Jak one to robią?

maj 9, 2014 by

Jak one to robią?

Tak się głowię i zastanawiam… Jak dzisiejsze Mamy radzą sobie z opieką nad przemieszczającymi się już maluchami? Począwszy od tych, co poruszają się pełzając, poprzez te raczkujące, na już stojących i chodzących kończąc. Ja rozumiem, że dziecko można i trzeba mieć na oku, że trzeba się z nim bawić i spędzać wspólnie czas. Wiem, że po to jestem na macierzyńskim, by poświęcić i oddać się w pełni wychowaniu i opiece nad dzieckiem, jednak…gdybym miała przebywać z Groszkiem 24 godziny na dobę wytworzyłaby się relacja co najmniej niezdrowa. ;) I wcale nie taka dobra dla żadnego z nas.

Ale pozostając przy normalnym przebywaniu z dzieckiem w domu, czasem po prostu wychodzę do kuchni, do toalety, a to skoczę na piętro, czy muszę otworzyć drzwi listonoszowi. Wtedy Groszek w pokoju, na podłodze w otoczeniu zabawek, mebli i sprzętów mniej lub bardziej jemu imponujących i (nie)bezpiecznych pozostaje zupełnie sam. No i tu pojawia się problem. Nie od dziś wiadomo, że to, czego dziecku/człowiekowi nie wolno, pociąga najbardziej. Najbliżej ziemi znajdują się płyty dvd – w sumie niegroźne, fotel i sofa – o ile nie spróbuje się po nich wspiąć, to również nie stwarzają zagrożenia, oraz donice (ciężkie, bo dość wysokie i ceramiczne). Ponadto dwa progi (jeden przy oknie, drugi przy kominku), które same proszą się o moją wizualizację jak na filmach: Groszek zbliża się, siada nieopodal progu, próbuje się obejrzeć i ciach leci głową w próg, uderzając się w jego kant… Same panele, bo nie są dywanem, automatycznie stwarzają niewielkie zagrożenie obicia się, bo chyba najsprawniejszemu bobasowi zdarzy się rąbnąć głową w podłogę. Póki co Groszka nie ciągnie do stolika przy sofie, czy tego z telewizorem, całym sprzętem elektronicznym, no i co najważniejsze: przyciskami, pokrętełkami i wyświetlaczami. Ale za to upodobał sobie ‚bębnienie’ w soobwoofer, któremu na szczęście krzywdy póki co nie zrobił, ani wzajemnie.

Zanim jednak dojdzie do sytuacji, w której powiemy sobie, że trzeba było pomyśleć i jej zapobiec, od kilku dni, a może nawet tygodni rozważaliśmy zakup kojca. Mowa była tylko o kojcu na tyle dużym, by zapewnić Groszkowi swodobne poruszanie się  – podobne do tego, które uskutecznia teraz pełzając i turlając się po całym pokoju – i mieć pewność, że poza wyznaczoną granicę nie wyjdzie, nie sięgnie i nie spowoduje ‚ała’. Ebay na szczęście oferuje spory wybór tego rodzaju produktów. Do wyboru jest opcja bardziej naturalna: drewniana oraz być może stabilniejsza: metalowa. Drewno przyjmuje uderzenia lepiej i delikatniej oddziałowuje na poobijaną głowę, dlatego zdecydowaliśmy się na nie. Co do wielkości, panuje jednakowa miara i forma sprzedaży, kojec składa się z paneli szerokich na około 90 cm i wysokich na około 70 cm. Z 6 paneli (i tu dostępne są węższe elementy układanki) zbudujemy 6-kąt, z 8, 8-kąt albo duży kwadrat. W naszym przypadku chodziło o coś średnicy około 150 cm, ale sprzedawcy oferują jedyne rozmiar około 120 cm i 180 cm. Skoro mamy więc wybierać, wybraliśmy zestaw 8 paneli, z którego wybierzemy, czy kształtem bardziej będzie odpowiadał nam 8-kąt, czy kwadrat.

Dla lepszego wyobrażenia sobie o czym właściwie piszę, klik TUTAJ na aukcję internetową eBay, z której nabyliśmy kojec. Jego cena trochę uderzyła w portfel, ale wolę pozbyć się pieniędzy, niż zdrowia i nerwów, gdy zastanawiam się zalewając kawę, czy Groszek już dotarł do donicy, czy progu i czy w momencie wsypywania cukru do kawy nie leci właśnie głową prosto na kant progu. Zastanawiam się tylko, że u żadnej z blogerowych Mam nie zaobserowałam podobnych problemów, co one takiego cudownego w takim razie robią ze swoimi dziećmi, że nie muszą się o nie martwić? Bo chyba nie spędzają z nimi KAŻDEJ chwili i nie zabierają ze sobą do toalety, kuchni, a może trzymają na krótkiej gumowej smyczy, by mieć pewność, że krzywda im się nie dzieje. A może podwieszają cały sprzęt w domu, remontują go? A może opróżniają pokój, w którym za dnia przebywa dziecko, ograniczając się do dywanu i piankowyh ścian? ;) Ej tak serio Mamuśki, jak sobie radzicie ze szwędaczami?

A tak na koniec, zamykając temat pozytywnym akcentem…doczekałyście się! Są zdjęcia! Wprawdzie w otoczeniu tych samych mebli, w tym samym pokoju, z tymi samymi ciuszkami i tym samym Groszkiem. Ale zakładam, że wszystkim tym, którym się to znudziło, nie czyta w tym momencie tego wpisu: chwała Wam za to! ;)
Trzeba przyznać, że Groszek jest mega pociechą, samo obserwowanie go jest frajdą!

ND3_9009

ND3_9008

ND3_9010

ND3_9012

ND3_9015

ND3_9018

ND3_9027

2 Comments

  1. U nas kojec króluje. Jak mogłaś zobaczyć na moim blogu. Jak sprzątałam w łazience, Zośka okupowała wannę. Właściwie cały dom jest „do jej dyspozycji” i rzeczy niepożądane po prostu zniknęły z jej zasięgu. W poście chronić czy dać żyć piszę o tym, że nie mamy żadnych zabezpieczeń :) Ale? Kojec mamy. Oczywiście. Możemy go wystawiać na podwórko, bo jest wygodny w składaniu. Mamy berber siateczkowy. Przydaje się np kiedy gotuję, a Zosia chce zabawy w kuchni – biorę go do kuchni itp :)

    • Mama Groszka

      Sprawdzę przy najbliższej okazji Twój wpis i z którego kojca korzystasz. U Ciebie na blogu tyle się dzieje, że nie nadążam, przyznaję się! :)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>