M jak Mama

gru 9, 2013 by

M jak Mama

Chyba każda z nas kiedyś wyobrażała sobie, że będzie w ciąży, przejdzie przez dość intensywne przeżycie, jakim jest poród i zostanie Matką. Każda z nas myślała, oczywiście nie każda pragnęła to ziścić. Ja spędziłam niemal pół swojego życia wyobrażając sobie ‚jak to będzie?’. Jak to będzie być w ciąży? Jak to będzie rodzić? A co najtrudniejsze, ale i najwdzięczniejsze: jak to będzie podjąć się opieki nad noworodkiem, dalej niemowlakiem, po prostu dzieckiem?

Od czasu liceum towarzyszyła mi obawa, że może wcale nie będę mogła zajść w ciążę, może swoim życiem, funkcjonowaniem zrobiłam coś, co mi na zawsze uniemożliwi doznanie jak to jest nosić w sobie malutkiego człowieczka. A może od urodzenia będzie z moim organizmem coś nie tak, że po prostu się nie da. To nie była obawa, tylko strach, dość duży.

Nigdy nie byłam ‚za dziećmi’, jakoś stroniłam od takich maleństw, wydawało mi się, że jeśli wezmę je na ręce, to się rozbeczy i będzie mi przykro. Nigdy też nie umiałam ‚rozmawiać’ i zabawiać takich dzieci. Uwielbiam za to takie już kilku letnie, z którymi można – w miarę inteligentnie – porozmawiać i dzieci takie też lubią mnie. Ale niemowlę? A jeszcze nie daj gorze (tak, gorze, od Martina Gore’a) noworodek?? Strach w ogóle zbliżać się do takiej kruszynki, naprawdę, wydawało mi się, że potrzebowałabym grubej ilustrowanej instrukcji dla topornych. I tak dookoła Wojtek: nie zbliżałam się do nich, bo nic o nich nie wiedziałam, a nie wiedziałam o nich nic, bo się do nich nie zbliżałam. ;)

Zawsze wiedziałam, że dzieci chcę mieć, w pewnym okresie swojego życia rozważałam nawet opcję posiadania i 5 dzieci. A to dlatego, że spędziłam trochę czasu z taką rodziną i podobała mi się bardzo panująca tam atmosfera. Gwar, śmiech, zabawa i rodzinna cudowna kochająca atmosfera. A z drugiej strony rozważałam posiadanie tylko jednego dziecka mówiąc: najpierw muszę przejść przez ciążę i doświadczyć porodu, żeby w ogóle móc cokolwiek planować. Choć nie, opcja posiadania jedynaka odpadała zawsze. Bo w mojej głowie pojawiała się myśl: a co, gdybym to ja nie miała swojego najukochańszego Brata, bo mimo tego, że 6 lat starszy i całe dzieciństwo się żarliśmy, to i wtedy i teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego. I nigdy nie chciałabym zrobić tego mojemu dziecku, że nie miałoby kogoś tak bliskiego jak brat/siostra.

Zawsze podobały mi się kobiety w ciąży, zawsze kobieta taka wydawała i nadal wydaje – choć teraz inaczej na to patrzę – wyjątkowa, jakby – i może zabrzmi to zbyt religijnie – miała wokół siebie poświatę, bił od niej blask. Fakt, że rozwija się w niej nowe życie, jest dla mnie czymś niesamowitym. Dlatego bardzo, ale to bardzo byłam ciekawa jak przeżywa się ciążę, co się wtedy czuje. I dlatego też, gdy test ciążowy pokazał dwie kreseczki, wiedziałam, że ta niezwykła podróż właśnie się zaczęła.

Zabrzmi to naprawdę dziwnie, ale idąc na pierwsze usg w 12 tygodniu ciąży, nie mogłam uwierzyć, że naprawdę jestem w ciąży. Tym bardziej, że tutaj w Anglii kiedy poszłam do lekarza ogólnego i powiedziałam, że jestem w ciąży, on zawierzył mi na słowo i kazał umówić się z położną (tutaj to one prowadzą ciążę). Bez żadnych testów, pytań, nikt nie sprawdził tego, dlatego usg miało mnie osobiście przekonać, że to prawda. Że ja noszę w sobie małą prześwitującą istotkę, którą za pół roku urodzę i będzie całkowicie zależna ode mnie i będzie przy mnie przez następne 18 lat. To usg miało mnie w tym utwierdzić. I doznałam szoku widząc to pływadełko machające kończynami i wystawiające język.

Początek ciąży jest dziwny, bo jeśli ma się to szczęście, że przechodzi się ją delikatnie, to nic nie wskazuje na to, że nosimy w sobie dziecko. Brzuch pozostawał płaski, dlatego tak trudno było mi uwierzyć w ten cud. Gdy zaczął rosnąć, uwiecznialiśmy każdy dodatkowy centymetr na zdjęciu i chyba tylko my na początku widzieliśmy różnicę. Poczułam się pewniej, gdy w 16 tygodniu poczułam pierwsze ruchy, lekkie smyranie od środka, dopiero gdy poczułam je kilka razy, wiedziałam, że to To. Od tego momentu pojawił się pierwszy rodzicielski instynkt, odruch, mianowicie obawa o życie tego maleństwa. Właściwie drugi, bo pierwszy to ten, gdy dowiedziałam się o ciąży, wtedy każdy dzień myśli się, by ją utrzymać. Pod tym względem Anglia jest dość bezlitosna, przed ukończeniem 3 miesiąca ciąży, nikt nie interesuje się nami. Mam na myśli w kontekście ewentualnej utraty ciąży, nie ‚ratuje’ się jej, a pozwala na jej stratę. Tak więc drugi etap obawy, którą doświadczyłam związany był z ruchami dziecka. Dla swojego spokoju musiałam dość regularnie czuć jego ruchy, bo gdy zabrakło ich – w moim mniemaniu – zbyt długo, denerwowałam się. Jest to naturalne, każdej kobiecie mówi się, by zwracała na to uwagę, bo daje to pewność, że z dzieckiem wszystko w porządku. Zwłaszcza w późniejszym etapie ciąży.

Gdy na drugim usg – w 20 tygodniu – poznaliśmy płeć, to było istne szaleństwo. Człowiek wyobraża sobie wszystko dotyczące jego dziecka. Jak będzie wyglądać, jaki będzie miał nosek, a jaki głos i jak będzie na mnie patrzył. Jak długi i ciężki się urodzi? Jak wysoki urośnie i jakim człowiekiem będzie. Wszystko powoli zaczyna się wizualizować i powstawać w wyobraźni wraz z rosnącym brzuchem. Zaczyna się przyzwyczajać do ruchów, poznawać je od zupełnie nowej strony. Jak wtedy, gdy Groszek zdawał się skakać jak po trampolinie po moim pęcherzu, czy wbijać nogi w prawy bok, albo pupą rozpychać się pod moimi żebrami – doświadczenie bezcenne. :-)

A poród? Chciałam strasznie dowiedzieć się jak to jest przeżyć rozpoczynający się pierwszy etap porodu, czyli pierwsze skurcze, bądź odejście wód płodowych, czy tzw. czopa śluzowego. Niestety, z jakiegoś powodu mój organizm postanowił inaczej. Długo po narodzinach Groszka miałam do siebie żal, do swojego ciała, które odebrało mi tę możliwość. Tyle się naoglądałam filmów i programów o kobietach rodzących, że sama nie mogłam doczekać się jak to będzie w moim wykonaniu. I na nic się to zdało, poród wywoływany, przebijanie wód, kroplówka z hormonem, w skrócie – do kitu. Więcej pisałam o tym tutaj. A samo rodzenie jest zjawiskiem trudnym do opisania, doznanie, gdy poznaje się swoje dziecko po tylu miesiącach zastanawiania, zadawania sobie pytań, obaw i ciekawości, również. Polecam każdej kobiecie, naprawdę! :-)

Gdy Groszek się urodził byłam tak zaabsorbowana nim, opieką nad nim, że nawet nie miałam czasu zdać sobie sprawę i nazwać jego Mamą. Która przez to przeszła, może zrozumie, może też to czuła. Nie byłam Mamą mojego synka, ale byłam osobą potrzebną mu do tego żeby się najeść i spokojnie zasnąć. Miałam być, by zmienić pieluszkę, przytulić, gdy potrzebował przytulenia, umyć i nic więcej. Nie nazwałabym to brakiem instynktu macierzyńskiego, bo nikomu nie pozwoliłabym skrzywdzić jego, już od momentu, kiedy jeszcze nosiłam go w sobie, ale chyba był to okres zaznajamiania się z nową rolą. Nie nazywałam się nawet ‚Mamą’, to przyszło z czasem, słowo ‚Mama’ mając na myśli siebie brzmiało naprawdę dziwnie. Czułam się za niego odpowiedzialna, wiedziałam przecież, że to JA urodziłam JEGO, ale jeszcze wtedy nie był Synusiem Mamusi. A raczej ja nie byłam Mamusią swojego Synusia. Szok trwał kilka dobrych – pierwszych, najtrudniejszych – tygodni. Wtedy też świeżo upieczone Mamy są z reguły wykończone. Dziecko nie zna świata, nie ma pojęcia jak żyć i funkcjonować, a co dopiero jego Mama, która jest pierwszą osobą, żeby je wszystkiego nauczyć. Już wspominałam o tym we wcześniejszych wpisach, ale opieka nad takim maluchem jest praktycznie całobodowa, a sen przychodzi pomiędzy obowiązkami, nieważne czy w dzień czy w nocy. Wtedy, kiedy dziecko na to pozwoli. Z noworodkiem jest jak ze wszystkim nowym – początki bywają trudne, ale wiadomo też, że to tylko kwestia czasu i przyzwyczajenia, a wszytko zmienia się na lepsze.

USG tydzień 12

1361546818156USG tydzień 20

kto widzi to co ja na tym zdjęciu?

20130417_123837_edit0

 

Related Posts

Share This

1 Comment

  1. Marlena

    Chciałam Ci tylko powiedzieć ze ja też długo nie umiałam się nazywać MAMĄ. Teraz jest to tak naturalne i tak spontaniczne ze robie to z milion razy dziennie i nawet przez chwilę się nie zawaham. Mama to określenie dla kobiety gdy jest ta piękna relacji między kobietą a jej dzieckiem… a nie sam fakt posiadania dziecka. I na początku trzeba się tego naczyczyc. Kocham moja córkę każdego dnia bardziej i ogromna we mnie dumą wybiera gdy patrzę na jakiego mądrego i pięknego człowieka rośnie. Pozdrawiam i będę napewno dalej śledzić twoje wpisy;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>