Mama pourodzinowa

lut 17, 2014 by

Mama pourodzinowa

Urodziny, niby robimy się o rok starsi, a jednak sprawiają mi wielką przyjemność. Nie musi być imprezy, balonów, niespodzianek, wyjść i fajerwerków. Gdy najbliżsi pamiętają, a reszta znajomych pofatyguje się, by złożyć mi życzenia (bo ja niejednokrotnie widząc, że ktoś ma urodziny, nawet nie złożę mu z lenistwa życzeń), gdy dostanę jakiś drobiazg, wybrany i kupiony specjalnie dla mnie z sercem, czuję się szczęśliwa.  Wiem, że za rok, gdy na czele stanie zadowolona cyfra ‚3’ pokazując mi język, poczuję, że coś się zmieniło i zapewne nie będzie mi tak do śmiechu. Ale to za rok, póki co przez rok pozostaje ze mną ostatnia ‚2’ na przedzie.
Kto by pomyślał, może nie tak niedawno, ale dobrze pamiętam jak smutno mi było, gdy skończyły się ‚1’ z przodu, gdy wkroczyłam w mniej lub więcej dorosłość pełną parą, czując się nadal jak nastolatka. Od tamtego czasu zmieniło się wszystko, począwszy od tego co jest w mojej głowie, życiu, kogo mam przy boku, gdzie mieszkam i co robię.
Patrząc na swoje życie z perspektywy czasu, myślę, że tego mniej lub bardziej oczekiwałam, miałam nadzieję, że mając te niemal 30 lat (10 lat temu każdego 30 latka miałam za staaarą osobę hmm…) będzie ktoś przy moim boku, pewnego rodzaju stabilizacja, pewna praca i dziecko. I jak w miarę spokojnie podchodziłam do każdej z tych dziedzin, tak do tej ostatniej, posiadania dziecka, zawsze byłam pewna wątpliwości i niepewności. Myślę, że każda z nas zastanawiała się kiedyś czy będzie łatwo znaleźć partnera, którego będziemy chciały obdarzyć ojcostwem naszego dziecka.
Nie powiem, że cofając się o kilka lat nie miałam takich wątpliwości, bo nie dość, że trudno znaleźć odpowiedniego faceta, to potem, miewając lepsze lub gorsze z nim chwile, idzie powątpiewać z słuszność swoich decyzji i planów na przyszłość. Ale siła związku tkwi w zdolności do kompromisu, zgody, wzajemnym zrozumieniu i chęci poprawy. I jeśli obie strony tego naprawdę chcą, to musi się udać. Bo jeśli się kocha, takiej szansy nie wolno zaprzepaścić.
A dzisiaj, mam najwspanialszego Synka, jakiego mogłabym sobie wymarzyć, mężczyznę, który dba o mnie, o nas i nas kocha. Mamy dom, pracę pozwalającą finansowo odsapnąć i nie martwić się o rachunki, większe wydatki, czy nawet wakacje raz do roku. Staram się nie narzekać, że trzeba przyoszczędzić, że nie możemy odwiedzić Polski, albo, że mamy katar. To wszystko jest tylko dowodem na to, że żyjemy i mamy się dobrze. Świadectwem i przypomnieniem, że tyle ludzi na świecie nie ma albo Rodziny, albo domu, jest śmiertelnie chora, albo wszystko na raz. Póki mogę, cieszę się tym, co mam, mając świadomość, jak wszystko jest kruche. Szczególnie jestem wdzięczna, za mały wielki cud urodzony te niemal pół roku temu!

A propos, Mama i Tata mieli Walentynki, Mama miała Urodziny, a Groszek? A Groszek też otrzymał swoją porcję wrażeń i przyjemności. Jak nie goście, to prezenty!
W zeszłym tygodniu byliśmy w Lidlu, ubolewam, że w Lidlu w UK nie sprzedaje się ubranek dla niemowląt. W Polsce to legginsy, to piżamki, a tutaj, mimo, że asortyment taki sam jak w Polsce, to jednak pod względem ubranek dla mojego Groszka, wybrakowany. Wtedy udało nam się kupić 4 książeczki z miękkimi okładkami i tekturowymi stronami. Mają śliczne kolory, różne faktury w środku (np. słoń ma imitację swojej skóry na obrazku, owca wełny, a pies sierści), wyglądają o tak:

ND3_7697 ND3_7699 ND3_7700 ND3_7702 ND3_7704 ND3_7706Nie zdecydowałam się na zakup innych zabawek dla niemowląt/małych dzieci dostępnych w Lidlu, oferta była kusząca, ale po zagłębieniu się w temat odkryłam, że nie tego szukam w produktach dla dzieci. Co prawda pojemniczki z dziurkami na dnie, różnych wielkości były ładne, podobnie piramidka z kręgami, wszystko firmy Disney. Ale materiał, plastik, w którego były wykonane nie przekonały mnie.
Wyobrażałam sobie, że elementy będą lekkie, bardziej gumowo/plastikowe, nie wykonane z twardego plastiku podobnego do tego, które są trwalsze owszem, ale odpowiednie dla starszych dzieci. Półroczny Groszek mógłby sobie niechcący zrobić nimi krzywdę, na przykład uderzając się krążkiem w głowę. A cena, 6 funtów, również nie porywała. Tego samego dnia na eBayu znalazłam piramidkę krążków z główką żyrafy, cena 4.75 funta, a gdy dotarła, okazała się być z takiego plastiku, o jaki mi chodziło. Lekki, delikatny, idealny dla Groszka. No i co najważniejsze, jemu też się spodobała!

ND3_7768 ND3_7772 ND3_7774 ND3_7791 ND3_7793

Related Posts

Share This

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>