smaki dzieciństwa / powrót do przeszłości

sty 3, 2014 by

smaki dzieciństwa / powrót do przeszłości

Pamiętacie dźwięki i smaki dzieciństwa? Część z nich pewnie bardzo wyraźnie, a pozostała część przypomina się w sytuacji, gdy coś zobaczycie, usłyszycie, poczujecie, prawda? Dzisiaj usłyszałam jeden z najmilszych dźwięków dzieciństwa…wybrzmiewał z tego:

koraliki na szprychyŹródło.

Spacerując dzisiaj z Groszkiem (w wózku rzecz jasna), chciałam przepuścić dzieciaczka na chodniku, bo schodziłam z osiedlowej uliczki, ale to on (ona?) puścił mnie pierwszy i tak idąc usłyszałam…ten wspaniały odgłos uderzających o siebie plastikowych koralików, specyficzny terkot, którego nie można z niczym pomylić, aż ciężko uwierzyć, że w 2014 dzieci nadal zdobią swoje rowerki czymś takim. Chyba, że to jakiś sentymentalny Rodzic zamontował swojemu dziecku. I pewnie ja zrobię podobnie Groszkowi. :)  Tak czy inaczej, wzięło mnie na wspomnienia.
Nie ukrywam, że jestem bardzo szczęśliwa, mogąc urodzić się w połowie lat 80-tych i wychować pod ich koniec i w latach 90-tych. Nic więcej nie potrzebowałam do szczęścia poza bieganiem po dworze do wieczora każdego dnia. A to bawiliśmy się z dziećmi z tego samego bloku na placu zabaw, właśnie…cóż to była za gra, że wszyscy oblegaliśmy drabinki, jedna osoba miała zamknięte oczy i musiała nas złapać, a my nie mogliśmy zostać przyłapani przez tę osobę na staniu na piasku? Albo bawiliśmy się w chowanego (pobite gaaarryyy!!!), albo uskutecznialiśmy wspinaczki z trzepaka na osiedlowy śmietnik, albo skakaliśmy na skakance, na gumie, czy graliśmy w żabę piłką tenisową na wysokiej bez okien i balkonów ścianie bloku. Albo biegaliśmy po lesie, ja wspinałam się na drzewa i wiecznie wiecznie ciągle całe swoje dzieciństwo przebiegałam. Kochałam biegać, a jak bardzo to tylko moi Rodzice wiedzą, jak skacząc wokół nich prosiłam bez przerwy ‚powiedz start! powiedz start!’ i było start! A ja leciałam przed siebie, zazwyczaj dobiegałam do miejsca, gdzie szliśmy i biegiem wracałam do nich i słowo Wam wszystkim daję – nie czułam zmęczenia, przysięgam. Na koloniach wygrywałam wszystkie zawody na długie dystanse nieważne z kim w jakim wieku, bo ja po prostu mogłam biegać bez końca. Całe szczęście moja sąsiadka – przyjaciółka wszędzie mi towarzyszyła…i tak biegałyśmy, razem. :)
Albo jeździłyśmy rowerami z pluszakami na bagażnikach, albo odbijałyśmy pod samo niebo kauczuki i latałyśmy za nimi, albo śledziłyśmy po osiedlu swojego sąsiada, albo co gorsze, zadzierałyśmy celowo z niektórymi chłopakami, żeby nas gonili – bo nas nigdy nie doganiali. Pamiętam wielkiego psa Morusa z innej klatki, który rzucał się na wszystkie dzieci, był postrachem bloku, a ponieważ na spacer wyprowadzały go dziewczynki, które niekiedy nie miały siły go utrzymać, często wszyscy siedzieliśmy na wcześniej wspomnianych drabinkach, z obawy, że się na nas rzuci…i naprawdę, zawsze kogoś atakował, gdy tylko miał okazję. Była to też pewnego rodzaju tradycja/zabawa, uciekanie przed Morusem na drabinki.
Albo z moją przyjaciółką – Aga, pozdrawiam! – latałyśmy boso latem po asfalcie, ależ on był gorący! Albo wypisywałyśmy brokatowami długopisami liściki miłosne na murze domu dla emerytowanych księży w lesie. Cóż to były za czasy!
A moja ukochana podstawówka? I ten cudowny kolorowy sklepik, na który rzucało się każde dziecko, pamiętacie szyszki? Albo te wcale nie smaczne, ale jedyne takie napoje w woreczkach, w które teoretycznie trzeba było wbić słomkę, ale każdy pił z niego dziurawiąc woreczek w rogu zębami. Albo żelki w kształcie delfinów, które kupowało się na sztuki. A mleko w szklanej butelce przykryte tylko sreberkiem, czy śmietana w identycznej, tylko mniejszej butelce?
Moja Mama ma rację, z tych opowieści możnaby napisać bardzo ciekawą książkę, tak mi tęskno do tych czasów, jak i do czasów dzieciństwa. Gumy Donald z historyjkami, najwspanialsze i niezapomniane w smaku gumy Turbo i moja kolekcja obrazków z samochodami, które jestem święcie przekonana dałam kiedyś mojemu starszemu bratu i tyle je widziałam (teraz się wypiera).
W domu mieliśmy zabawkową strzelbę, do której wkładaliśmy kredki i wystrzeliwała, albo te cudowne klocki w postaci plastikowych płyt, które łączyło się ze sobą, ja najczęściej budowałam zjeżdżalnię dla resoraków (byłam maniakiem resoraków). Albo ustawiałam wszystkie pluszaki, rysowałam dziennik i bawiłam się w szkołę.
A u Babci na działce urządzałam przedszkole dla dżdżownic, pytam sama siebie jak ja mogłam to robić? Teraz nawet brzydzę się dżdżownicę dotknąć. Wspinałam się na drzewo i zbierałam czereśnie, albo zagryzałam rabarbar maczając go w cukrze, czy wcinałam świeży szczaw. Nikt nie odbierze mi tych wszystkich wspomnień, choć szczerze żałuję, że czasy tak bardzo się zmieniły.
Jak pewnie większość z dzieci urodzonych w latach 80-tych, miałam chomiki! :) Była biała Chuda i brązowy Gruby, Chuda_1, umarła, pojawiła się identyczna Chuda_2, mieli małe, a ona, zagryzła je. Pamiętam to…tylko dlaczego to zrobiła?
Pamiętam przedszkole i zabawy w Żółwie Ninja, kto z Was je pamięta? Mieliśmy ogromne podwórko do zabaw, z drabinkami w kszałcie rakiety, czy samochodu. Pani Ela – kucharka – w trakcie harców przynosiła coś do picia, obstawiam, że był to rozrzedzony kisiel, były białe kubki, każdy podchodził i pił, a nalewany był z wielkiego blaszanego garnca chochlą. Inna pani sadzała każdego po kolei na ławce i uczyła wiązać buty. A jako dodatkowe zajęcia mieliśmy taniec, bo przedszkole moje funkcjonowało również jako szkoła tańca. Pamiętam na zakończenie przedszkola tańczyliśmy dla Rodziców, moim partnerem był chłopiec o imieniu Dawid, który był jedynym chłopcem wyższym ode mnie. Zabawne, prawda? ;)
Zawsze byłam najwyższa, nawet jako kilkuletnie dziecko, z jednej strony dzieci śmiały się z mojego ‚wysokiego czoła’ i oczywiście, bo jakże by inaczej – piegów. A z drugiej strony na każdej letniej kolonii miałam zawsze jakiegoś adoratora i patrząc z perspektywy czasu wiem, że byłam ładnym dzieckiem. Miałam wielkie oczy i długie rzęsy, zupełnie jak nasz Groszek.
Brat mój 6 lat starszy ode mnie stronił od swojej siostry gówniary, ale ja ciągle za nim podążałam, podobno dochodziło do sytuacji, gdy uciekał ode mnie ze swoimi kolegami, ale ja i tak zawsze ich odnajdywałam/doganiałam.
Co sobota biegliśmy na bajkę Disney’a – oglądaliście je? A co jeszcze robi rodzeństwo z taką dużą różnicą wieku? Ano, wyrywa sobie Kasprzaka, bo była ‚moja kolej!’. Brat mój nawet odkurzał dłużej i dokładniej, gdy wiedział, że ja tylko czekam, aż mi odkurzacz odda. Jakież to typowe. :) A ja za to jako ta młodsza i głupsza, wiecznie zaczepiałam go i uciekałam. Przesiadywałam też u niego w pokoju i grałam na komputerze. Tak! Magnetowidu nigdy nie mieliśmy, ale komputer był. Pamiętna gra Prince of Persia, albo Szachy, czy Magazyn albo Ortotris. Z chęcią się dowiem, czy je znacie i graliście. :)
Wszystkie te historie, to tylko namiastka tego, co pamiętam, wspominam. Dlatego też  jest we mnie obawa nad dzieciństwem, wychowaniem Groszka i jego ewentualnego Rodzeństwa. W dzisiejszych czasach tak łatwo przeoczyć tę niewidzialną granicę pomiędzy rozsądnym korzystaniem z dóbr takich jak telewizja, komputer, telefon, do nałogu, uzależnienia. Mam nadzieję, że nie dopuszczę, by moje dziecko/dzieci widziały sens swojego dziecięcego i młodzieńczego życia w komórce i komputerze. Wiem jak to wciąga, ale wiem też, że idzie z tego zrezygnować, jeśli dostarczy się innych, ciekawszych, lepszych doznań. Nie trzeba być cudotwórcą, by zainteresować dziecko sportem, wycieczkami, spędzaniem czasu poza domem. Taki jest mój zamysł i jesteście wszyscy mi świadkami, że tak być musi! :)

Poniżej przypadkowe momenty mojego dzieciństwa, wszystko do roku 2001, nie później. Dzisiejsze dzieciaki, jeśli miałyby wymienić jak spędziły 16 lat swojego życia wymieniłyby: ‚hmm…komputer, komputer, McDonald’s, papierosy, telewizja, i…a! Komputer!’ Tak się cieszę, móc być zupełnym przeciwieństwem. I wcale nie zapomniałam o naszych wspaniałych kotach (Gupcia i Kota), o mojej 5-letniej klasie pływackiej, innych najlepszych przyjaciółkach z dzieciństwa – Linda, Asia pozdrawiam! – i wielu innych ważnych rzeczach, ale nie sposób ich wszystkich wymienić, by nie zastał mnie świt. Dlatego w ramach ‚konkretów’ posłużę się zdjęciami.

Który to rok? :)

auto

Jedno z moich ulubionych zdjęć, w tle MÓJ blok!

dzidzia

Skojarzenie z Groszkowymi dużymi oczami jest?

mala1

Śliczna Mama moja z Bratem w moim w Zielonogórskiej Palmiarni.

mama

Bardzo, bardzo stary widok z balkonu, wtedy jeszcze nie było lasku brzózek po prawej, pasły się tam krowy, kościołem było to podłużne maleństwo, a druga droga, prowadząca na osiedle obok, nie istniała.1987c

Widok spod lasu, w stronę osiedla. Czyli jakby rzut w drugą stronę od poprzedniego zdjęcia.

perła

Brzóski rosną. :) A dom dla emerytowanych księży już stoi, druga droga – leży. ;)

widoczek

To najpewniej etap przed poprzednim zdjęciem, jak cudownie zjeżdzało się na brzuchu na sankach zimą tą nowo wybudowaną drogą, gdy była pokryta wyślizganym śniegiem.

widok_mgla

To musiało być później, bo stojąca na parkingu srebrna Nexia jest nasza.

widok_nexia

Nasza piękna, pierwsza kotka o wdzięcznym imieniu Gupcia (albo po prostu Gupek).

Asia ma kota

Wielkanoc któregoś roku.

Asia wielkanocna

Najwspanialszy obóz konny oraz najpiękniejszy chyba tamtejszy koń – Madina.

AsiaL5

Z czasów kolonijnych, z Mamą.

AsiaL8

A tuż obok powyżej wspomniane brzóski, mała siostra z dużym bratem.

AsiaL9

Nigdy nie kończące się zdjęcia z kolonii wakacyjnych. Czemu ich tak wiele? Bo Tata był kierownikiem kolonii i zawsze zabierał mnie ze sobą. Przez kilka lat, co roku dwa całe miesiące nad morzem.

Bilard-Rewal

I znowu z kolonii. To zapewne krótko po drugiej klasie podstawówki, kiedy to koniecznie chciałam obciąć włosy zaraz po Komunii. ;)

blue_eyes

Dla odmiany górskie klimaty i wczasy całą Rodziną.

góry

Ten sam obóz konny. Gryżyna 2001. Mój boks.

Gryzyna-2001

Nasze osiedle. Nasz fiat.

mamaaa3

W sztormowy dzień nad morzem, z Tatą. To był ten czas, gdy legginsy marszczyły się na moich nogach…

morze

Niezawodny koto-jasiek. Ile poranków przebudziłam się mając głowę na biednej Gupci zwiniętej w kłębek. :)

spioszek

Lato, gdzieś nad morzem, a to? Turkusowe Jezioro.

Turkusowe Jezioro

A Wy jak wspominacie swoje dzieciństwo? Jakie są zapachy, miejsca, smaki Waszego dzieciństwa? W mojej głowie jest tyle wspomnień, że boję się, że kiedyś ulecą. Dlatego staram się je pielęgnować, bo są jednymi z najcenniejszych wspomnień, które posiadam. Kocham ten czas!

6 Comments

  1. Gwoli skomentowania kilku spraw…
    1. Nigdy Ci nie zabrałem obrazków z gum Turbo – to oszczerstwo i stanowczo temu zaprzeczam:)
    2. Co oznacza: „pisanie brokatowym długopisem listów miłosnych na murze domu dla księży emerytów” ???? FUUUUUU !!!! Asiaaaaa???!!!
    3. Gra na naszych drabinkach nazywała się „cyce Konopnickiej” i ganiało się z otwartymi oczami tak, aby nie wdepnąć w narysowane na piasku na czterech rogach zestawu drabinkowego (który nie sprostał by dzisiejszym wymogom BHP UE).
    4. Chuda 2 urodziła z Grubym 1 jedenaście małych chomiczątek, zagryzła siedem, cztery gdzieś oddaliśmy – chyba do sklepu zoologicznego.
    5. Musisz dodać – o ile pamiętasz, że nasz pierwszy komputer PC (jeden z pierwszych na osiedlu) miał następującą specyfikację:
    – procesor Intel Pentium DX40 (tak, tak 40 – słownie CZTERDZIEŚCI MEGAHERZÓW…)
    – 4 MB pamięci operacyjnej – co wówczas było niebotycznym wyczynem – standardem był 1 MB!
    – przez długi początkowy okres nie miał niestety twardego dysku, a co za tym idzie system „startowało” się każdorazowo z dyskietki z wgranym DOS-em (taka masakrycznie brudna od wielokrotnego wkładania i wyciągania żółta dyskietka Dysan o pojemności 1,44 MB
    – przez pierwsze parę miesięcy nie było kasy na nowy monitor i mieliśmy od Wujka Sławka (pozdrawiam!) monitor BURSZTYNOWY tj. mający w swojej „palecie” kolorów jedynie odcienie pomarańczy i czerni:)
    – Nexia nie była srebrna tylko… jakaś taka turkusowo – zielonkawo – daewooowa:)
    To na razie tyle:)

    • Mama Groszka

      1. Nie byłabym taka pewna :)
      2. No wiesz w stylu ‚kocham <3 Mateusza G. z siódmej A’ czy B czy cokolwiek :D
      3. To była inna gra, cholera muszę sobie przypomnieć…pamiętam za to tor dla kapsli i te flażki w ich wnętrzu, cudo. :)
      5. Haha, tych szczegółów technicznych nie pamiętam, ale robią wrażenie :D
      Fakt Nexia srebrna nie była, raczej metalic ;)

  2. DeMia

    Ja bym dodała jeszcze od siebie zapach choinki, kojarzący się ze świętami. Mieszkaliśmy (jak wiesz ;) ) pod lasem więc ojciec wychodził pod osłoną nocy i wracał z drzewkiem ;) Oprócz tego zapach świeżego ogórka – babcia zawsze robiła „kolorowe kanapki” na działce i tak jakoś mi się kojarzy. Ino ja bez ogórka jadłam, ale zapach pamiętam ;) Cóż, dzieciaki dzisiaj są inne, ale świat jest zupełnie inny. Takich wspomnień jak my, nasze dzieciaki mieć nie będą, podobnie jak nasi rodzice mają inne wspomnienia niż my. Ale faktycznie jeśli dzieciaki miałaby spędzać czas nad kompem/tabletem/telewizorem/playstation to jest to mega słabe. Choć ja dobrze wspominam jak z bratem graliśmy w Mario albo Contra na jakimś Pegazusie albo czymś podobnym, a mama miała spokój i przynosiła nam tylko chrupki ;) Wszystko z umiarem da radę.

    • Mama Groszka

      Masz rację, co pokolenie, to wiadomo, że inne wspomnienia, ale nie wiem czemu mam wrażenie, że jednak ‚nasze czasy’ były najwdzięczniejsze pod wieloma względami, zaczynało się wielkie techniczne/elektroniczne bum na całym świecie, wchodziły komputery, potem komórki, byliśmy ostatnimi dziećmi, które bawiły się jak dzieci. :)

  3. Marza

    Kochana nic nie przebije smaku i zapachu gumy Donald, do dziś mam gdzieś kilkadziesiąt historyjek z niej (tylko nie mogę znaleźć -może to też twój brat zapożyczył ;) ) Mam podobnie jak ty głowę pełną wspomnień, to były zupełnie inne czasy. Zabawy na trzepaku w „łapinogę”, jazda na wrotkach, podchody, skakanie w sznura, w gumę, w tamtych czasach robiło się wszystko żeby wyjść z domu i spotkać się z innymi, dziś dzieciaki robią wszystko żeby w domu zostać. Od siebie do wspomnień dorzucę kolejki, wszędzie i po wszystko :), w których stało się na zmianę z rodzeństwem, plakaty ze „świata młodych” itp. czasopism, ruską gierkę w ufoludki (choć zawsze chciałam mieć wilka zbierającego jajka) którą mam do dziś, i pamiętam z lat 80-tych objazdowe strzelnice, przy których spędzało się pół dnia żeby posłuchać fajnej muzy i popatrzeć co wygrywają inni, no i jeszcze piłeczka na gumce wypchana trocinami :) każdy musiał ją mieć, miałam i ja :) Najlepiej jednak wspominam spacery ze swoim psiakiem po terenach byłych sadów, gdzie razem wcinaliśmy truskawki i maliny, on nie był wybredny jadł wszystkie owoce :) i ze spaceru zawsze wracał z jabłkiem w pysku żeby je schrupać w domu,a w międzyczasie pobawić się nim bo obite lepiej smakowało. Cieszmy się że mamy takie wspomnienia.

    • Po raz kolejny wypraszam sobie imputowanie mi jakiś kleptomańsko-historyjkowych odruchów… Wychodzi, że jak cokolwiek by komukolwiek w dzieciństwie nie zginęło, to mam/miałem to ja?!
      VETO!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>