kobieta zmienną jest

lis 29, 2013 by

Czy kobieta zmienia się po ciąży?

Ooo tak!

Bardzo często ciężko tego nie zauważyć. W 9 miesiącu ciąży ważyłam ponad 90 kg…90kg!!! To brzmi strasznie, czułam się i w swoim mniemaniu wyglądałam jak monstrum, jak napompowana na twarzy, brzuchu, a całą resztę wypchałam tłuszczem. Tak się czułam i wyglądałam…oczywiście (prawie) każdy mi powie, że to normalne, że wcale tak nie wyglądam jak to opisuję, a co śmieszniejsze, ze 100% pewnością i przekonaniem wmawiałabym to samo każdej dziewczynie, która byłaby w tej samej sytuacji co ja wtedy, ale jakoś – jak wiemy – gdy dana sprawa dotyczy siebie samej, zazwyczaj zmienia to postać rzeczy. Tak więc gdy urodziłam i wskoczyłam dopiero po kilku tygodniach na wagę, pokazywała bodajże nieco ponad 80kg. Być może warto wspomnieć, że kruszynką nie jestem, bo mam ponad 1.8m, lecz niestety waga moja raczej nie rozkłada się sprawiedliwie i hojnie w piersiach i bioderkach tworząc cudowne kobiece kształty, a gromadzi się raczej tylko i wyłącznie w okolicy tyłka i ud!

I co tu dużo mówić, do dzisiaj tak zostało…powinnam może uznać za sukces fakt, że WCISSSNĘĘĘŁAM się w spodnie sprzed ciąży, tylko, że zaraz…przed ciążą one były na mnie nawet w okolicach tyłka luźne, a teraz? Nazwijmy to ładnie – są mocno dopasowane…aż strach się schylać :)

Oczywiście szczerze zazdroszczę tym wszystkim dziewczynom, które nigdy nie doświadczyły cellulitu, czy rozstępów (dalej nie rozumiem czym kierowała się Matka Natura tak niesprawiedliwie rozdzielając urodę), a po ciąży w przeciągu tygodnia, czy aż miesiąca wróciły do swojego rozmiaru…34.

Ale pomówmy tu o normalnych dziewczynach! ;) Miałam to szczęście, że całe swoje dziecięce, młodzieńcze, a nawet swoje młode życie dorosłe przechodziłam z mega płaskim brzuchem i gdy tak wiele z moich znajomych narzekało i pokazywało mi swoje ‚boczki’, temat ten i problem pozostawał mi raczej obcy…parę centrymetrów niżej za to silnie trzymał się na miejscu problem mój.

Sytuacja zmieniła się oczywiście kiedy zaszłam w ciążę i brzuch rósł i rósł, a ja wyobrażałam sobie co będzie z tymże brzuchem, gdy już urodzę, czy możliwe jest, że za kilka miesięcy będzie wyglądał on jak dawniej? Trzeba przyznać, że pozostałam bez żadnych blizn, tj. rozstępów, codziennie w ciąży dzielnie smarowałam piersi, brzuch i powiedzmy sięgałam  aż do ud. Może temu, a może genom, a może dzięki swojemu wiekowi zawdzięczam choć tyle. Gorzej z piersiami i moją ‚drażliwą’ okolicą ciała. ‚Popękały’ mi piersi, które rosły rosły rosły aż urosły o dwa rozmiary, no i tradycyjnie uda i tyłek. Zawzięcie smarowałam się BioOilem, który podobno czyni cuda, ale chyba w moim przypadku ja nie zasłużyłam na Bio Oilowy cud, bo rozstępy są, choć może faktycznie nieco ich mniej/zjaśniały?

A co z resztą ciała? Pół ciąży (i dobry jeszcze miesiąc po) męczyłam się ze strasznie opuchniętymi stopami, a właściwie z nogami, aż do kolan. Nie dość, że nie wchodziłam w żadne ze swoich butów (dobrze, że było ciepło to nosiłam sandałki), to jeszcze skóra była straszliwie napięta, bolała i swędziała. W pewnym momencie po ciąży zdążyłam pomyśleć, że tak już mi zostanie na zawsze, bo tak dawno nie widziałam swoich stóp w normalnym rozmiarze. To na szczęście ustąpiło…

Ostatnie miesiące ciąży cierpiałam też na dość wysokie ciśnienie – które koniec końców zemściło się na mnie tym, że mój poród był taki, a nie inny, ale o tym kiedy indziej. Ja! Osoba z normalnym ciśnieniem około 110/60, na sam koniec ciąży wkroczyłam w niebezpieczny obszar 140/90, a podczas porodu 180/110. Efekt uboczny tego utrzymywał się również po ciąży, jednakże odszedł tak samo, jak stopy balony.

Poza powoli powracającą do normy wagą i innymi niesprzyjającymi fizycznymi konsekwencjami ciąży jest jeszcze strona druga…psychiczna/psychologiczna.

Zacznijmy od tego, że w ciąży stałam się straszną niezdarą. Ręce moje już nie były w stanie porządnie chwycić przedmiotów, a gdy to się udało…jakimś dziwnym sposobem lądowały one i tak na ziemi chwilę później. Wszystkie delikatne rzeczy w domu wyszły na szczęście wbrew temu bez szwanku, co się jednak naschylałam, to moje…a uwierzcie mi, ostatnią rzeczą jaką chcecie przy wadze 90kg i wielkim brzuchu to podnoszenie czegoś z ziemi. Nie raz zdarzało się, że podnosiłam coś z ziemi, kartkę, czy długopis i prostując się, znowu upadał.

Ogólnie chyba panuje opinia, że po ciąży kobiety są bardziej roztargnione. Dzisiaj gdy wilgotne chusteczki do czyszczenia łazienki upadały mi po raz trzeci olśniło mnie i zrozumiałam dlaczego tak jest! ;)

Ja po prostu 95% swojego czasu i umysłu poświęcam Groszkowi: w co go jutro ubrać, o której iść z nim na spacer, czy już powinnam kupić mu nowe pieluszki, żeby tylko nie zapomnieć o szczepieniu, żeby nie zapomnieć poszukać witaminy D w aptece internetowej, czy nie trzeba dopompować opon w wózku, muszę jeszcze odciągnąć mleko, czy to dobrze, że zasypia na łóżku, czy o czym najpierw napisać na blogu?? Doskonale wiecie – każda z Mam – że te myśli i wszystko co z nimi związane, czyli planowanie w czasie, planowanie wydatków z tym związane, dobieranie kolorów do idealnie skomponowanego stroju i myślenie o tym, by nie ryczał po szczepionce odbywa się praktycznie w jednym czasie, a coś tak błahego jak trzymanie wilgotnych chusteczek sprzęża już nieco z tymi wszystkimi ważnymi powodami Waszego i mojego roztargnienia, czyż tak nie jest???

Related Posts

Share This

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>