Przygotowań do żłobka część 3 i wizyta

sie 13, 2014 by

Przygotowań do żłobka część 3 i wizyta

Długi ten tydzień, a jednocześnie leci tak szybko! Nie dość, że Tata Groszka znika w pracy na niemal cały tydzień (bidul, jemu to musi się dłużyć), to jeszcze mamy dwie wizyty w żłobku, że ledwo zdążę informować Was na bieżąco jak było. Ta pierwsza oficjalna dwugodzinna wizyta odbyła się wczoraj, we wtorek. Tym razem jechałam z Groszkiem sama, czyli ciężar został cały na moim barkach, ciężar, który sama sobie tam położyłam, którego Tata Groszka i tak pewnie nie odczuwa, bo od kiedy Groszek się urodził, ten znika na 12 godzin do pracy, więc obaj przyzwyczaili się już chyba do niewidzenia siebie.
Co innego ze mną, Groszek od prawie roku plus kolejne 9 miesięcy jest ze mną, najbliżej mnie, zawsze ze mną.Na szczęście po około pół godzinie bez nas tydzień temu szłam nieco spokojniejsza wczoraj, bo dwie godziny to jednocześnie na tyle mało, by wciąż dobrze się tam bawił, oraz na tyle dużo, by mieć pewność, że Groszek na pewno wie, że mnie nie ma i jest zdany na siebie.
Przyszłam tam jednak pełna obaw i niepokoju, całe szczęście Groszek miał dobrą noc, spał prawie do 8, a żłobek był na 9. Czyli po śniadaniu, wyhasaniu się odrobinę w domu, gotowy był na zderzenie ze zbliżającą się wielkimi krokami nową rzeczywistością. Tak jak poprzednim razem posadzony wśród dzieci od razu czymś się zainteresował niebardzo zwracając uwagę, że to ja go tam posadziłam i znajduję się w pobliżu? I zaraz sobie pójdę? Helooł? ;)
Żałowałam, że lepiej się nie przygotowałam do tej wizyty. Panie nie uprzedziły, że zorganizują dzieciom wyjście na plac zabaw, Groszek więc był w spodniach dresowych i koszulce, to wszystko! Bez skarpet, żadnej bluzy w razie co, nic! Oczywiście miałam obie rzeczy w torbie, ale tę zabrałam wychodząc. Tym razem – czyli jutro – zabieram jego Spidermanowy worek, który pełen będzie od skarpet, bluz, zapasowych koszulek z długim i krótkim rękawem i spodni, kremów na słońce i czapek. To wszystko zawsze zabieram na każde wyjście, a wyszło, że ja taka nieogarnięta i panie musiały mi dziecko kocykiem przykrywać, bo pogoda przez ostatnie dni ‚taka se’ powiedziałabym, bo mimo, że jest słońce, to przeplatane deszczem i wszędobylskim wichrem!

Gdy zostawiałam Groszka, miałam małą misję do wykonania, bo siedział przodem do wyjścia, czyli do mnie. I choć otoczony był innymi dziećmi, którymi był skutecznie zaaferowany , to jednak jedno krótkie spojrzenie nad ich głowami wystarczyłoby, by zobaczył mnie czmychającą. Wtedy zawsze włącza mu się lampka „podążaj za Mamą”. ;) Nie zauważył mnie jednak, mogłam więc z – w miarę – czystym sumieniem się ulotnić.

Wbrew pozorom dwie godziny zleciały szybko i zaraz szłam z powrotem zobaczyć jak radzi sobie moje maleństwo. Idąc korytarzem usłyszałam płacz i byłam przekonana, że to płacz Groszka. Gdy jednak zbliżyłam się do sali nie widziałam skąd dochodzi, a Panie pokazały, że Groszek bawi się w zupełnie innym kącie pokoju. Faktycznie, wcale mnie nie zauważył, siedział z jakimś dzieckiem i Panią i doskonale wiem, że wystarczy dziecku poświęcać uwagę i zainteresować czymś fajnym, a one już są zadowolone. Gdy namówiona nieśmiale weszłam na salę, Groszek zobaczył mnie dopiero po chwili i poprzez wszystko: dzieci, zabawki, nieważne co, leciał do mnie tym swoim czworakowym mega sprintem. Ta głupia króciutka chwila sprawia, że czuję się taka dumna i szczęśliwa. Tak, jestem MAMĄ, Tak, ten mały Cud to mój SYN, Tak, jestem TAKĄ szczęściarą móc go mieć!

Panie po chwili dały mi rysunek, zwykła czarna kartka z odciskami obu dłoni i jednej stópki. Pierwszy rysunek, pierwsza pamiątka, z nowego etapu życia i Groszka i mojego. Będzie wisiał na lodówce tak długo, aż nie spadnie z niej pod ciężarem swoim i kolejnych 50 najpiękniejszych rysunków przyniesionych ze żłobka. Do tej pory takie rzeczy to widziałam tylko na filmach, a teraz sama je doświadczam i w nich uczestniczę. Nie chce się wierzyć, że w niespełna rok stałam się kimś innym, kto zupełnie inaczej postrzega siebie, życie i to, co w nim najważniejsze. Moje dziecko zmieniło całe moje życie, przy czym daje mi tyle radości, że nie mogłabym sobie tego lepiej wymarzyć. Życie jest cudem i mam ogromną nadzieję i wiem, że tak musi być, że wszystko będzie dobrze, w bliższej, dalszej przyszłości, wszystko musi być dobrze!

Wracając na Ziemię ;) Groszek spisał się doskonale, wprawdzie po jakimś kwadransie od mojego wyjścia było kilka łez, zorientował się, że sobie poszłam, ale dało się sytuację załagodzić, a potem tylko nie podobało się jemu mycie stóp po odcisku, do tego stopnia, że Pani zrezygnowała z odciskania drugiej. Oj już ja wiem jak dosadnie Grochu potrafi pokazać, że mu się coś nie podoba. Ten ryk niezadowolenia, wyginanie ciała i czerwona twarz potrafią uprzykrzyć chwilę, która mogła być taka zwyczajna, taka radosna… :D Ale przecież Groszek nie jest robotem, a człowiekiem, który ma i musi manifestować swoje niezadowolenie, tak gruntuje się jego wewnętrzna siła i pozycja na świecie. Dzielny Synek! :)

 

20140812_112319x

1 Comment

  1. nula

    Dzielny groszek i dzielna mama bo domyślam się że tobie było ciężej się rozstać.Pamietam nasze pierwsze dni w przedszkolu poprostu znalezc sobie miejsca nie moglam, telefon przy tylku nosilam bo moze zadzwonią a okazało sie ze synek swietnie sie bawił.Teraz znow wyzwanie od wrzesnia szkoła.Tez zbieram pamiatki tzn arcydziela mojego dziecka;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>