Przygotowań do żłobka część 1

lip 31, 2014 by

Przygotowań do żłobka część 1

Zadzwoniła wczoraj do mnie menadżerka ze żłobka, chciała potwierdzić, że Groszek nadal według planu zacznie uczęszczać do nich od początku września. Chciała umówić tak zwane Induction, czyli wprowadzenie. Szczegóły opiszę Wam po, czyli po 5 sierpnia (o 14:30). Ogólnie wiem, że na spotkaniu takim, trwającym od około pół do godziny, będziemy omawiać rutynę dnia Groszka: co je, jak często, kiedy i ile śpi, na ile samodzielny jest itp. W tym czasie jak mniemam Groszek będzie zaznajamiał się z nowym miejscem. No i ciekawa jestem jak wypadnie, czy będzie nas w tym czasie widział? Pewnie nie, a dzidź mój ma z tym problem, bo o ile mogę być gdzieś w oddali, to muszę być widoczna, a jeśli nie ma mnie, to Tata Groszka być musi. Co zrobi, gdy nie będzie ani mnie ani Taty? Przekonamy się już za niecały tydzień.
Po tym wprowadzeniu będę do końca miesiąca regularnie bywać w żłobku z Groszkiem, stopniowo zwiększając liczbę godzin, przygotowując go do tego, co ma nastąpić we wrześniu. Muszę w swojej pracy ugadać ilość godzin, które będę przepracowywać, bo bardzo chciałabym z 9 godzin przejść na pracowanie 8,5 poświęcając tym samym swoją półgodzinną przerwę. Za przerwy i tak mi nie płacą, więc mam nadzieję, że nie będzie większego problemu, mam nadzieję…
Taki 8,5 godzinny system pracy byłby o tyle lepszy, że zaczynałabym o 8:15 i kończyła o 16:45, a to ma swoje zalety pod 2 względami. Jeden to taki, że kończyłabym przed 17:00 – przed największymi korkami, które będą tworzyć się, a właściwie zawsze się tworzą przy wyjeździe z mojej pracy, a od września też przy wyjeździe ze żłobka, bo to jedno i to samo miejsce oddalone od siebie o powiedzmy 200/300 metrów. Drugą zaletą jest to, że każde wydłużenie o 15 to kolejne pieniądze. Tak więc gdybym musiała zawozić Groszka na 8:00, a właściwie 7:45 (żeby zdążyć na 8:00 do pracy) to musiałabym za każdy taki kwadrans przed i po pracy codziennie dodatkowo płacić. Rachunek jest prosty, plus oczywiście fakt kończenia o 17:00 oznacza stanie w korku zaraz po przekroczeniu bramy fabryki. Tak, zdecydowanie muszę ustalić pracę 8,5 godzinną, nie uważacie?
Co ciekawe, zupełnie nie myślę o swoim powrocie do pracy, całą swoją uwagę skupiam na Groszku i jego żłobku. Ja i moja praca – jakoś sobie poradzimy, ale to szczęście i zadowolenie Groszka w miejscu, w którym będzie codziennie spędzał tyle godzin jest dla mnie najważniejsze! Wczoraj nawet kupiliśmy dla niego worek, taki jak dzieci mają na WF, by wrzucać tam wszelkie potrzebności dnia codziennego, gdy będziemy razem maszerować do żłobka. Dodatkowe ubrania, czapeczka, krem na słońce itp.
Z tych wszystkich obaw i przemyśleń na temat żłobka, obecnie zaczynają wychodzić konkrety. Autentyczne spotkania i przedmioty, które uświadamiają mi, że to dzieje się naprawdę. Od narodzin Groszka przygotowywałam się do tego, co niedługo nastąpi, jednak nawet rok to za mało. Gdy zobaczyłam Groszka pierwszy raz, gdy go poznałam wiedziałam, że rozstanie będzie najtrudniejszym etapem naszej ‚znajomości’. Na szczęście ten typ rozstania uznaję – bądź co bądź – za taki, co nam obojgu wyjdzie na dobre. Z tym, że jeszcze o tym nie wiem i tego nie czuję. ;)
Moje kolekcjonowanie jak najwięcej ilości wygodnych ciuszków, między innymi koszulek i spodni dresowych/legginsów to kolejny etap przygotowań przed żłobkiem. By Groszunio miał spory wybór, w razie gdyby trzeba było przebierać go dwa razy dziennie. I choć górnej części garderoby mam sporo, to jednak kupno ładnych chłopięcych legginsów jest tutaj w Anglii problemem. Dla dziewczynek, a i owszem, ale w dziale chłopięcym panują pustki pod tym względem. Skończy się pewnie tak, że nakupujemy mu spodni dresowych, szarych, bardziej szarych i mniej szarych, takich, które znudziły mi się i przestały podobać. Jednak w żłobku nie chodzi o ładny wygląd przede wszystkim, ale swobodę ruchów. Ale gdy tylko nadarzy się taka okazja – to znaczy wyprzedaż w Next/Zara czy inny tym podobny (kolejna wyprzedaż w sensie, na obecną mnie nie stać jeszcze :D ) – lecę kupować. Bo o ile nie zależy mi na modnym wyglądzie Groszka na czasie, to jednak te sieciówki robią dziecięce ciuszki przynajmniej takie, jakie samemu chciałoby się nosić. Ładne wzory, motywy, które mi osobiście bardzo do mnie przemawiają, zwłaszcza tematyka zwierząt leśnych jak sowy, lisy, wilki, jelenie. Tego nie uraczysz w tańszych sklepach – niestety.

Tak więc kroczkami mniejszymi i większymi, ja – Mama Groszka – psychicznie i nie tylko przygotowuję się do tego wielkiego dnia, kiedy to ja pójdę w jedną stronę, a Groszek w drugą. Obyśmy do tego czasu potrafili oboje zaznać spokoju i odczuć radość w związku z tym. Mam szczerą nadzieję, że miesiąc przygotowań w zupełności wystarczy. Wystarczy, prawda?

A na dowód, że moja dzidzia autentycznie zmienia się z dzidzi w chłopca, kilka dokumentujących to zdjęć (z komórki…ciiiii)

IMG_20140728_164814z

IMG_20140728_164827z

IMG_20140728_164924z

20140728_173748z

20140728_173906z

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>