Mój syn zrywa z nałogiem (?)

cze 18, 2015 by

Mój syn zrywa z nałogiem (?)

Tak, tak. Zrywamy z nałogiem. A jak? Jak z każdym innym. Odstawiamy. Na szczęście w przypadku niespełna dwurocznego dziecka okres ‚brania’ jest krótszy, ale gdyby popatrzeć na to w odniesieniu do wieku, to niestety, ale syn mój uzależniony jest już prawie całe życie. ;) Niestety nie chodzi o cyckanie mleka z matczynej piersi, ani nawet o palenie papierosów. Chodzi o tego strasznego, przebrzydłego smoczka. Dzieci są różne, moje należy do takich, które mogłyby ze smoczkiem spać, jeść, bawić się i kąpać. Od zawsze i chyba na zawsze. I choć teoretycznie staraliśmy się tego pilnować, to jednak doszło do tego, że zatykaliśmy go smoczkiem, gdy zażądał, a różnie żądał, czasem jęczeniem, płaczem, a czasem po prostu znajdywał go sam i tak zostawał.
Aż w końcu zauważyłam, że jego ząbki, górne jedynki mianowicie, delikatnie zmieniły kierunek, to jest zamiast rosnąć prosto, rosną pod kątem. Dokładnie tak, jak pod ząbkami układa się smoczek, przypadek? Geny? No nie wiem…

I stąd decyzja, by zaprzestać tych haniebnych czynów, dla dobra najmniejszego oczywiście. Smok w dniu dzisiejszym jest do spania, tylko i wyłącznie. Pojawia się po przygotowaniu Groszka do snu i znika w tajemniczych okolicznościach, gdy w Groszka dzióbku z samego rana pojawia się mleko.

Oczywiście Groszek nadal walczy o więcej smoczka, ale bezskutecznie. Dzień po podjęciu tej decyzji był do tej pory najdramatyczniejszy. Bo Groszkowi smoczka zachciało się w sklepie, w tłumie ludzi przechodzących obok i zajętych swoimi sprawami. Nikt z nas nie lubi leżącego na środku alejki dziecka, które drze się w niebogłosy ‚bez powodu’, a tak właśnie zachowywał się Groszek. Na prośby ‚chodź do mnie’, reagował odwrotem – oczywiście z pozycji pół-leżącej – do kolejnej gleby w innym kierunku mijając o centyment półki sklepowe/wózek/czyjąś nogę. W końcu miałam dość i wyniosłam go zanoszącego się ze sklepu. Gapie nie odpuszczali, zresztą wcale się nie dziwię. Wiem na wskroś, że podzieleni byli na dwie grupy, myśleli albo:

1. ‚rozpieszczony bachor’, albo

2. ‚co za straszna matka’.

Gdy udało mi się ominąć ich spojrzenia i wyjść ze sklepu, Grochu nie przestawał swoich rozpaczliwych prób wymuszenia smoczka. Nie dałam się i z tym razem pokładającym się pośród samochodów na parkingu, czekaliśmy na Tatę Groszka. I jak to mówią ‚to cut a long story short’, dziecię me ryczało nadal w drodze do domu i jeszcze po wejściu do niego. Uspokoił się dopiero na kolanie u Mamy oglądając bajkę. Ale z dwojga złego od bajki mu się zęby nie powyginają, no chyba, że zacznie ciumkać pilota podczas oglądania. Zawsze łatwiej zrezygnować z telewizji, niż ze smoczka.

Przez te wszystkie dni wciąż w kryzysowych sytuacjach powtarzam sobie ‚on wcale go nie potrzebuje, nic mu nie jest, krzywda mu się nie dzieje’ oraz ‚w żłobku nie ma i nie marudzi’ i to zawsze pomaga. Zwłaszcza to ostatnie. Moje dziecko nauczone jest niesamowitej samodzielności i dyscypliny, gdy przebywa w żłobku. A po powrocie do domu staje się na nowo małą dzidzią, która potrzebuje maminego paluszka do zaśnięcia i dyda do ciumkania. No i ok, niech jak najdłużej będzie moim małym dzidziusiem, ma prawo nim być tak długo, aż mam nadzieję pojawi się jego młodsze rodzeństwo. :)

A Wy, macie jakieś problematyczne nałogi z którymi trzeba zerwać? (no pewnie, że mam na myśli nałogi Waszych dzieci ;) ).

Jacie, jak dawno nie było zdjęć z wpisem, buu…oto kilka więc! :D

ND3_2702fx
ND3_2711fx
ND3_2712fx
ND3_2731fx
ND3_2808fx
ND3_2844fx
ND3_2856fx
ND3_2857fx

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>