Marzenia do spełnienia…

lip 18, 2014 by

Marzenia do spełnienia…

Macie marzenia? O czym marzycie? Czy są w Waszych głowach takie marzenia, takie myśli, które są z Wami od lat i czekają na ten odpowiedni moment, by być spełnionymi? Bo mówicie sobie: jeszcze nie teraz, jeszcze nie mam dość pieniędzy, jeszcze chcę porobić coś innego itp? Kwestia pieniędzy jako niekiedy jedyne źródło spełnionych marzeń denerwuje mnie najbardziej. Bo co, to znaczy, że ci bogatsi zasługują na to, by ich marzenia zostały spełnione (a raczej regularnie spełniane), a ci normalni, ciężko pracujący ludzie już nie? Ktoś powie: oczywiście, że możesz spełnić swoje marzenia, niemal każde z nich, wystarczy chcieć! Serio? Od samego chcenia nagle cegła po cegle wybuduje mi się dom w Polsce? Ależ ja chcę! Od lat pragnę, wyobrażam sobie, planuję i próbuję zwizualizować te swoje marzenia! Ale nic z tego, bez pieniędzy ani rusz. A by były pieniądze trzeba mieć jakieś dodatkowe, spore najlepiej źródło dochodów, a żeby je mieć, to trzeba mieć pomysł, a żeby mieć dobry pomysł na siebie i swój biznes, to trzeba dobrze kombinować. I to nie w tym złym znaczeniu tego słowa, ale po prostu należy mieć głowę na karku, wiedzę w tym zakresie, dużo samozaparcia no i trochę szczęścia. Bo to, że trzeba ciężko pracować chyba każdy wie.

Mam tak dużo marzeń, czasem zastanawiam się ile ode mnie zależy, by być może, móc spełnić je niemal od zaraz. Czy ja sama podświadomie utrudniam sobie życie, by nie zrobić kroku w ich kierunku? Chociażby taka zmiana pracy. Doskonale wiem jaka praca mi się marzy, w jakim miejscu, niekoniecznie na jakimś konkretnym stanowisku. Ale mając pracę obecną boję się coś zmieniać. Ogólnie nie lubię zmian, nigdy nie lubiłam. W tym przypadku obawiam się wszystkiego. Począwszy od nowch przyzwyczajeń, poprzez nowe obowiązki, na nowych współpracownikach kończąc. Obawiam się, czy podołam, czy zatrudniając mnie na okres próbny firma przedłużyłaby mi umowę na czas nieokreślony. Bo jeśli nie, to co ja wtedy zrobię? Po pierwsze zawiodę samą siebie, a jednocześnie moją Rodzinę, dla której to robię, by ‚żyło się lepiej’. ;) Po drugie i najważniejsze będzie to oznaczało nowe zmiany, nowe poszukiwania pracy, cały ten stres z tym związany. A wiem co mówię, bo przez długie miesiące jeździłam w Zielonej Górze na rozmowy kwalifikacyjne, niektóre strasznie durnowate, inne w koszmarnych warunkach (dym papierosowy stał w powietrzu, że nic tylko siekierę tam zawiesić), jeszcze inne dające mi nadzieję, że wreszcie się udało. I za każdym razem kończyło się tak samo, niczym. Ileż można powtarzać te same głupie zdania, mające na celu połechtanie ewentualnego pracodawcy, wykazanie się wiedzą na temat firmy, czy opowiadanie jak bardzo pragnie się tej konkretnej pracy (sprzedawca w sklepie odzieżowym). Ja wiem, trzeba było po prostu skończyć inny kierunek studiów i siedzieć z założonymi rękami pośród ofert pracy i tylko wybierać wybierać wybierać. Ale niestety, życie – a przynajmniej moje – jest inne, niż te wszystkie filmy i seriale i mocno kopie po d***e za każdym razem, gdy popełni się mały – bądź większy – błąd. Czymże jednak byłoby nasze życie bez tych wszystkich błędów? Zapewne sielanką w mercedesie. Ale to może kiedyś…

Własny dom w Polsce – według naszego projektu, fajna praca, czy powrót do jazdy konnej (że już o własnym koniu nie wspomnę), to takie moje główne cele, a raczej marzenia w życiu. Wiem, nie powinnam narzekać – ktoś powie, bo przecież mam dom, pięknego cudownego wspaniałego kochanego (:D ) Syna, do tego pracę i niemalże sielanka gotowa (tylko, że w Hondzie). No owszem, ale każdy z nas dąży do lepszego, większego, czy lepiej płatnego. Z jakiegoś powodu wydaje nam się ciągle, że zasługujemy na więcej i więcej chcemy. I bardzo dobrze! Nienawidzę siedzieć w martwym punkcie i nie zwracać uwagi, że moje życie stoi w miejscu. Oczywiście nie krytykuję ludzi, którzy nic w swoich życiach nie zmieniają, żyją na wynajętym, czy niewyremontowanym mieszkaniu, jeżdżą starym autem i nie wyjeżdżają na wakacje. Pomijając kwestię finansową, są ludzie, którym to po prostu wisi. I tacy ludzie dzielą się na tych, którym z tym dobrze i i tak są szczęśliwi, a druga ich część żyje po prostu z dnia na dzień, nie zwracając uwagi, że życie płynie i to dość szybko i zanim się obejrzą będą po 50, 60 i pewnych rzeczy w swoim życiu już nigdy nie zrobią. Wtedy zaczynają zastanawiać się kiedy ten czas upłynął i czemu nie dał im szansy na lepsze (ciekawsze) życie. No i oczywiście są jeszcze ludzie, którzy są jak patyki wbite głęboko w ziemię. Po prostu są, będą i przeminą.

Ja nie chcę być takim patykiem! A czasem się tak czuję. Jakbym nic wartościowego ze swoim życiem nie robiła, a ono ucieka mi przez palce. Oczywiście całkowicie pomijam tutaj kwestię macierzyństwa. Mam na myśli siebie, swoją dorosłość, to, co z nią robię, gdzie żyję i jak funkcjonuję na codzień. A być może to kolejne rozterki Mamy niepracującej, myślicie? Choć gdy wrócę do pracy (obecnej) będę dalej się tak czuła. Na szczęście mam plan i jego bardzo ambitnie zamierzam się trzymać i przy odrobinie szczęścia oraz cierpliwości i samozaparcia, może uda mi się spełnić jego z marzeń i robić na codzień coś, co będzie conajmniej mi się podobać, jak nie przynosić szczęście. Się okaże!

A co do domu? Widzę go, nie jakoś szczegółowo, ale ilekroć gdzieś przed oczami mignie mi projekt ładnej kuchni, łazienki, ogrodu, pokoju dziecięcego, czy nawet hollu, wyobrażam sobie nasz dom. Ten, o którym czasem rozmawiamy, ten, który jest tak odległy w czasoprzestrzeni, że niemal nierealny. Ale ja nadal wierzę, dom w Polsce to chyba moje największe marzenie. Nie, dom i fajna praca w Polsce, która umożliwiłaby mi powrót do Polski i spokojny żywot, to spełnienie największych marzeń. Ale zupełnie nie wiem jak się za to zabrać… Bo o ile temat ziemi i budowy domu to czysto finansowe przedsięwzięcie, tak fajna (i dobrze płatna) praca to twardy orzech do zgryzienia. Bo wiem co było zanim przyjechałam do Anglii, wiem jakie są zarobki w Polsce, jakie są realia dla większości ludzi. A jednak mieszkanie za granicą nie odpowiada mi, dawniej nawet nie rozważałabym tak odległego od Polski ‚domu’. Minęło kilka lat, a ja, przyciśnięta do muru, nie miałam praktycznie innego wyjścia, chciałam ratować siebie, swoją dumę i młodość. Stąd decyzja, by spróbować w Anglii. Ale pozostanę wierna swoim marzeniom i kiedyś, jakoś, gdzieś, w końcu uda mi się je wszystkie spełnić. A Wam?

4 Comments

  1. Ines

    Machu picchu. Marzy mi sie wyjazd do Peru i zwiedzenie najbardziej tajemniczego i majestatycznego dla mnie zakątka świata jakim jest Machu Picchu :) A takie mniejsze, poboczne marzenia to np wytatuowanie całego rękawa oraz kilka innych tatuaży, posiadanie duzego domu z olbrzymim ogrodem, z wysokim ogrodzeniem, abym mogła przygarnąć tak około 10-15 wyrzuconych na bruk psow husky i malamutów. No i najważniejsze – znaleźć kogoś odpowiedzialnego, kto przywiózłby mi z Polski mojego ukochanego psa husky – Szamana :(

    • Mama Groszka

      Nie ma takiej osoby, która wiedziałaby jak bezpiecznie przewieźć psa? To na początek, a reszta marzeń, zacznijmy od tatuaży :D

      • Ines

        No właśnie nie mam nikogo takiego, kto mógłby pojechać po niego i przewieźć go na miejscu dla pasażera. Szaman ma straszną klaustrofobię i nie ma opcji wsadzenia go w klatkę transportową. Do tego chłopak ma już swoje lata i żaden weterynarz na czas podróży go nie uśpi, bo jest duże prawdopodobieństwo, że już się nie obudzi :(
        A co do tatuaży, to najpierw trzeba urodzić i odkarmić maluszka :) Dopiero potem można coś dziergać :)

  2. My jesteśmy z tych, co biorą los w swoje ręce i marzenia zamieniają w cele. Lecimy drobnymi kroczkami, ale się udaje, mniej lub bardziej, wolniej lub szybciej, ale do przodu :D

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>