Jak oszukać własne dziecko . . .

sty 21, 2014 by

Jak oszukać własne dziecko . . .

. . . no może nie oszukać, ale odwrócić uwagę choćby na tę chwileczkę, by zdążyć chociaż umyć zęby, wysikać się, czy dać kotom jeść. . . bo żeby dać SOBIE jeść, to wyższa szkoła jazdy jest. U mnie sprawdza się coś na mega szybko, takie danie instant, czyli owsianka, teraz sprzedaje się tego w marketach na pęczki, wiecie, wysypać z paczuszki śmieci, zalać mlekiem, wrzucić do mikrofali i po 2 minutach mamy względnie zdrowe i pożywne danie. To w związku ze śniadaniem, które obiecałam sobie i Wam, że jeść codziennie będę.

Aby oszukać dziecko i móc zniknąć na chwilę krótszą, bądź dłuższą, potrzeba kilku prostych sztuczek, każda Mama wykształca ten mechanizm przetrwania, by nie zemdleć z głodu, albo nie popuścić w końcu przy kichnięciu. Gdy Groszek był mniejszy oszukiwanie go było łatwiejsze, bo nie dość, że mniej rozumiał, to jeszcze nowe miejsce, rzeczy budziło jego zainteresowanie, a gdy już wywęszył podstęp, ja miałam swoją sprawę z głowy. Teraz, znacznie bardziej bacznie mnie obserwuje i zdecydowanie bardziej chce być tam, gdzie ja. A jeśli dla odmiany zgodzi się udawać, że dał się oszukać, to i tak miejsce bądź rzecz, którą mu zaoferowałam nudzi go znacznie szybciej. I tak:

Dzisiaj oszukałam Groszka chcąc podciąć mu pazurki. Wszystko przez to, że strasznie podrapał sobie nóżkę. . . :| Obecnie ma fazę na podciąganie nóżek i chwytanie za stópki, jednocześnie też podwija sobie spodenki i próbuje chwycić za nóżki, no i drapie. . . i co zrobiła sprytna Mama jego? Wzięłam łapkę do ręki swojej – od dawna już nie podcinamy pazurków gdy śpi, bo po prostu w ciągu dnia nie nadarza się taka okazja, że śpi w dostępnym dla obcinania pazurków miejscu – i żeby przestał wierzgać i wymachiwać wszystkimi kończynami zaczęłam mu ‚śpiewać’, nierzadko wydaję też dziwne śpiewającopodobne dźwięki, Groszek wtedy zastyga i nasłuchuje, mi wydawanie głupich dźwięków trudności nie sprawia, więc szybko uporałam się z obcinaniem. :)

Również dzisiaj zdarzyło się – jak i wiele razy w ciągu dnia – że musiałam go odłożyć, a gdy on – Synek mój – w humorze na odkładanie nie jest, przyszedł czas na szybkie odwrócenie uwagi w postaci pluszaka, trzeba przyznać, że ten prezent robi wrażenie i sprawnie jest w stanie zainteresować takiego maluszka . . .popatrzcie tylko:

ND3_6666Groszek próbował chwycić to Coś w rączki i miałam na chwilę go ‚z głowy’. Będzie prościej, gdy już łapać lepiej będzie umiał, wtedy zapoznawanie się z obiektem zajmie mu więcej czasu, bo nic mu już z rączek wypadać nie będzie. Taką nadzieję mam ja. . . :) Tak więc do zajęcia czymś malca przydają się: gryzaki, piłki, pluszaki. Zawsze muszą być pod ręką.

Co jeszcze robię, by zyskać kilka minut? Sadzam Groszka, oszukuję tym samym i siebie i jego, bo doskonale wiem, że on siedzieć jeszcze nie umie i zawsze kończy się to tak samo, po minucie jest płacz i zgrzytanie dziąsłami, bo jak zwykle dziecię moje obsunęło się na boczek albo zsunęło w dół i leży teraz wygięty i pomięty i po prostu mu źle i niewygodnie. Rada jest jedna, dwie w zasadzie, najlepiej poczekać, aż faktycznie będzie siadał, ale póki co: lepiej go zabezpieczyć, by nie przewalał się na boki, bo wańką-wstańką to on nie jest :)

Teraz pewnie te wszystkie porządne Mamy mnie skarcą w myślach, albo w komentarzu, ale wybaczcie czasem inaczej się nie da, znam już na tyle swoje dziecko, żeby wiedzieć, kiedy coś nie zrobi na nim wrażenia, otóż bywa, że jedyną opcją, by dziecię zamilkło i dało mi spokojnie chociażby się ubrać do wyjścia na spacer jest położenie go tak, by widział telewizję. Nie zamierzam nauczyć dziecka oglądania telewizji, właściwie na tym etapie dzieje się tak tylko wtedy, gdy wiem, że to go uspokoi, pozwoli mi, na ogarnięcie się. Nie polecam, acz działa. Ale gdy zmęczenie, bądź głód bierze górę, nawet ‚ukochana’ telewizja nie pomaga.

No i podstawa, choć niekoniecznie w tym wypadku dziecko zostaje samo, by dać nam parę minut samotności, ale przynajmniej nie marudzi, co wiele Mam na pewno uzna za wystarczająco dobry argument. Otóż pakuję Groszka na jego wibrujący bujak i zabieram ze sobą, najczęściej do kuchni. I to też, działało lepiej jeszcze kilka tygodni temu, obecnie co chwila zwala on zabawkę i znów siedzi/leży niezadowolony, do tego się pręży i robi cały czerwony, przy tym mu się ulewa, a ja nawet dobrze pozmywać nie mogę, no, ale ogólnie się sprawdza. . . ;)

Ogólną zasadą jest: przekładanie z miejsca na miejsce, to sprawdza się zwłaszcza rano, gdy na nic innego naprawdę nie mam siły. Najpierw leży pod karuzelką na łóżku, następnie próbujemy pospać w łóżku, a gdy to nie skutkuje kładę go na macie edukacyjnej, przy czym doczepiam w zasięgu jego dłoni więcej zabawek niż mata to przewidziała. Przewieszam inne zabawki tak, by miał je nad głową, to daje mi więcej czasu. Czasem nawet zdołam przysnąć. . . ;)

Coś, co działało przez jakiś czas jako dobry usypiacz był pasjans w mojej komórce, brałam Młodego do siebie do łóżka, trzymałam nam nad głową  komórkę i grałam. Szczęśliwie po kilku minutach Grocha znudzała cała ta maskarada z kartami i najnormalniej w świecie odwracał główkę i szedł spać, obecnie oczywiście sprawdza się to już rzadziej, ale co zrobić, kombinuję jak mogę, stąd niekiedy nie za bardzo poprawne metody. Ale gdy Matka jest bez sił, chwyci się wszystkiego by uspokoić dziecko, bo gdy ono nie płacze, Mama ma lepszy humor, nie traci cierpliwości, a tym samym lepiej zajmuje się pierworodnym.

Dawniej działało też kładzenie Groszka w wózku, gapił się wtedy w taki nasz dziwny przezroczysty daszek i miał zajęcie na kilka, kilkanaście minut, czasem nawet na końcu przysypiał. Obecnie w miejscu, gdzie stoi wózek panuje niekiedy temperatura jak na zewnątrz = nieodpowiednia dla Groszka, stąd ta miejscówka odpadła.

A czego próbuję najczęściej i najpierw? Po prostu smoczek. Jest on dobry na moment, gdy dziecko traci cierpliwość, najczęściej wtedy. Gdy jest zmęczone, głodne, smoczek uspokaja, a mi daje chociażby te 3 minuty na przygotowanie mleka. Czasem się zapominam i za często ‚zatykam’ Groszka smoczkiem, próbuję się na tym łapać i pilnować, nie chodzi o to, by ciamkał go bez powodu, ale by służył tylko w sytuacjach mniej lub bardziej kryzysowych.

No i oczywiście jeśli potrzebujecie czasu dla siebie, wręczcie dziecko partnerowi, gościowi, mamie itp. Oni i tak mają Wasze dziecko na rękach za rzadko, więc na pewno się ucieszą, a Wy zobaczycie swojego malca z innej perspektywy. :)

A Wy? Jak ‚oszukujecie’ swoje dziecko, zanim się zorientuje i podniesie alarm? Na pewno macie jakieś sposoby godne polecenia. :D

 

Related Posts

Tags

Share This

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>