(nie)trudna decyzja

gru 11, 2013 by

(nie)trudna decyzja

Dla kobiety decyzja o tym, by mieć dziecko jest chyba najważniejszą, najbardziej poważnym krokiem w jej życiu. Nie umniejszam oczywiście facetom, ale spójrzmy prawdzie w oczy – ileż młodych dziewczyn, a i nie tylko młodych zostało pozostawionych samym sobie przez tych samych właśnie facetów. Wiadomo – są ludzie i…faceci ;) Żartuję, są ludzie i ludzie, jedni skłonni opuścić ciężarną dziewczynę i swoje nienarodzone dziecko, a są i matki, które porzucają swoje dzieci, albo robią im coś jeszcze gorszego. Nie chcę wdawać się w aspekt moralny i nie chcę nawet zaczynać tematu ‚rodzin ubogich czy patologicznych, których nie stać by zapewnić dzieciom prawidłową opiekę, a posiadają takich dzieci od 5 w górę’. A mogłabym się rozpisać, oj tak… I, żeby było jasne, nie piszę o ludziach ubogich, którzy żyją skromnie, wręcz biednie, ale wychowują swoje dzieci na porządnych ludzi. Piszę o tym typie, przez który źle się dzieje…ale ja chciałam nie o tym…

Ja sama – zanim zaszłam w ciążę – miałam chwile zwątpienia, za moment byłam znowu zdecydowana, spragniona, by poznać swoje – wtedy jeszcze nieistniejące – dziecko. Wiedziałam, że zapewnię dziecku najlepszą możliwą opiekę, będę je kochać całą sobą i dam mu szczęście. Wątpliwości przychodziły z czysto egoistycznych pobudek. Otóż ja, żyję sobie dobrze, pozwalam sobie na wszystko, nie mam żadnych zobowiązań poza pracą. W wolne dni śpię do południa, kasę wydaję tylko na siebie, jak mi się chce to jem, jak nie, to nie jem cały dzień (w zasadzie teraz zmieniło się pod tym względem tyle, że słowo ‚che mi się’ zastąpiłam ‚mogę’ ;) ). Całymi dniami mogę przebywać gdzie mi się podoba, mogę pić, imprezować, iść wieczorami do znajomych. Możemy pojechać na wakacje i niczym się nie martwić, po prostu nazwijmy to – korzystać z życia.

Co jest więc takiego w tych dzieciach, że ludzie decydują się je mieć?? Bo nie oszukujmy się. Dzieci to TOTALNA zmiana dotychczasowych przyzwyczajeń, napięty budżet, brak czasu, brak snu, stres i nerwy – związane ze zdrowiem dzieci, ich przyszłością, wychowaniem.

Bo tak, obawy u mnie, przed posiadaniem dziecka wzbudzało to poczucie odpowiedzialności za to, jakiego człowieka wychowamy. Mogę tylko domyślać się jak trudne jest kształtowanie zupełnie nowej osoby w społeczeństwie. Jak ‚chować’ dziecko, by było silne, pewne siebie, otwarte do ludzi, ale niezbyt otwarte, bo na świecie pełno czyha ludzi takich, którzy żerują na łatwowierności innych. Jak sprawić by chciał się uczyć, stać się człowiekiem wykształconym, co zrobić, by nie zeszło na złą drogę, jak przemawiać, by szanowało innych, jak nie przemawiać, żeby wierzyło w siebie. Czym stymulować? Co pokazywać? Czego nauczyć? Z jakimi dziedzinami zaznajamiać? Czego zabronić? Widzę dzisiejszy świat i boję się, widzę młodzież, zbyt młodą ‚młodzież’, która chce być dorosła, która pije, pali, ćpa, zachodzi w ciążę, morduje. Jak zrobić, by MOJE najdroższe dziecko nigdy nie skusiło się być złym człowiekiem? Jest jakiś przepis? Metoda? Sposób? Książki? Jak uczyć życia człowieka, skoro samemu popełniało się tyle błędów, niektóre z nich o włos od nieszczęścia, a jeśli on nie będzie miał tyle szczęścia? Jak pozwolić dziecku żyć samodzielnie, skoro tyle krzywdy dzieje się na świecie? Może pójść do szkoły i zostać zabitym. Czy to w samochodzie, czy na pasach, czy w podróży, może nawet w kościele.

Niby wiem, że tym przejmować się nie mogę, bo nie mogę tego zmienić, zwłaszcza, że jeszcze nic z tych rzeczy się nie wydarzyło, a mój 3.5 miesięczny syn śpi słodko i daleko mu nawet do nauki sadzania na nocniku. ;) Ale poza dobrobytem i dobrostanem, do którego udało mi się dojść i z którego było ciężko zrezygnować, boję się po prostu w czystej postaci o życie swojego dziecka. Bo niby nie mogę temu zapobiec, ale z drugiej strony, może mogę swoim wychowaniem zrobić coś, by to ryzyko zmniejszyć?

Dzieci chowane pod kloszem są zdecydowanie bardziej nieszczęśliwe i zbuntowane w późniejszym życiu, niż te, którym dano próbować i popełniać błędy. I wreszcie puszczone na wolność mogą wyrządzić więcej krzywdy sobie i innych. Dzieci przykute  – w dobrej wierze – do kaloryferów kończą w wiadomościach, a ich rodzice w więzieniu. ;) Więc nie tędy droga…

Co mi pozostaje? Cieszyć się dniem, który jest, dać dziecku zasady, reguły, które według nas zbudują w nim pewność siebie, ciekawość świata i przede wszystkim poszanowanie drugiego człowieka. Nie pozwolić zalec przed telewizorem czy komputerem, a spędzać z nim czas, zainteresować sportem, wspólnie znaleźć to, w czym będzie dobre. Dziecko jest jak plastelina, może bardziej jak modelina, da się ukształtować, ale jeśli pójdziemy w złą stronę, modelina sztywnieje i już nic nie da się z nią zrobić. Kujmy więc żelazo póki gorące, póki modelina miękka i dajmy dzieciom od życia to, co najlepsze, oferując im wspaniały start w przyszłość. Obiecuję, że zrobię wszystko, by za kilka lat podpisać się pod tymi słowami, by dać mojemu dziecko wachlarz możliwości i inspiracji.

A co z tymi Jeszcze Nie Mamami, które boją się podjąć ten ważny krok? Każda musi do tego dojrzeć. Każda musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy tak naprawdę chce mieć dziecko, a jeśli nadal macie wątpliwości, to Was pocieszę, ja też miałam. A były jeszcze większe, gdy zobaczyłam wynik testu ciążowego, ale czymże byśmy były, jeśli nie dotknąłby nas tak naturalny odruch jak strach, niepewność, może nawet myśl ‚żałuję!’ czy ‚co ja najlepszego narobiłam???’. Ze wszystkim trzeba się oswoić, przede wszystkim psychicznie przygotować się do tak wielkich zmian.

Ale powiem Wam coś, gdy tylko dziecko się rodzi i położą je Wam na piersi, gwarantuję, że 99% z Was zapomni, że kiedykolwiek mogło wątpić w słuszność tej decyzji. A gdy później przyjdą trudne chwile przy rozpaczliwie płaczącym dziecku, czy przy bólu podczas karmienia piersią, albo przy którymś z kolei nocnym wstawaniu do dziecka, to każdą, ale to każdą taką chwilę Wasze dziecko wynagrodzi chwilą o milion razy cudowniejszą. Nie dostajecie nic w zamian od takiego noworodka, czy niemowlaka, ono tylko wymaga i ciągle chce więcej, bezustannie chce więcej. Ale wystarczy, że po męczącym dniu, czy nocy wreszcie pójdzie spać, a wybaczycie wszystko. Zobaczycie – jeśli tylko sobie na to pozwolicie – że dla takich chwil warto żyć. A z każdym miesiącem dziecko oddaje miłość, odwzajemnia uśmiech, a Wy kochacie je coraz bardziej. Sama jestem jeszcze na wczesnym etapie tych doznań, ale jeśli w ogóle miałam jakieś słabsze chwile, to na początku. Kolejne dni to tylko coraz większa, wszechogarniająca i bezwarunkowa miłość Mamy do swojego dziecka. Nie możecie się w tej kwestii nie zgodzić! :)

A co z moim małym egoizmem? Odłożyłam go na ten moment na bok, czasem odzywa się do mnie zza tyłu mojej głowy i wtedy pozwalam sobie na jakiś ciuszek, na obarczenie Taty Groszka częścią obowiązków, czy na inną przyjemność. Nie żal mi wakacji, na które przez długie lata nie pojedziemy już sami, nie tęsknię do luzu, swobody i lenistwa, a czemu? Bo po prostu nie mam kiedy się nad tym zastanowić, a od kiedy w życiu pojawia się maluszek, nie wyobrażacie sobie już życia poza nim. Oczywiście chodzę niewyspana i nie mam tyle czasu nawet na sprzątanie, ile miałam wcześniej, ale to tylko kwestia organizacji czasu, innego rozplanowania dnia…i wieczoru. Bo kiedy Groszek śpi, wtedy ja wieszam pranie, piekę ciasto, czy odżywa moje (wirtualne, bo z dala od rodziny i przyjaciół) życie towarzyskie. Ale czym byłoby moje życie bez niego???

A na osłodę kilka urzekających spojrzeń Groszka.

ND3_5465 ND3_5537 ND3_5821

 

Related Posts

Share This

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>