Mama wróciła po roku do pracy…

wrz 6, 2014 by

…a Synek poszedł do żłobka.

Wiecie ile to emocji, stresu, niepokoju i nerwów? Nie wiem, czy przy drugim/trzecim dziecku byłoby mi łatwiej, pewnie trochę tak…ale patrząc na sytuację z perspektywy malucha, który nie rozumie co i czemu jest grane, to jednak ogromny stres i zamartwianie się jest. Ponadto dochodzi brak czasu, próba ogarnięcia resztek dnia w sensowną całość, a ostatecznie zasiadam, by odpocząć dopiero koło 21:00, czasem 22:00. Po pierwszym takim tygodniu stwierdzam, że wszystko jest do zrobienia, a słowo „Mama” do czegoś zobowiązuje.
Niewiadomo skąd mam siłę, by wstawać o 7:00, uśmiechać się do dziecka, by ono miało lepszy start w dzień, pracować 9 godzin, wracać do domu i pełnić obowiązki Matki i kucharki i sprzątaczki do późnych godzin.

I wcale nie narzekam. Mam nadzieję, że ten poziom energii utrzyma się, bo taką rolę pełnić będę już zawsze. A za kilka lat ze zdwojoną, ‚z-trojoną’ siłą? ;) Wiem teraz skąd te wszystkie Mamy na świecie mają na to czas i siłę. One – jak i nasze Mamy – po prostu przestawiają się na taki wydajny tryb i muszą dać radę, inaczej nic nie będzie zrobione. I ciężko stwierdzić po pierwszym tygodniu pracy, ale życzyłabym sobie podobnych efektów przez kolejne miesiące. Z przerwami na urlopy i Święta, by naładować baterie.

A jak Groszek? Groszek ma się niespodziewanie bardzo dobrze. Wprawdzie co rano, gdy odnoszę go do żłobka i przekazuję Pani, to płacze, bardzo płacze, czym łamie mi serce i psuje humor na kolejną godzinę przynajmniej – bo koło 9:00 codziennie dzwonię i pytam jak się ma. Ale z każdym dniem tygodnia było coraz lepiej, płaczu coraz mniej – prawie wcale właściwie – a jego samopoczucie PO żłobku też się poprawiło. Otóż nie zdążyłam Was jeszcze powiadomić, że moja malutka kochana dzidzia ze słodkiego bobaska stała się nagle małym chłopcem, któremu wiele się nie podoba i raczy nam to okazywać na każdym kroku. Czasem nie poznaję, że to moje dziecko! To, które do niedawna nigdy nie marudziło, nie płakało, dzieliło się cokolwiek miało w łapce i nie okazywało złości. Oczywiście nie, że nigdy się nie złościł i nie marudził, ale wszystko działo się z umiarem i tylko od czasu do czasu, tylko wtedy, gdy faktycznie miał ku temu powód.
Wszystko zmieniło się, gdy skończył rok/był chory/poszedł do żłobka. Ale to temat na odrębny wpis, więc bądźcie w pogotowiu… ;)

Na dzień dzisiejszy, jestem o niebo spokojniejsza niż dokładnie tydzień temu. Perspektywa pracowania cały dzień po roku przerwy plus posłanie mojego malucha na 6 godzin do żłobka tego samego dnia było za wiele. A w rzeczywistości w pracy było o wiele lepiej, niż przewidywałam, a jak już wspomniałam wcześniej, żłobek okazał się czasem miło i przyjemnie spędzonym dla Groszka. Co prawda jego choroba wciąż w toku, tym razem po przyjęciu dawki antybiotyku stan Groszka nieco się poprawił – choć liczyłam na ozdrowienie – ale już od początku tego tygodnia katar pogorszył się i wrócił naprawdę brzydki kaszel. Przepisany inhalator chwilowo zdaje się pomagać, a recepta na inny antybiotyk czeka, gdyby zaszła potrzeba jej zrealizowania – oby nie zaszła. Mam nadzieję, że weekend pomoże trochę się jemu wykurować, robię co mogę, ale zdaje się, że choroby wieku około/niemowlęcego wiedzą lepiej kiedy nadejść i odejść – o ile w ogóle odejść. Koleżanki uprzedzają, że to taki wiek i fakt, że dziecko w żłobku spotyka dzieci mniej lub bardziej chore, że Groszek może chodzić zasmarkany cały rok. :/

Podsumowując pierwszy tydzień pracy oceniam lepiej, niż zakładałam i chyba nie będzie mi tam wcale tak źle. A co do żłobka? Wciąż szukam głównie zalet, choć czasem wcale nie trzeba mi ich przedstawiać. To tylko te momenty zwątpienia, gdy nadchodzą, każą mi wierzyć, że dałoby się to rozwiązać jakoś lepiej, bym mogła Groszka widywać w ciągu dnia dłużej niż 4 godziny. :/ Ale może to jest temat do przemyślenia i zrealizowania w przyszłości? Się okaże.

 

 

Related Posts

Share This

1 Comment

  1. Mój pierwszy tydzień powrotu do pracy na full time był hardkorowy, dla mnie bardzo wyczerpujący, bo nagle po 11-12h poza domem trzeba spędzać, i rano trzeba wstać, nie ma słodkich leniwych poranków z dzidziolem. Ale potem już z górki. My Mamy mamy siłę i moc ;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>