Prezentów moc.

maj 26, 2014 by

Prezentów moc.

Moja wena powraca! Staram się nie myśleć o wpisach na blogu w kontekście ‚muszę’, a ‚mam ochotę’ i ‚mam o czym pisać’. Ilekroć staram się wymyślić coś, żeby zbyt długo nie milczeć, tym gorzej mi to wychodzi i mam wrażenie, że Wy też to widzicie. Choć mam nadzieję, że nie… :)
Teraz wydaje mi się, że chciałabym napisać o kilku rzeczach, że sama nie wiem co wydaje się na tyle ciekawe, by poświęcić temu wpis…
Według naszego czasu za 10 minut będzie 26 maja, czyli 9 miesięcznica od narodzin Groszka, jednakże poza wpisem na ten temat, 2 dni później będzie wyjątkowy dzień, kwestię tę jednak poruszę dopiero tego dnia. ;) A co jest 1 czerwca chyba nikomu przypominać nie muszę. :D Nasz dzidź, mimo, że nieświadomy jeszcze zjawiska ‚otrzymywania prezentów’ (w sklepie raduje się przy otrzymaniu do łapki każdego produktu, zanim ten trafi do koszyka) otrzymał już jeden z dwóch ‚dzień dzieckowych’ prezentów. Tata Groszka trzyma fason, nie to co ja, i jego prezent dla Groszka czeka w szafie. ‚Mój’ prezent jest już używany od dnia, kiedy dotarł pocztą. A prezentem tym był:

050865-leap-frog-walker

Przyznać muszę, że cieszy się on u Groszka średnim zainteresowaniem. Ku mojej uciesze, Groszkowi większą frajdę sprawia przeglądanie ze mną obrazków w książkach, tych z tekturowymi stronami rzecz jasna. I nie może zbyt dużo dziać się na tych obrazkach (no i nie może być ich zbyt wiele), bo traci zainteresowanie. Elektroniczne zabawki ‚kręcą’ go tak sobie. Jest jeden pseudo telefon z różnymi melodyjkami, który lubi, a tak, to zajada gumowe zabawki, plastikowe krążki od żyfarowej piramidki i opakowanie po plastikowych piłeczkach, które to powinny w różnoraki sposób rozwijać jego rozwój. Oczywiście niezwykle nęcą go nasze telefony, tablet, laptop, no i telewizja, ale kogo normalnego by nie nęciły? ;)

Mam takie postanowienie, choć nie wiem jak sprostam jego wymaganiom (tego postanowienia w sensie), by rozważnie podchodzić do kupowania prezentów dla naszego Groszka. Będzie to mega trudne, już to wiem, bo każdy Rodzic – który ma potrzebę/frajdę z kupowania rzeczy – chce swojemu dziecku dać jak najwięcej. I o ile dotąd wraz z Tatą Groszka, ilekroć stan konta na to pozwalał, szaleliśmy na Gwiazdkę, wzajemnie Urodziny, to wiedzieliśmy, że żadne z nas nie rozpuści drugiej osoby i nie przyzwyczai do wspaniałych drogich prezentów w niezliczonej ilości i nie będzie płaczu, jeśli nadejdą trudniejsze chwile i stać nas na coś podobnego już nie będzie. Z dzieckiem niestety jest trudniej, bo ani nie wytłumaczy się takiemu maleństwu, dlaczego tym razem nie dostanie tego, co tam sobie upatrzył, a nawet jeśli się wytłumaczy, to raczej małe dziecko pojęcia na temat zarobków, wydatków zbyt wielkiego nie ma, i i tak nie zrozumie. Moim celem jest wychowanie i nauczenie Groszka tego, że czasem owszem można pozwolić sobie na chwilę szaleństwa i słabości, ale nie zawsze taka możliwość będzie i nie zawsze, jeśli prezenty będą, to niewiadomo jakie. Wyobraziłam sobie, że na każde ze świąt Groszek otrzymywać będzie jeden główny prezent plus 2, może 3 prezenty mniejsze, poboczne. Jednocześnie oboje z Tatą Groszka musimy się do tej reguły również dostosować i nie oczekiwać od dziecka, że po otrzymaniu 3 prezentów, ze smakiem obejdzie się na 10 prezentów Rodziców. ;)

A tak na poważnie, jak podchodzicie do tematu prezentów i obdarowywania się nimi? Niekiedy w rodzinie nie ma zwyczaju wręczania sobie prezentów, nawet w Gwiazkę, czy na Urodziny, a osoby, które twierdzą, że nie świętują Urodzin, gości nie przyjmują i prezentów nie chcą, po prostu według mnie nie wiedzą co tracą. ;) Owszem cudownie jest prezent otrzymać, ale jeśli kogoś kochamy, czy z kimś się przyjaźnimy, wielką frajdą jest obdarowanie prezentem. Jeśli na przykład pomiędzy dwójką partnerów nie ma zwyczaju wręczania sobie prezentów, tak, kiedy pojawia się dziecko, warto myślę tę zasadę zmienić, złamać, w końcu nasze dzieciństwo składało się z chwil, gdy dostaliśmy jakiś wymarzony prezent, a to plecak, czy piórnik, lśniące pióro, czy zabawkę. Nieprawdaż? Nie zawsze prezent oznacza duże koszta, dla mnie prezent, to coś dane od serca, niezależnie od tego, czy mi do czegoś posłuży, albo czy nawet do końca mi się podoba. Radość w oczach bliskich, którzy nie mogli doczekać się, by zobaczyć jak rozpakowujemy go i nasza reakcja, to jest to, co nazywa się ‚momentem bezcennym’. ;)

Mam w zanadrzu przygotowane zdjęcia z dwóch sesji, ale jakoś nie czuję się na wciskanie ujęć z jednej z nich tutaj na koniec wpisu, wybaczycie kochane? :) Może zaprezentuję tylko przedsmak BAAARDZO Groszkowej sesji z dzisiaj…

ND3_9549

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>