępach jakby pilnując wyjścia. (zdjęcie dokonane z komórki Taty Groszka z bezpiecznej odległości – nawet on struchlał wobec zaistniałej sytuacji :D ).

Pozostało nam więc tylko wrócić tą samą drogą, którą przyszliśmy – długością numer jeden. Ostatecznie spacer zajął nam nieco ponad 2 godziny, przy zrobionych niecałych 8 kilometrach. Groszek większość drogi powrotnej już niesiony na rękach, na zmianę u mnie i u Taty, bo już wszystko mu nie pasowało. Nie wiem co w tym jest, że my mamy ‚szczęście’ do takich przygód. Kiedyś zdarzyło nam się uciekać po skarpie z plaży, bo niemal zalewał nas przypływ. Bez Groszka rzecz jasna, bo było to niemal 4 lata temu. ;) Cenny spacer i doświadczenie, jednakże chwilowo nie mam ochoty powracać w to miejsce w celu odbycia relaksacyjnego spaceru dla zdrowotności. Kilka z niezadowolonych min Groszka dało się uwiecznić na zdjęciach, oj dało…

Przed spacerem filtr 50 na każdą odsłoniętą część ciała…

ND3_9631

Mama nie w sosie…

ND3_9636

No i lecimy z minkami…

ND3_9652

ND3_9665

Takim szyderczym spojrzeniem Groszek obdarował Tatę…

ND3_9692

Niestety chwilę później mnie!?

ND3_9705

ND3_9713

ND3_9719

ND3_9755

ND3_9769

No i zalety długości numer dwa… jedyne zalety ;)

ND3_9781

2 Comments

  1. Ines

    To jak byłam ostatnio w Polsce miałam podobną przygodę, z tym, że ze stadem owiec :) poszłam z córką na łąkę do koni mojej cioci. Łąka była predielona na pół rzędem drzew. Na spacer udałyśmy się wraz z dwoma psami. I psy pobiegły się bawić na tę drugą połowę łąki, tam, gdzie nie było koni. I po chwili wybiegły zza drzew jak postrzelone, a za nimi biegło stado owiec! Stanęłam jak wryta, bo biegły tuż na mnie i Sayuri. Na szczęście psy zatrzymały się tuż przy mnie, a wokół nich owce. I cieszy mnie najbardziej to, że ciocia już nie miała barana… Ten to dałby mi popalić :) Owce wróciły wraz z nami do domu, a ciocia jak zobaczyła mnie ledwo idącą z przerażenia, to prawie turlała się po ziemi ze śmiechu :)

    • Mama Groszka

      Ale historia :D Jeszcze lepsza niż moja. U Ciebie faktycznie zagrożenie istniało. ;) Masz rację, gdyby był baran, mogłoby nie być tak spokojnie…;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>