Przygotowań do żłobka część 2 i choroba!

sie 10, 2014 by

Przygotowań do żłobka część 2 i choroba!

Choroby ciąg dalszy, wzięła się niewiadomo skąd, przebiega niewiadomo jak i wcale nie wiadomo jak ją nazwać. Bo ni to przeziębienie – po porannym kaszlu nie ośmieliłabym się tak błaho potraktować to, co mnie dotknęło, ni grypa – zero okołogrypowych objawów. Mam po prostu zawalone gardło, kaszel sucho-mokry i gdyby nie tabletki z paracetamolem, to towarzyszyłoby temu wszystkiemu okropne samopoczucie ‚ciężkiej głowy’. Ale ja to nic, najważniejsze, żeby Groszek nie podłapał, a bywa ciężko, bo nie potrafię przestać dawać mu buziaki, czy o całusa prosić, tyle, że robimy to na bezpieczną odległość od ust, minimalizując ryzyko, mam nadzieję…

Nie potrafiłam usiąść przez ostatnie dni i dokonać wpisu dla Was. Bardzo chciałam, właściwie chciałam od wizyty w żłobku we wtorek, ale wszystko niedobre ze mną zaczęło dziać się zaraz po tym dniu i uwierzcie mi, że wieczorami tak mnie łamało, że marzyłam o łóżku i śnie. A jeszcze, gdy czułam  się’w miarę’ to zamiast się oszczędzać, od rana odkurzałam dom, albo wieczorem wychodziliśmy na 2 godzinny spacer.

Jestem tak zorientowana na aktualne wydarzenia, że nie potrafię skupić się równie skutecznie na wszystkim pozostałym. A ponieważ samych rzeczy, które wymagają mojej największej uwagi jest kilka, to wręcz nie mam czasu na resztę. ;) Groszkowy żłobek, a jednocześnie zbliżający się Roczek Groszka, no a oprócz tego mój powrót do pracy, dzieję się, a moja głowa, przez ostatni rok przestawiona i przyzwyczajona na zupełnie inny rytm i styl życia, próbuje to wszystko ogarnąć.

Chciałam Wam podziękować dziewczyny za Wasze ciepłe słowa, wsparcie i co równie dla mnie ważne: dzielenie się ze mną swoim doświadczeniem związanym z rozłąką Waszą z dzieckiem. Piszecie, że czułyście się podobnie, że się bałyście i na tamtą chwilę wolałyście znaleźć inne wyjście z sytuacji, ale ostatecznie powrót do pracy, a posłanie dzidzi do żłobka wyszło wszystkim na dobre. BARDZO, ale to bardzo takie słowa liczą się dla mnie, bo sama chcę myśleć przyszłościowo i skupić się na zaletach, tych długoterminowych związanych z rozstaniem z Groszkiem.

Bardzo też pomogła mi w takim myśleniu właśnie pierwsza wizyta w żłobku, kiedy to poszliśmy całą Rodziną ustalić z Paniami ze żłobka rutynę dnia Groszka, by łatwiej było im się nim zajmować. Ale od początku…
Jeszcze przed samym wejściem do żłobka miałam łzy w oczach, myśl, że muszę tam wejść trzymając mojego malutkiego nieświadomego Synka, rozczulała mnie, ale na niekorzyść. Ogarnęłam się w kilka sekund i już po chwili niosłam Groszka do sali, gdzie najmniejsze dzieci urzędują. Widok ich znacznie mnie uspokoił, pamiętacie opowieść z sali zabaw, gdzie kilkuletnie dzikie ‚małpki’ niemal nie zwracały na mnie i na Groszka uwagę i przeraziło mnie to dość? Nie wiedzieć czemu spodziewałam się podobnej sytuacji w żłobku, zupełnie bez sensu, przecież te dzieciaczki są w wieku Groszka – a przynajmniej oceniam po wzroście i etapie rozwoju. Gdy tam weszliśmy zapanowała konsternacja, Panie powiedziały, że dzieci uwielbiają nowe twarze, są bardzo nimi zaciekawione. Ostrożnie więc posadziłam Groszka wśród właśnie pijących wodę maluchów i znowu spodziewałam się płaczu podobnego do tego w sali zabaw. Ten jednak był zainteresowany tym, co dzieje się wokół (porę wizyty wybraliśmy dobrą, zaraz po drzemce, Groszek musiał więc mieć dobry humor – a przynajmniej taki był plan), chyba nawet nie zwrócił zbytnio uwagi, że po posadzeniu oddaliłam się nieco, a po chwili w ogóle z Tatą Groszka wyszliśmy, by zająć się papierkową częścią zapisywania do żłobka.

Nie było nas na sali dobre 20 minut, przedtem Panie zapowiedziały, że jak będzie bardzo źle, to Groszka do nas przyniosą, miały jednak na wszelki wypadek smoczka, on zazwyczaj pomaga na pierwszy rzut. Podczas naszej nieobecności zajmowaliśmy się wypełnianiem tabelki, w której musiałam opisać typowy dzień Groszka, jego dietę i ulubione zabawy / rzeczy. Niby prosta rzecz, ale gdy przychodzi do ich spisania, człowiek się zastanawia i wydaje się, że jest tego tak dużo, że niewiadomo od czego zacząć, a potem myśli, że właściwie co jest na tyle istotne, by szczegółowo opowiadać o tym Paniom ze żłobka? Ostatecznie ledwie skleciłam po jednym zdaniu w każdej tabelce. A dieta? Hmm, łatwiej było mi napisać czego Groszek nie je, a oprócz tego formy i kształty potraw, które już umie zajadać. Dziwnie było przyznać się do ‚pomocy’ przy usypianiu do drzemki w postaci odgłosu suszarki z aplikacji w komórce (?!), ale Pani powiedziała, że czasem usypiają dzieci przy muzyce, dlatego od kilku dni zamiast szumu (który działał od roku) włączam Groszkowi delikatną kołysankę, która też działa! Jupiii, tego się trzymajmy! Dla ciekawych Mam, aplikacja nazywa się Sleep Sheep i nam naprawdę wielokrotnie pomogła… :D

Gdy tak siedziałam tam i zastanawiałam się, czy tak mało wiem o moim Synu, czy odłączyło mi synapsy odpowiadające za szczegółowe dane o Groszku, dotarło do mnie, że nie słyszę żadnego płaczu, nawet marudzenia, a przez moment wydawało mi się, że słyszę jedynie zaciekawione odgłosy, które Groszek czasem wydaje. Jakby nie było, nikt nie niósł go płaczącego, a to był sukces! Jeszcze przed samym wyjściem z sali Pani któraś zapytała, czy zostawał z ‚obcymi’, na co tylko przepraszająco mogłam pomachać głową na ‚nie’ i zacząć się zastanawiać dlaczego właściwie do tego dopuściłam? Obawiając się ewentualnych konsekwencji teraz…

Wszystko jednak skończyło się wysoko powyżej moich oczekiwań, ale zgodnie z moimi cichymi wyobrażeniami o Groszku. Pisałam Wam, że w niego wierzę, wierzę bardzo. Wierzę tak bardzo, jak każda Matka wierzy w swoje dziecko, z tą różnicą, że wiedziałam, że wierzę słusznie… ;) Dał sobie znakomicie bez nas radę, wręcz chyba wciągnął go ten obcy świat i nie zauważył i nie pomyślał, że mógłby zacząć tęsknić i panikować, że nas nie ma. Panie tam są NAPRAWDĘ przemiłe i uśmiechnięte, są jak dobre wróżki, które czuwają nad tymi dziećmi, wierzę, że są takie cały czas, no muszą być! Gdy wróciłam, Groszek stał z jakimś plastikowym talerzykiem przy blacie, zauważył mnie, uśmiechnął się najpiękniej na świecie i zaraz przyczłapał na kolanach, by się potulić. Moje serce pływa w rzece miodu, gdy doświadczam czegoś podobnego, czy mogłabym być szczęśliwsza? Niż mając u boku najcudowniejszego małego człowieka? Nigdy!

Kolejna wizyta w kolejny wtorek, tym razem od godziny 9 do 11 rano. Gdzieś w okolicach drugiego śniadania i przed drzemką Groszka. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to nakarmię go po powrocie, a potem położę spać, gdy jednak nie pójdzie tak gładko, to Panie mają podać Groszkowi kaszkę, taki przynajmniej zwyczaj panuje u nas w domu. A jak tym razem zniesie moje zniknięcie dowiecie się już niebawem, niedługo po tym, jak wrócimy w tego spotkania. Tym razem postaram się trzymać Was bardziej na bieżąco. Wybaczcie Matce Groszka niedyspozycję, lekko nie jest. ;)

20140807_163835x

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>