Matka, jest tylko jedna :)

maj 26, 2014 by

Matka, jest tylko jedna :)

Mówi się, że Matkę trzeba kochać, niezależnie jaka jest, zasługuje na miłość swojego dziecka. Wiem, że z okazji dzisiejszego święta nie przystoi się z tą tezą nie zgodzić, jednak ja mam inne zdanie na ten temat.

Od kiedy sama jestem Mamą, bardziej niż do tej pory rozumiem miłość Matki do własnego dziecka i tym bardziej ilekroć widzę, lub słyszę o krzywdzie dziecka, odbieram to bardzo osobiście. Wyobrażam sobie Groszka, którego ta owa Mama nie karmi, bije, nie myje, nie dba w żaden sposób o jego rozwój…prawdę powiedziawszy, aż ciężko wizualizować sobie taką sytuację. I zawsze, ale to zawsze zastanawiam się jak ludzie skłonni są do czegoś podobnego. Problemy miedzy dorosłymi i brak radzenia sobie z nimi, to jedna rzecz, nie każdy dorosły jest w stanie sobie poradzić, poprosić o pomoc, albo niekiedy co gorsza, otrzymać tę pomoc i zrozumienie. Ale jeśli chodzi o przemoc wobec dzieci, uważam, że nie powinno być żadnego zrozumienia, taryfy ulgowej dla takich Rodziców.

Wiadomo, nie każdy nadaje się, by Rodzicem być, czasem wynika to z osobistych doświadczeń z okresu własnego dzieciństwa, niekiedy po prostu nie umie się być Rodzicem, skoro nigdy się nim nie było, dodatkowo różni ludzie mają różne temperametry i charaktery, różnie radzą sobie z trudnymi sytuacjami w życiu, ze stresem, brakiem cierpliwości. Dzieci, tak samo te noworadzone i te kilkuletnie są wymagające, bywają też te BARDZO wymagające. Jedna sprawa to jednak problemy z radzeniem sobie w stresujących trudnych sytuacjach, jak notorycznie płaczące dziecko, a inna to to, jak faktycznie zachowa się taki Rodzic. Nie bez powodu radzi się młodym Mamom (Rodzicom), by w sytuacji braku cierpliwości, zostawili płaczące dziecko, wyszli z pokoju, odetchnęli chwilę i nabrali dystansu do sprawy. W większości sytuacji (i we wszystkich w kontekście niemowląt) dziecko nie robi nam na złość będąc marudne, płacząc, nie chcąc jeść, czy spać. Dlatego mimo irytacji trzeba spojrzeć na sprawę z góry, zrozumieć, że z jakiegoś powodu nasze dziecko jest nieszczęśliwe i okazuje to swoim płaczem. Nasze dzieci to nie my, nie zawsze będą chciały postępować według naszych oczekiwań, też mają swoje charaktery, upodobania, czy inne plany niż my na daną chwilę. ;) Owszem, my Rodzice wiemy, co dla naszych pociech jest najlepsze, ale to nasze pociechy właśnie niekoniecznie o tym wiedzą, stąd ich niezgoda. Myślę, że w miarę możliwości należy dziecku dać jakiś wybór, jak nie to, to co innego do jedzenia, jak nie drzemka teraz, to może później, albo wcale. Od takich zmian nikomu nie stanie się krzywda, a unikniemy ryku i nieszczęścia, a w naszym przypadku niepotrzebnych nerwów.

Dlaczego Mamy krzywdzą swoje dzieci? Czasem w dobrej wierze, czasem z niewiedzy, niekiedy z nagromadzonych nerwów właśnie. Nerwy najczęściej niezwiązane z samym dzieckiem, a nawet jeśli spowodowane ‚niegrzecznym’ dzieckiem, to i tak wiadomo, że winę ponoszą Rodzice. Zła sytuacja w rodzinie, stresy w pracy, problemy między partnerami, to wszystko gromadzi się, jak niesprzątany kurz pod łóżkiem i pod wpływem jednej chwili może zostać uwolniony, no i najgorzej, gdy akurat wtedy niemowlę ma gorszy dzień, bo ząbkuje, albo starsze dziecko przyniesie złą ocenę ze szkoły.

Rodzicielstwa, cierpliwości, wyrozumiałości, a czasem nawet miłości trzeba się nauczyć. Tego się nie wie od tak, a nawet jeśli są ludzie, którzy od skończenia 5 roku życia czekają, by Rodzicem zostać i swój cel w życiu upatrują w rodzicielstwie, uwierzcie, że im również zdarzają się gorsze chwile i dni. Najlepsze Mamy mają gorsze dni, ważne jest więc w takich dniach poprosić o pomoc, chłopaka, męża, Mamę, zaufaną koleżankę, by odciążyła, zabrała dziecko na trochę, by nam, pogrążonym w obowiązkach matkowania kobietom, dać chwilę wytchnienia i zatęsknienia nawet za płaczem naszego dziecka. Bo nie ma nic cudowniejszego, niż sprawienie, że dziecko w końcu płakać przestanie, zaśnie, uśmiechnie się, czy przytuli Mamę malutkimi ramionkami pełnymi bezwarunkowej miłości.

Moja Mama jest najwspanialszą Mamą, cechuje ją to wszystko, co prawdziwą Mamę cechować powinno / musi. ;) Jej wielka miłość do mnie i do brata to kwestia bezsporna, wiadomo. Wiem i czuję, że zrobiłaby i oddałaby nam wszystko, jeśli tylko byłaby w stanie nam pomóc. Jej momentami trudny charakter to jedno, ale gdy przebrnie się przez ‚nie mogę tego zrobić dla Ciebie, bo: nie mam kiedy, nie mam jak, nie mam gdzie’, zawsze kończy się to wysłuchaniem i wykonaniem mojej / mojego brata prośby. Mamo, pewnie nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, że taka jesteś…;) Ale nie martw się, my – Twoje dzieci – rozumiemy, przyzwyczailiśmy się, kochamy to, bo jest to częścią Ciebie, Twojej osoby. A mnie osobiście nawet rozbawia mnie Twój bunt, niezgoda, choć potem sama do nas wyciągasz pomocną dłoń.
Mamie zawdzięczam wszystko i choć to ona przyznaje, że to ja nauczyłam ją na głos mówić ‚kocham Cię’, nie brakowało mi z jej strony nigdy niczego. Wsparcie, zrozumienie, pomoc, rozmowy, a gdy bywało źle, to źle być musiało, bo Rodzic pozostaje Rodzicem, a nie naszym znajomym, który zgodzi się z naszymi czasem najdurniejszymi pomysłami. Pomijając więc pewne kwestie sporne, uważam, że Mama okazała mi aż zbyt dużą dozę zrozumienia i zaufania. Ale wydaje mi się, że nigdy nie zawiodłam tego zaufania, stąd nie przestała mnie nim darzyć.
Kochana Mamo, dziękuję Ci za to, jaka byłaś, jesteś i jeśli staniesz się ‚złą kobietą’ (już Ty wiesz) nie omieszkam Ci tego wypomnieć. Kocham Cię bardzo! (ale Groszka najbardziej :) ).

Patrząc na siebie, jako już na Mamę swojego Syna, wyobrażam sobie i planuję dużo. Wiem dokładnie jaka chciałabym być dla niego i czego wydaje mi się, że musiałabym go nauczyć. Życie zweryfikuje wszystko, jednakże ja pozostanę sobą i moje postrzeganie macierzyństwa, rodzicielstwa jeśli się zmieni, to zgodnie z duchem czasu, na korzyść mojego rosnącego, rozwijającego się dziecka. Być oparciem, zrozumieniem i pomocą dla Groszka (a w przyszłości jego rodzeństwa), to mój główny życiowy cel. Wszystko inne, to cele poboczne, równie ważne, ale idące zdecydowanie za tym pierwszym, najważniejszym, który ma doprowadzić i mnie i Groszka do niezwykłej, trwającej całe życie relacji Matki i Syna. Ale by to osiągnąć, to ja (no i Tata Groszka) muszę nauczyć go kochać i akceptować bycie kochanym. Wszystko przed nami! :)

Mała wczorajsza sesja, z myślą o mojej Mamie, jestem pewna, że będzie zachwycona efektami. ;D

Próba aparatu…jest i ząbek

ND3_9482

A to już sesja:

ND3_9504

ND3_9519

ND3_9528

ND3_9530

ND3_9536

ND3_9549

ND3_9597

Obkupiona dzisiejszym porannym katarkiem u Groszka (jego pierwszy katarek w życiu), Matka nie pomyślała i zbyt długo kazała mu wysiadywać na zimnej trawie i pozować… :(

2 Comments

  1. Agnieszka

    Twojej mamie na pewno super sie to czytało, mam nadzieję że Maja tez bedzie o mnie miała takie dobre zdanie za te dzieścia lat .. :)

    • Mama Groszka

      Masz rację, ma radochę czytając te wpisy. Zresztą, myślę tak, jak Ty, o przyszłości naszych dzieci i nas. ;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>