Ogrodowe rewolucje

mar 22, 2014 by

Ogrodowe rewolucje

I dosłownie i w przenośni, w nawiązaniu do znanego programu oczywiście…

Tak się złożyło, że mamy ogródek, jak na angielskie warunki, uważam, że dość spory. Jak na warunki polskie, celowo nazywam go ogródkiem, bo do ogrodu mu daleko, o połowę przynajmniej za daleko. Jak by nie było, chcemy, by ogródek nasz wyglądał przyzwoicie. I tu pojawia się problem…
Wprawdzie w kilku ostatnich wpisach dołączałam zdjęcia naszych ogrodowych kwiatów i nie tylko, nie oznacza to jednak, że nie panuje w nim istny chaos. Przede wszystkim jest stary, a co za tym idzie, zaniedbany, zbudowany ze starych, niemodnych materiałów, w przejrzałej formie. Zaletą tejże starości jest tylko fakt, że porosło go to i owo, w tym drzewa, jak bez. No i najważniejszą zaletą starego ogródka jest to, że w porównaniu do ogródków domów młodszych, jego z kolei można uznać za ogród, no a obecne za ogródki. Przestrzeń, jaką Anglicy niezbyt chojnie wyznaczają ludziom za domy i ogrody, woła o pomstę do nieba. Wiem, że przyjechaliśmy z kraju, gdzie domy buduje się przestronne, z ogrodami, w którym dziecko i pies mają gdzie pobiegać. Nowe budownictwo angielskie ma to do siebie, że dziecko chcąc się ‚wybiegać’ w ogródku, zaryłoby nosem w płot po jakichś 10 susach. Smutne, bardzo nawet.

W naszym ogródku to mogłoby się jeszcze udać! Bieganie w sensie… :) Wprawdzie nie w chwili obecnej, bo ta wiekowość jego tworzyła przez lata liczne przeszkody i pułapki na drodze nie tylko dziecka. Spróchniałe drewno, rozpadające się cegłówki, śmiercionośny krzew z milionem ostrych jak noże kolców. Do tego nierówności, krzaczory zarastające ścieżkę, walący się płot, trawa po kostkę. To WSZYSTKO wymaga porządnego ogarnięcia, ogrodowej rewolucji! W tym momencie jesteśmy na etapie unicestwiania tego kolczastego mordercy, jak kocham przyrodę, tak ten krzak, czy cokolwiek to jest – Tata Groszka obstawia, że to dzika róża – naprawdę przeraża! Nie raz przechodząc niewinnie koło niego wbijał mi te swoje kolczaste szpony, to w spodnie, kurtkę, rękę czy twarz… :/ Podczas montowania ptasich podajników na ziarenka, tak pokłułam dłonie, że przypomniały mi się czasy kociąt w domu, całe dłonie pełne drobnych zadrapań. Ale naszym głównym motywatorem pozbycia się mordercy (naprawdę tak go nazywamy) jest oczywiście Groszek, co prawda zanim będzie w stanie sam doczłapać do niego minie jeszcze trochę czasu, ale nie zamierzam tej chwili doczekać i ambitnie planujemy mordercę zastąpić czymś przytulniejszym dla oka i dotyku. Może jakimś drzewkiem owocowym… :)

Bardzo skutecznie widok na ogródek psują dwa panele ogrodzenia, które trzeba było rozebrać ze względu na ich wyłamanie się spowodowane ostrymi wiatrami i deszczami jakiś czas temu (wtedy, co tak namiętnie pokazywali Anglię w wiadomościach wszelkiego rodzaju, przez powodzie). Nic dziwnego, że płot nie wytrzymał, podobnie jak dom ma już ponad 20 lat, nowe panele już zakupione, czekamy tylko na odpowiedni moment, by Tata Groszka z kolegą mogli się tym zająć. Powodzenia chłopaki!

Prawda jest taka, że każdy element ogródka wymaga zmian. Dobre jest to, że jest w nim życie, że latają motylki, że kwitną kwiaty, a trawa rośnie. O wiele bardziej narzekałabym, gdy zamiast tego wszystkiego nie byłoby tam nic, poza trawnikiem, albo kamyczkami. Choć z pewnością prościej byłoby taką przestrzeń zagospodarować, bo byłaby wolna od pomysłów poprzedniego właściciela domu. W tym momencie panuje jeden wielki misz-masz, fiu-bdździu bliżej nieokreślone, które tak czy inaczej naszej wizji nie odpowiada. I przy każdym etapie poprawy jego wyglądu mamy co i rusz mieszane uczucia i chęć poddania się, że mimo poświęcenia czemuś kilka godzin, efektów niemal nie widać. Dzisiejsze ćwiartowanie mordercy (wersja delikatna: cięcie gałęzi) mimo naszych usilnych starań, nie przyniosło wizualnie większych zmian. A ja stałam tam, w deszczu, z mdlejącymi rękami, i ciachałam i po powrocie do domu, chcąc pochwalić się efektem przed Tatą Groszka, usłyszałam: ‚no coś tam wycięłaś…’ :) Ale taka prawda, sama niewielką różnicę widziałam, tyle tylko, że nie pnie się on już tak dziko i dumnie w każdą stronę, ale został chaotycznie pozbawionych swoich najdłuższych i najmniej posłusznych macek. Ale duuuuuuuuuuuuużo jeszcze pracy przed nami, gdy tylko pogoda dopisze, a zmiany będą widoczne, na pewno pochwalę się efektami…

Kolejnym plusem jest wspólne spędzanie czasu w ogródku, nawet koty spacerują tu i ówdzie, Groszek w wózku zajada zabawki, a my – Rodzice – robimy swoje. I tu chciałam Wam coś opowiedzieć i pokazać.
Dawno, dawno temu, gdy wcale jeszcze nie planowałam ciąży i była ona tylko odległą mżonką, odwiedziłam pewien second-hand z Mamą moją. Tam znalazłyśmy coś dla siebie, ale w ręce wpadło mi kilka elementów garderoby niemowlęcej, pamiętam, że było to jakieś body, granatowa sukienusia i czapka z daszkiem. Sukienka z oczywistych przyczyn odpadła przy segregacji ciuszków dla Groszka, gdy w zeszłym roku byłam w Polsce, ale czapkę zabrałam. I tak leżała ona sobie gdzieś w szafie i prawie o niej zapomniałam. I kilka dni temu mnie olśniło, przypomniałam sobie o niej i pomyślałam: NA PEWNO już jest za mała! Okazało się jednak, że z tyłu – jak i większość czapek z daszkiem – ma regulację i szybko udało mi się dopasować jej rozmiar do głowy Groszka. No i wiedziałam też, że będę musiała Wam o niej opowiedzieć i się nią pochwalić. Gdy ją zobaczyłam w sklepie, wydała mi się mega słodka i idealna dla maluszka. Tata Groszka nie podziela mojego zachwytu – co do wyglądu czapki – ale dla mnie ma wieeeeelką wartość sentymentalną, bo wracam do beztroskich czasów przebywania z moją Mamą i cieszenia się każdą chwilą razem. Do tego przypominam sobie tamto myślenie ‚nie mam jeszcze swojego dziecka, ale kupię już coś dla Niego’, to było dziwne, magiczne uczucie, a teraz jest tym bardziej, bo w końcu dziecko – na którę czapkę mogę założyć – mam! A czapka? Jest śliczna, dodatkowo, musiała być nowa, czuć było w dotyku jej nowość. :) No popatrzcie sami!

ND3_8237

ND3_8241

ND3_8242

1 Comment

  1. mamuzia

    Pamiętam te naszą wyprawę.Czapeczka slodka a Groszek jeszcze bardziej:)

Trackbacks/Pingbacks

  1. Gdzie one są? Zabrakło ich! | Groszkowi - […] od ostatniego wpisu, a ja w ciągu dnia albo latam po sklepach, albo ciacham mordercę w ogródku (TUTAJ szczegóły). …

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>