Sielanki czar.

cze 7, 2014 by

Sielanki czar.

Każda Mama powinna wiedzieć, że jednym z najważniejszych elementów dnia życia z niemowlakiem są spacery. Dłuższe, krótsze, w biegu, spacerkiem, do sklepu, na pocztę, w deszczu, nieważne dokąd, ważne, by były. Na samym początku jak urodził się Groszek bałam się o wszystko, że się przeziębi, że mu zawieje, że się zgrzeje, spoci i przez to rozpłacze. Na szczęście tolerancja dziecka na błędy Rodziców jest nieco większa niż to i choć pewnie nie raz Groszkowi było – zapewne najczęściej – za ciepło, czy za zimno, dzielnie to znosił. A ja, na czuja, uczyłam się ‚obsługi’ mojego delikatesa. ;)

Wtedy jeszcze nie wychodziliśmy na spacery codziennie, a to jakoś zabrakło czasu w ciągu dnia, a to wiało, trochę padało, albo po prostu się nie chciało. Następnie wyrosłam z wymówek i starałam się jako stały element wprowadzić spacery każdego dnia. Niestety, obeszłam chyba wszystkie możliwe kombinacje tras w okolicy, były i rundki obowiązkowe, takie po 30 minut, jak i krajoznawcze do około 1,5 godziny. Ale ile by terenów wokół naszego miejsca zamieszkania nie było, prędzej czy później musiałam znać je już wszystkie, a co za tym idzie, wszystkie po kolei mi się znudziły. Dodatkowo niestety nie mamy niedaleko żadnego lasu, dużego parku, w którym możnaby się zgubić. Same uliczki domów, poprzecinane ulicami z pędzącymi samochodami, gdzie tylko się stresuję, czy coś w nas zaraz nie przywali.

Potem zaczęłam wymyślać wyjścia typu: do sklepu, do koleżanki, które miały zastępować mi normalne spacery. I choć wiem, że wyjazd ‚do miasta’ po zakupy na obiad to nie spacer dla Groszka, to jednak jest to jakieś wyjście, jakieś przemieszczanie się na świeżym powietrzu i bądź co bądź, czas wtedy mija, a jak mija, to po powrocie z takich zakupów zazwyczaj nie dam rady już upchnąć karmienia, drzemki i jeszcze kolejnego nudnego spacerku po okolicy, gdy akurat dzień jest taki, że w 10 minut po wyjściu słońca znowu pada deszcz. Od jakiegoś czasu nie traktuję wyjazdów do sklepów, czy braku wyjść ze względu na ‚angielską pogodę’ jako wymówki. Niekiedy robiliśmy sesję w ogródku, czasem faktycznie trzeba było wyjść na ogródek ogarnąć trochę panujący tam nieład, wtedy to dobrą godzinę Groszek spędzał z nami na powietrzu, próbując zając sobie czas bawiąc się 2 zabawkami doczepionymi do wózka. Taka opcja dla niego oznacza nuuudę po 15 minutach, bo to chyba normalne, że on woli się przemieszczać, zmieniać widoki i to na spacerach podoba mu się najbardziej.

Gdy czasem udaje nam się wybyć z miasta i udać na drobny ‚shopping’ w innej miejscowości. Takie wyjście równa się użyciu spacerówki, spacerowaniu do centrum / deptaku i odwiedzaniu różnych sklepów. Po 2 godzinach takiego urzędowania nawet Groszek ma dość i wtedy jest to dobra odskocznia od codzienności i nudy z nią związanej. Na pewno gdybym miała koleżankę z dzieckiem również w wózku, która jak ja jest na macierzyńskim i mieszka niedaleko, nasze dni wyglądałyby zupełnie inaczej. Na szczęście dnia 6 czerwca koleżanka moja w końcu powiła córeczkę… ;) Trochę się na nią naczekaliśmy, bo termin planowany porodu minął już kilka dni temu, a w zasadzie w maju… Choć pewnie zanim koleżanka będzie swobodnie przemieszczać się ze swoim maleństwem na spacery…ja będę musiała wracać do pracy, a Groszka odesłać na całe długie dni do żłobka. Wbrew pozorom wrzesień tego roku nie wydaje mi się wcale taki odległy…

Dziewczyny, chciałam wiedzieć jak Wy zapatrujecie się na ‚konieczność’ spacerowania i czy uważacie, że każda Mama powinna znaleźć czas, by każdego dnia wyjść z dzieckiem i pozwolić mu chłonąć świeże powietrze. A może uważacie, że balkonowanie wystarczy? Hmm, pewnie, że wystarczy, o ile ma się dziecko, któremu to wystarcza, bo taki większy łobuz jak Groszek nie widzi nic fajnego w niezmieniającej się scenerii…;) Napiszcie co myślicie i jak to widzicie?

A my dzisiaj by tylko wyrwać się z domu na godzinkę, dwie, wybyliśmy właściwie niewiadomo gdzie, w poszukiwaniu miejsca dobrego na spacer. Na szczęście takowe znaleźliśmy, wzdłuż rzeki, skąd widać było pasące się krowy i odpoczywające konie na wzgórzu, iście sielankowa atmosfera i mamy ochotę tam jeszcze wrócić. Tylko może następnym razem inną trasą, żeby nie błądzić i nie nadrabiać niepotrzebnie kilometrów. ;) Przepraszam, mil.

Untitled

 

P.S. Powiększcie zdjęcie…ten koń po lewej… <3 :D

2 Comments

  1. Kasia

    Matko, cóż za iście sielankowy, cudowny widok!
    My na spacery zaczęliśmy wychodzić niemalże po tygodniu od narodzin Fistka. Mieliśmy trochę przekichane, bo pogoda w grudniu niestety nie rozpieszczała. Nie mieszkamy ‚na obrzeżach’ i trudno w samym sercu brooklynu doświadczyć miejsca godnego na spacery. Drzew jak na lekarstwo, a jak juz sa to oczywiscie w asyście miliarda samochodòw itp.
    No I w sumie tak troszkę się męczę, ale ostatnio juz nie trzeba chodzic z Fistachem gdy zasnie, mozna przycupnac gdzies obok domu I powoli zaczac nadrabiac zaległa lekturę :-)

    • Mama Groszka

      Masz rację, tym plusem, jak troszkę starszy malec, spacerów jest to, że jak już dzidzia uśnie, to można wrócić do domu i zaparkować. U nas jeszcze lepiej, bo jak umiejętnie przeszłam obok domu wąskim przejściem, to parkowałam Groszkiem przy kuchni i on spał pół godziny jeszcze przynajmniej. A co do Brooklinu to myślałam, że macie tam jakiś porządny park, do joggingu, spacerów właśnie? Buuu…

Trackbacks/Pingbacks

  1. Stado byków w natarciu… | Groszkowi - […] Dzisiaj właśnie tak bym się czuła, tym bardziej poniekąd wdzięczna jestem naszej popołudniowej przygodzie, bo ostatecznie spowodowała, że nie …

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>