Pachnie Polską…

maj 22, 2014 by

Pachnie Polską…

Zbliża się pora wakacji, oczywiście dla tych pracujących lato niekoniecznie oznacza wakacje, ale zapewne większość z nas zdecyduje się na kilkudniowy, tygodniowy, albo dłuższy urlop. W moim przypadku na ten moment jestem na całorocznym urlopie, więc dopiero od września zacznę odliczać czas do wakacji 2015. ;)

Znacie to uczucie, kiedy wreszcie dojeżdżacie na miejsce, powiedzmy miasto nad Bałtykiem, albo jakaś ulubiona miejscówka w polskich górach i od razu wiecie co zrobicie pierwszego dnia, albo gdzie na pewno udacie się przynajmniej raz podczas całego urlopu. A to gofry, czy symboliczne zamoczenie stóp w morzu, zabranie kilku muszelek do domu, albo ryba ze smażalni. Ach, aż przypomniało mi się dzieciństwo i wakacje każdego roku, które spędzałam z Tatą i kolonią nad morzem…

Teraz wiem, że gdybym miała okazję znaleźć się na wczasach nad polskim morzem z pewnością zrobiłabym te wszystkie rzeczy, o których przed chwilą napisałam. Wyjazd taki obecnie byłby czymś naprawdę wyjątkowym, bo Bałtyk trzeba by było pokazać również Groszkowi, a i odczarować go Tacie Groszka, który woli przebywać w górach.

W moim przypadku jednak sprawa się dodatkowo komplikuje przez to, że mieszkamy za granicą. Także dla mnie powrót do domu rodzinnego jest wczasami samymi w sobie i wtedy to robię te rzeczy i kupuję i zajadam te produkty, których w Anglii nie uraczysz… Mam taką swoją listę ‚must have/do/buy/eat’, bo wiem, że po powrocie na długie miesiące będę musiała pożegnać się z typowo polskimi elementami codzienności, których Polacy nie doceniają… ;)

Ogólnie nie jestem zbyt wymagająca, ale bardzo mocno doskwiera mi brak kilku takich rzeczy, które kojarzą mi się ewidentnie z domem, z Zieloną Górą.

Przede wszystkim polskie wypieki, jak chleb pszenny, drożdzówki, inne chleby pełnoziarniste. Kiedy są świeże, pachnące, z wierzchu chrupiące, a w środku mięciutkie jak kaczuszka…ojej, nigdzie indziej takiego pieczywa nie ma! Moją koniecznością jest zjedzenie przynajmniej kilku drożdżówek z makiem (koniecznie z lukrem na wierzchu), paluchów drożdżowych (również z lukrem), pączków i innych tego typu.

Innym obowiązkowo do zjedzenia ‚smakołykiem’ jest kebab. Tylko i wyłącznie z zielonogórskiego baru ‚pod filarami’, nawet nie pamiętam jaką mają tam swoją nazwę. Najlepszy kebab w Zielonej Górze. Mięsko bardzo cienko skrajane, delikatnie spieczone, do tego frytki, mnóstwo surówek i pyszne sosy. Talerz jest wypełniony jedzeniem po brzegi, ale niewiadomo kiedy staje się całkiem pusty. Pycha!

Ciekawa jestem ile z Was zna zupki chińskie Ku-Ksu :D Mega pikatne, sprzedawane w takich niby styropianowych miseczkach, z których odrywa się wieczko, dosypuje wielką kupkę przypraw, które znajdują się w środku w małym woreczku, zalewa wrzątkiem, czeka 5 minut i wcina to połączenie chemii i dużej ilości przypraw z niezidentyfikowanymi warzywami pływającymi pośród nudli. ;) Dla fanów wszelkich pikantnych instantów jak znalazł. :D Ale po każdym zjedzeniu takiej zupki mówię sobie, że jedna na pół roku albo rok zdecydowanie wystarczy, pół dnia człowiekowi odbija się po takim kulinarnym eksperymencie. :D

Lody! Lodów nigdy dość, zwłaszcza tych włoskich, czy amerykańskich z zielonogórskiego deptaka. Pycha! W połączeniu z atmosferą lata, coś nierozerwalnego! :) A jak nie te z deptaka, to koniecznie grycanki z centrum handlowego Focus.

A propos grycanek i Grycana, rurki z bitą śmietaną, to kolejna przyjemność, której nie możemy sobie z moją Mamą odmówić. Bez sensu tylko zbieram te ichnie stempelki, skoro i tak wiem, że kolejny nabędę dopiero pół roku albo rok później. ;)

Wszelkie sezonowe owoce i warzywa, bez nich ani rusz. Najbardziej zamieszkując w Anglii brakuje mi truskawek, które sprzedawane są w Polsce na straganach, w kobiałkach, zbierane tego samego dnia o świcie, które smakują i pachną po prostu nieziemsko. Albo kalarepy, której nigdy jeszcze nie spotkałam w angielskim sklepie, jedno z moich ulubionych do pochrupania warzyw. Lubicie kalarepę? ;D

Póki co wygląda na to, że jestem niezłym obżartuchem, chyba sama nie zdawałam sobie sprawy za iloma produktami/daniami tęsknię, a to dopiero początek!
Nie mogę nie wspomnieć typowo polskich potraw, które przyrządza i moja Mama i robi to lepiej niż bardzo dobrze. Gołąbki, bigos, pierogi (te akurat kupne, ale ręczna robota), kurczak na soli, golonka, smażona kapusta, gotowana marchewka. Owszem, wszystko to, co potrzebne do zrobienia wyżej wymienionych produktów dostanę tutaj, jednak to te Mamine smakują tak dobrze i wyjątkowo, że nawet nie próbuję powielać przepisu i próbować wykonać je tutaj.

A sushi!? W niewielkich ilościach, co jakiś czas smakuje mi super! Jest taki bar w Zielonej, gdzie chyba jeszcze nigdy nie widziałam, by byli jacyś klienci. Nie zwalam tego na podejrzane jedzenie niewiadomego pochodzenia, ale raczej na może dość słabą miejscówkę i brak zaufania czy przekonania Zielonogórzan do sushi. Tak czy inaczej ja bywam tam raz, przy każdym przyjeździe do Polski. Pan, bardzo miły zresztą, przygotowuje sushi nucąc pod nosem i uśmiechając się to do martwej ryby, a to do nas. Jedzenie zazwyczaj biorę na wynos, a to, pięknie zapakowane smakuje naprawdę wyśmienicie. Sama chyba nie podjęłabym się wykonania czegoś podobnego, zwłaszcza, że nie słyszałam, by ktoś poza mną spróbowaniem sushi był zainteresowany. Póki co odliczam dni, kiedy dane mi będzie znów posmakować sushi.

Do tej pory miałam jeszcze kilka przyzwyczajeń, które starałam się odhaczyć podczas pobytu w domu. Od kiedy narodził się Groszek nie tylko ciężko jest mi wyobrazić sobie wyjazd do Polski, pokazanie go całej Rodzinie mojej i Taty Groszka, podróżowanie pomiędzy miastami, organizowanie fotelika, wózka (teraz już na szczęście tylko spacerówki), ale również z trudem byłoby mi po prostu robić to, co byłam w stanie robić nie będąc Mamą, czy nawet będąc w ciąży. Teraz moje potrzeby i zadowolenie będzie jedynie oznaczało, że to Groszek jest zadowolony, więc ja mogę odetchnąć z ulgą i odpocząć. Ale czy nadal mogłabym spędzić te kilka nocy śpiąc obok mojej Mamy, bo z powodu tęsknoty chciałabym nadrobić choć te kilka chwil i być blisko niej? Czy mogłybyśmy plotkować wieczorem oglądając film, czy raczej wieczory będę spędzać karmiąc i usypiając Groszka, a po chwili sama padając, bo nigdy wyjazd z małym dzieckiem nie jest w pełni wakacjami, a raczej dniami spędzonymi na lataniu za dzieckiem na pełnych obrotach.

Jak by nie było, coraz częściej myślami powracam do Polski, do Zielonej Góry zwłaszcza, gdzie są moi Rodzice, niedaleko za Zieloną Górą mieszka mój jedyny brat wraz ze swoją Rodziną. A ich wszystkich na żywo widziałam ostatni raz w maju zeszłego roku, z brzuszkiem średniego rozmiaru, gdy dnie i noce spędzałam na rozmyślaniu jaki będzie mój Syn? Nie powiem, obecna sytuacja jest dość trudna dla mnie, bo wiem, że finansowo musimy skupić się na życiu z dnia na dzień bez planowania wyjazdów do Polski i obliczania kosztów i wydatków, na które nas w tym momencie nie stać. Coraz bardziej boli, że niekoniecznie pojawimy się w Polsce przed moim powrotem do pracy, na wakacje, które są idealnym momentem, by w domu się znaleźć. Cieszy jedynie, że jest taki program jak Skype, że jest możliwość kontaktowania się, rozmawiania i widzenia z najbliższymi, inaczej byłoby mi naprawdę ciężko wytrzymać tak długi okres czasu z dala od Rodziny. I tak w sumie jest ciężko…

ND3_9415

P.S. Byliśmy wczoraj w parku… :)

 

6 Comments

  1. A ja wlaśnie w niedzielę wróciłam z dwutygodniowego pobytu w Polsce :) Pojechalam z Sayuri, a mąż został w Anglii. Ciężko się podróżuje z dwulatką i ciążowym brzuszkiem :( Na szczęście ludzie dużo pomagają :) I tak, tez poszlam na ulubionego kebaba, objadałam się z córką pysznymi rurkami z bitą śmietaną. Na lody niestety nie zdążyłam :( Mój chrześniak miał komunię, wiec objadłam się smakołykami upichconymi przez mija siostrę. I mama zrobiła dla mnie najlepsze na świecie pierogi ruskie! Pojechałam z córką i rodzicami do wujostwa mojego taty, do osrodka agroturystycznego. Mala zaprzyjaźniła się z końmi, owcami, psami i kotami :) Cale dnie spędzała na rzucaniu psom piłek i pokazywaniem paluszkami gdzie kotek ma oczko :) Wybiegała się po trawie za wsze czasy! I poznała swoją prababcię – mamę mojej mamy :) Wszyscy byli nią oczarowani. Strasznie tęsknię za Polskimi smakami, za bezkonkurencyjną kuchnią mojej mamy, za Szczecinem i za moją wspaniałą przyjaciółką. Oczywiscie, byly i smutne zdarzenia, które doprowadziły mnie do lez, ale staram się tego nie rozpamiętywać. :)

    • Mama Groszka

      O Ines wróciła… ;) ale Ci zazdroszczę, tego wszystkiego, co opisałaś :D nawet już marzy mi się, że będziemy z Groszkiem odwiedzać ośrodki agrotustyczne, farmy dla dzieci, żeby mógł podziwiać wszystkie te zwierzaki – jak pogoda dopisze, to napewno wybierzemy się w takie miejsce w Somersecie. Smutne zdarzenia muszą być, bo jak by było zbyt kolorowo, to byśmy tego nie doceniali. ;) A ile jeszcze Ci zostało z brzuszkiem?

      • Ines

        Do 6 wrzześnia biegam z brzucholkiem. Więc całe wakacje z piłeczką :) Jejku, nawet nie wiesz jak już marzę o końcówce sierpnia :D
        Dziś dowiedziałam się co to zgaga. Dlaczego nie może być tak, jak w pierwszej ciąy? Bez zgagi, bez bólów kości ogonowej? Ojej… :(

        • Mama Groszka

          Byle byś nie doświadczyła takiego lata, jak rok temu było w Anglii, pamiętasz? Jezu jak ja cierpiałam, nogi od kolan w dół jak balony, ledwo się poruszałam i jeszcze pracowałam do 38 tygodnia, okropność! No i miałam te wszystkie objawy, które Ty doświadczasz po raz pierwszy ;D Ale nie bój nic, to tylko utwierdza Cię w jak wspaniałym stanie się znajdujesz :D

  2. Kasia

    Ehh te truskawki. Chyba każdy kto dałby sie za nie pokroić, będzie niezadowolony mieszkając za granicą. Mam ten sam problem, mimo ze w tutejszych sklepach polki aż uginają się od nadmiaru tych w plastikowych opakowaniach – to nie to samo!!!!! Bleee
    Lody uwielbiam! Jeszcze będąc w Anglii kupowałam litrami Haagen Dazs – strawberry cheesecake, POLECAM z czystym sumieniem :-)
    No i te Hot Dogi ze stacji benzynowej…. Koniecznie z Orlen bo nigdzie indziej nie dopieką bułeczk, żeby była tak bardzo pyszne chrupiaca!

    • Mama Groszka

      No właśnie te hot-dogi :D żeśmy kupili parówki ostatnio, bułę, napchali warzywami i pożerali, również tęsknimy za tymi polskimi… :) Ty weź mi takich pyszności nie polecaj, bo ja tu ciążowej wagi nie mogę stracić, teraz się uwzięłam i staram nie tykać słodkiego, och jest ciężko. Truskawy kupujemy z Asdy, z plastikowych pojemników, o których piszesz, ale podobno są z Somersetu :D teraz już są pyszne! :)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>