Historia pewnych kotów…

sty 18, 2014 by

Historia pewnych kotów…

Zakładam, że czytacie mój blog od deski do deski i wiecie, że mamy koty. ;) Dwa koty, kotki w zasadzie. Co ciekawe, to matka i córka. Ale ich wygląd jest mylący, bo nie wyglądają na spokrewnione, a nawet na jedną rasę. Mama szara, brytyjsko-podobna, córka czarna, szylkretowa, długowłosa, trochę norweska. Wierząc w zasadę, że nic nie dzieje się w życiu bez przyczyny i my wierzymy, że pojawienie się Kitola w naszym życiu nie było przypadkiem.

Zimą 2010 roku szykowałam nasze wtedy dość jeszcze nowe auto do podróży do Polski. Obklejałam dywaniki taśmą, bo były jasne – jak i skóra w środku – i chcieliśmy zaoszczędzić sobie gruntownego ich czyszczenia po powrocie z Polski. Wiecie śnieg, brud, błoto itp itd. I wtedy zobaczyłam ją…nie miała jeszcze roku, śliczna, szara, przyjazna kicia, która nie potrzebowała dużo czasu, żeby wskoczyć do auta i pozwiedzać go, gdy ja w tym czasie robiłam swoje. Miałam wielką nadzieję, że po powrocie z Polski jeszcze ją zobaczymy. I była tam, dawała się pogłaskać, wziąć na ręce, bywało, że i chętnie szła do naszego mieszkania i chciała się bawić, czy pospać na kolanach. Z czasem wizyty te były coraz dłuższe, częstsze. Kupiliśmy koci przysmak, koci drapak, potem kocią kuwetę, a ja wytrwale wypatrywałam jej i wpuszczałam do nas, do mieszkania.

Miała obróżkę z dzwoneczkiem, wiedzieliśmy, że jest czyjaś, nie było mowy o zaoferowaniu jej stałego domu. Ale potem przyszła wczesna wiosna i wokół niej zaczęły kręcić się dwa kocury. Jeden rudy, drugi czarny. Naiwnie miałam nadzieję, że kotka jest wysterylizowana, albo, że kocurom wcale nie uda się zrobić tego, co i tak zrobiły. Kotka nadal dzielnie do nas przychodziła, bywało, że zostawała na noc. Ale w marcu okazało się, że wyprowadzamy się stamtąd. Równocześnie zauważyliśmy, że jej rośnie brzuch…i pojawił się wielki dylemat. Bo wtedy już przychodziła do nas codziennie, właściwie traktowała jak właścicieli. Nie wiedzieliśmy, czy bywa jeszcze w ogóle w swoim ‚starym’ domu. Zadzwoniłam do RSPCA i zapytałam co robić. Kotka jest ciężarna, my się wyprowadzamy, a ona traktuje nas jak dom – z naszej winy. Doradzono, byśmy przestali ją karmić, to powinna wrócić do ‚domu’. Ale jak przestać karmić kota, który je na potęgę, bo po prostu teraz, bardziej niż kiedykolwiek indziej, tego pokarmu potrzebuje. Zgłosiłam ją, szarą, niby-brytyjską kotkę, z czerwoną obróżką, na tej ulicy, zostawiłam numer i przeprowadzając się, zabraliśmy Kitola z sobą. Sprawa była otwarta, właściciel, który szukałby jej, zadzwoniłby tam (jako jedno z pierwszych miejsc, do których się dzwoni, gdy zaginie zwierzak) i dowiedział się, co stało się z kotem. Nic takiego nie miało jednak miejsca…
I dlatego 16 kwietnia, wczesnym rankiem…Kitol przyszedł do mnie śpiącej na łóżko i zaczął mieć dziwne dreszcze. Zorientowałam się, że nadeszło nieuniknione…zaczęła rodzić. Nigdy przedtem i potem nie uczestniczyłam w czymś podobnym. Praktycznie rodziłyśmy razem. Była strasznie dzielna, każde z kociąt rodziła, po każdym musiała urodzić łożysko. Każde kocię wylizywała i czyściła, a ja tylko latałam z łożyskami do toalety. Oczywiście nie było mowy o zmienieniu miejsca rodzenia, także wszystko odbyło się na łóżku. Ale jak tu odmówić czegokolwiek rodzącej? W kilka godzin uwinęła się ze wszystkim i nad ranem (gdy przyszła pora wstawania do pracy) leżała już wycieńczona ze swoimi SZEŚCIOMA maleństwami. Pierwsze urodziła 2 rude kocurki, a potem 4 czarne (czarnopodobne) kotki. ND3_0686ND3_0687ND3_0688ND3_0689

Trzeba jej przyznać, była/jest znakomitą matką. Wraz z Kitolem przeżyliśmy niesamowitą przygodę wychowania kociąt, zapewnienia im najlepszych warunków rozwoju, naukę przywiązania do ludzi, kuwetowania, chodzenia, skakania, skradania się, ganiania, walk z mamą i rodzeństwem, czy nawet wprowadzania stałych pokarmów. ;) Każde z nich miało imię, które było związane nieodzownie z kotkiem. Goliat – bo był największy przez długi czas (pieszczoch), Hesus – bo gdy jadł, rozkładał łapki na boki jak do modlitwy, jak Jezus (trochę dzikus), Muszka (mała Ninja, najodważniejsza z rodzeństwa) – bo była cała czarna z plamką na piersi, Czarna – cała czarna długowłosa ;) (niedostępna, dystyngowana), Luna – bo nam się bardzo podobało to imię (wariatka), Cynamon – (vel Cycek) kotka czarna z brązowymi plamkami, jak Luna, ale krótkowłosa. Dostarczyliśmy im zabawki różnego rodzaju, a żeby nie zdemolowały nam wynajmowanego domu nabyliśmy kojec, w którym były zamykane na noc.

W pewnym sensie przeciągnęłam ‚tę’ datę…datę oddania ich nowym właścicielom. Miały około 3 miesięcy, gdy wreszcie zostały zaadoptowane. A ja – ich druga mama – ryczałam jak bóbr. By ulżyć i sobie i Kitolowi, zdecydowaliśmy się na zostawienie jednego z kociąt. Padło rzecz jasna na Lunę (vel Luśkę), już po jej urodzeniu się zwróciliśmy na nią uwagę przez brązowy pasek na główce – trochę jak u jej mamy.

Wierzę, że koty trafiły na wspaniałych nowych właścicieli. Goliat – do znajomej, u której i Kitol i Luna spędziły swoje pierwsze wakacje od nas, gdy my byliśmy w Polsce, Hesus u córki Pani pracującej na recepcji w szpitalu zwierzęcym, w którym leczymy nasze koty. Muszka i Czarna u tejże Pani, która bardzo nas pozytywnie zaskoczyła, gdy oznajmiła, że chętnie wzięłaby dwa koty, a Cynamon vel Cycek poszedł do naszej ówczesnej sąsiadki i zyskał kociego przyjaciela.

A jak potoczyło się życie Kitola i Luśki? Otóż bardzo, ale to bardzo cieszy mnie, gdy spędzają razem czas, zwłaszcza na zabawach, bitwach i gonitwach. Żyją w wielkiej zgodzie, czasem razem, czasem osobno, jak to koty. Niekiedy śpią razem, razem zawsze jedzą. Wolałabym widzieć większe przywiązanie ich obojga do siebie, a tymczasem Luna jest straszliwie płochliwa i nie wiemy dlaczego. Boi się ludzi, głośnych dźwięków, przez to jest bardzo posłuszna, bo wystarczy podniesionym tonem wypowiedzieć jej imię, a od razu przestaje robić, cokolwiek złego robi. Nie mam pojęcia skąd wziął się ten jej strach. Normalnie winiłabym jej dzieciństwo, ale sami ją wychowaliśmy i doskonale wiem, że wszystkie koty miały zapewnione spokojne dzieciństwo bez stresu i powodów, by bać się obcych. Po czasie z ludźmi się oswaja, ale gdy tylko słyszy, że ktoś zbliża się do drzwi, leci na podkulonych nogach w bezpieczny kąt na piętrze.
Kitol jest zupełnym przeciwieństwem. Choć, gdy ją poznaliśmy wcale tak nie było. Nie przepadała za typowym kocim przytulaniem się, pozwalała sobie na to tylko od czasu do czasu. Gdy urodziła, stała się strasznym pieszczochem. I jak kiedyś uparcie uciekała z domu, teraz muszę ją niemal wykopywać z domu, a po 5 minutach zawzięcie chce wrócić z powrotem. Jest prawdziwym kotem kanapowym, uwielbiają ją nasi goście, bo nie odstępuje towarzystwa na krok i lubi być w centrum uwagi. Wszyscy są nią zachwyceni.

Z niecierpliwością czekam, aż Groszek zacznie się poruszać i wreszcie zainteresuje się kotami. Ich początki jednak były dośc ciekawe. Koty, przyzwyczajone do rozpieszczania na każdym kroku, zostały zdetronizowane, sterroryzowane odgłosami, których dotąd nie znały. Nasza uwaga skupiła się na maluszku, który w porównaniu do naszej dotychczas ‚malutkiej’ Luny, sprawiało wrażenie naprawdę kruchego.ND3_4849_2

Najpierw omijały się wzrokiem, z czasem zaczęło się delikatne zainteresowanie z obu stron. Obecnie się zauważają, jednak nie interesują sobą nawzajem. Wiem, że przyzwyczaiły się do jego obecności i zaaprobowały jego pozycję. Staramy sie zapewniać im wystarczającą ilość uwagi, choć niekiedy nie udaje się pogodzić tego czasowo z ich wyczesywaniem, czy perfekcyjnym dbaniem o kuwetę. Ale najważniejsze dla mnie jest widzieć, że są szczęśliwe i odpowiednio często przytulane i głaskane. W końcu to koty, a im nie potrzeba nadskakiwać bez przerwy, bo czasem wolą spędzić czas same ze sobą.

Przy okazji dzisiejszej krótkiej sesji udało mi się uwiecznić ich piękno i temperament. :)
Jestem ciekawa jak to jest z Wami i zwierzętami. Lubicie? Posiadacie? Co myślicie o domu z niemowlakiem i zwierzętami? Ja wiem, że nasze zwierzęta i dzieci będą żyły w zgodzie, a Groszek wychodząc z domu nie powie, że nie lubi kotów. Jak można nie lubić kotów?! :PND3_7167 ND3_7176 ND3_7181 ND3_7183 ND3_7187 ND3_7189 ND3_7204 ND3_7206

 

 

Related Posts

Share This

0 Comments

Trackbacks/Pingbacks

  1. Dzieciokot | Groszkowi ... - […] Kocham wszystko w kotach, ich futerka, zapach, wibrysy, ogony, uszy i smukłe sylwetki. Są niezwykle mądre, bystre, cwane i …

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>