Grosik funcikowi nierówny.

cze 18, 2014 by

Grosik funcikowi nierówny.

Nie potrafię ocenić, czy więcej osób z Polski, czy z Anglii (innej zagranicy) czyta mojego bloga. Tym bardziej, że spora część z Was, kochane czytelniczki, siedzi sobie cichutko, że niemalże nie wiem o Waszym istnieniu. Niemniej jednak i tak cieszę się, że tu zaglądacie i nas czytacie, to jest dla mnie najważniejsze.
Jakiś już czas temu pisałam z koleżanką, która mieszka w Anglii (no, obecnie w Szkocji), ale w momencie rozmowy była właśnie w odwiedzinach w Polsce. Sama też jest na macierzyńskim, więc jej dokładnie tak samo jak mi obcięto sporą część wypłaty na rzecz macierzyńskiego. A ponieważ prawdziwe życie zaczyna się dopiero, gdy ma się dziecko (w kontekście survivalu i slalomu gigant pomiędzy wydatkami, które to wtedy dochodzą), zauważyła jak drogie rzeczy dla niemowląt są w Polsce. Temat ten zainteresował mnie już dawno, zastanawiałam się jak Mamy, Rodziny mieszkające w Polsce i nie zawsze (a właściwie w większości) zarabiające dużo, radzą sobie z całą tą wyprawką dla maleństwa.
Umówmy się, że w przypadku niemowląt dzielimy rzeczy do kupienia na te niezbędne, jak pieluszki, bieżącej wielkości ubranka (olaboga!) oraz niekiedy mleko modyfikowane, czyli tak zwana formuła w Anglii.
Do niezbędnych dochodzi ekwipunek w postaci mebelków, wózka, fotelika samochodowego i krzesła do karmienia.
Rzeczy nie niezbędne, ale ułatwiające życie, czyli wszelkie zabawki, gryzaki, bujaki, maty edukacyjne.
Są też rzeczy, które są zbyteczne, ale reklama działa tak dobrze, że nam Mamom wydaje się, że są nam potrzebne.
Ostatnią grupą są rzeczy, których po prostu lubimy mieć dużo i kochamy je kupować, czyli oczywiście co? Ubranka! :D

Powinnam pewnie zacząć od tego, że przeciętne zarobki w Anglii na parę to jakieś 300% do 500% zarobków w Polsce. Biorę pod uwagę polski standard w granicach około 3000 złotych. Nie od dziś wiadomo, że Polska jest droga, a zarobki nieproporcjonalnie niskie. Same opłaty za mieszkanie to ich 1/3. Nie wiem w czym rzecz, ale nawet samochody sprzedawane są czasem w Anglii o 1/3, 1/4 ceny mniej, niż w Polsce. Koszt wynajmu/kredytu za mieszkanie/dom w Anglii jest do siebie bardzo zbliżony, opłaca się więc zgromadzić 10% jego wartości i kupić coś własnego. Cena wynajmu/kredytu to jakieś 50% niższej pensji i 30% pensji lepszej. Gdy dodamy do tego podatek za dom (council tax) oraz wszelkie opłaty dochodzimy do około 85% pensji niższej oraz mniej więcej 50-60% pensji lepszej. Podsumowując jest to dość sporo, jednak wciąż wystarczająco, by idąc na zakupy nie musieć wybierać tańszych produktów, by móc pozwolić sobie na zachcianki więcej niż raz w miesiącu, oraz by przynajmniej raz w roku udać się na zagraniczne wakacje, a i wciąż da się coś odłożyć na czarną godzinę. Kiedyś pisałam o tym, że po około pół roku po przyjeździe do Anglii kupiliśmy telewizor plazmowy 46 calowy, a kolejne pół roku później samochód i choć kupując go musieliśmy się zapożyczyć, spłacenie tego nie było obkupione bezsennymi nocami i zimnymi potami. Nie chodzi o chwalenie się, mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli. Chodzi o to, że wykonując zwyczajną przeciętnie opłacalną pracę, można na spokojnie sobie na to pozwolić. A w Polsce? W Polsce z pensją 1500 zł nie byłabym w stanie wyprowadzić się od Rodziców, a nawet jeśli, to cała moja pensja szła by na wynajem, a pomarzyć mogłabym tylko o 15 letnim Seicento (bez urazy do wszystkich właścicieli Seicento). Dlatego między innymi zdecydowałam się na wyjazd za granicę…

Gdy już macie obraz różnic i podobieństw realiów, czas powrócić do tematu.

Odnośnie mebli, wózka, fotelika samochodowego, czy krzesła do karmienia, to z przykrością stwierdzam, że ceny są bardzo podobne w Polsce i w Anglii. Są firmy tańsze i droższe, ale myślę, że przedział cenowy wygląda tak samo. Dlatego takie rzeczy najlepiej kupić z wyprzedzeniem, korzystając z aktualnych promocji, czasem można zaoszczędzić do 30%.

Moja uwaga skupiła się na rzeczach codziennego użytku, bo o ile poprzednie kupuje się raz na kilka lat, tak pozornie mniejsze, ale regularne wydatki najbardziej widać, gdy uciekają z konta. Pod lupę wzięłam Pampersy, mleko modyfikowane, kaszki, jedzenie w słoiczkach i płyny do prania/płukania. Sklepy, które porównuję, to angielska Asda (chyba wypada najtaniej ze swoimi promocjami) oraz polski Auchan (wybrałam go ze względu na podobno najlepsze ceny i największy wybór produktów). Wpis ten przygotowywałam kilka tygodni temu, wzięłam wtedy do przeliczania cen aktualny kurs funta. Tylko spójrzcie:

Pampers active baby size 4 (bo taki rozmiar akurat używamy)

Auchan 62 pieluchy 48,99 zł = 9,55 funtów

Asda 74 pieluchy, 2 paczki za 20 funtów

Pampers premium maxi care size 4 (jakiś rodzaj, którego nie ma w Anglii)

Auchan 52 pieluchy 49,46 zł

Płyn 2 w 1 Johnson’s Baby Top To Toe

Auchan 17,28 zł = 3,37 funtów

Asda 2 funty (w promocji)

Bebilon 2 mleko następne

Auchan 41,99 zł = 8,19 funtów

Asda 9,99 funtów

słoiczek: Bobovita 190 ml                          Hipp 190 ml

Auchan 4,34 zł = 0,85 funta                           Auchan 5,78 zł = 1,13 funta

słoiczek: Hipp Organic 190 ml

Asda 0,92 funta

Lovela płyn do prania

Auchan 2,85 funta za litr, 21,96 zł 1,5l

Fairy płyn do prania

Asda 1,2l za 3,82 funta

Lovela płyn do płukania

Auchan 2l 23,98 zł = 11,99 zł za 1l = 2,34 funta za 1l

Comfort płyn do płukania

Asda 3 litry 4 funty = 1,33 funta za 1l

Bobovita 230 g owsianka

Auchan 1 za 7 zł = 1,36 funta

Aptamil 225 g porridge

Asda 3 za 5 funtów = 1 za 1,67 funta

Dopiero co pisałam o nieporównywalności zarobków i wydatków Polski do Anglii i odwrotnie. Życie tutaj wychodzi drożej, jednakże stosunek angielskich zarobków do wydatków pozostawia duże pole manerwu na dalsze nieoczekiwane, nieplanowane, zachciankowe zakupy. Widzicie jak podobne są te ceny? Ile razy produkty tutaj są tańsze od tych w Polsce? I gdzie tu jest sens? Jak żyć w Polsce będąc 4-osobową Rodziną i zarabiając ‚średnią krajową’? Zastanawiam się jak to jest w ogóle możliwe, jak się odbywa i co te biedne Matki i Ojcowie mają za kalkulatory w głowach, że potrafią to wszystko ogarnąć.
Przeraża mnie ta świadomość i nie wiem jak mam myśleć o powrocie kiedykolwiek do kraju. Nie chcę żyć martwiąc się o przetrwanie do końca miesiąca. Oczywiście Pampersy można zastąpić Dadą z Biedronki, ciuszki można kupować w Second Handach, a dziecko wcale nie musi mieć 50 zabawek, z czego bawi się…garnkami i drewnianymi łyżkami. Mówi się, że nie jest najważniejsze posiadanie, jednak w obecnych czasach człowiek czuje się niemal wykluczony, jeśli nie może pozwolić sobie na przebywanie w miejscach, gdzie 90% populacji robi zakupy, a dzieci są nieszczęśliwe, jeśli nie mają modnych wzorów na swoich ubraniach, tak jak jego rówieśnicy. Mp3, PlayStation, smartfony i inne elektroniczne gadżety. O ile zapewne będę w stanie spełnić część zachcianek Groszka za te kilka lat, tak nie wyobrażam sobie czegoś podobnego w Polsce przy średniej krajowej. Smutne, przerażające, rozczarowujące.

Mam to szczęście, że mieszkając w Anglii mogę pozwolić sobie na wydawanie pieniędzy i nie zawsze oznacza to kupowanie rzeczy niezbędnych do przetrwania, ale takich, które po prostu mieć chcemy. Gdy trzeba zacisnąć pasa czuję jak ten niemal mnie dusi i obawiam się jak spokojnie przetrwać miesiąc. Bardziej niż bardzo nie lubię martwić się o pieniądze, o to ile ich mam i ile wydać mogę, o to ile już wydałam i ile jeszcze zostało. Nie muszę żyć w luksusach, ale chciałabym jedynie żyć tak, by nie martwić się, tak po prostu nie martwić się o codzienność i najbliższą przyszłość.
Dlatego wiem, że póki co nie pozostaje mi nic innego, jak dalsze mieszkanie za granicą, z dala od nieprzystosowanej Polski. Niestety…

 

12 Comments

  1. Bardzo wartościowy post, świetnie pokazałaś dysproporcje w zarobkach i cenach. Nie napawa to optymizmem, ale cóż…

    Ja dodam od siebie tylko, że w dużych miastach niestety wynajem mieszkania to dużo więcej niż 1/3 zarobków. We Wrocławiu na przykład za mieszkanie nadające się dla rodziny (czyli nie rozpierdzielone po całości przez studentów czy nadające się do kapitalnego remontu) musisz płacić około 2000 zł miesięcznie. Przy odrobinie szczęścia znajdziesz za 1800-1900, ale to chyba też niewiele zmienia, zwłaszcza, że nie oszukujmy się, ale „średnia krajowa” 3000 zł dla wielu osób chyba jest wciąż jakimś odległym marzeniem.

    • Mama Groszka

      Dziwna sprawa, pierwszy raz weszłam w komentarze wrzucone do spamu i tam znalazłam Twój… :| Wyczułam Cię? Właśnie byłam w szoku jak się dowiedziałam, że płace w chociażby Zielonej Górze są identycznie jak te w Warszawie, przecież w tych miastach (no i w każdym innym większym typu Wrocław, Poznań, Bydgoszcz, Katowice itp) panuje ogrooomna rozbieżność cen, począwszy od tych na półkach sklepowych, poprzez wizyty u prywatnych lekarzy, po wynajem mieszkań kończąc. Koszmar. Serio, jak Wy dajecie radę?

  2. Talka

    Niestety to smutna prawda. Byłam w Polsce prze miesiąc z moją Malutką i wydałam tyloe pieniędzy, że możnaby na fajne wakacje polecieć. I nie szalałam, naprawde, większość kasy pochłania jedzenie (ceny bardzo porównywalne do UK!), pieluchy, formuła- tak jak piszesz, praktycznie ta sama cena! Aptamil w UK-10f, Bebilon w Polsce 50 zl… jak tu żyć? Zawsze chciałam wrócić do Polski, kiedy będzie czas na wysłanie Maleństwa do szkoły, teraz soboe tego nie wyobrażam:(

    • Mama Groszka

      Może za te kilka lat coś się zmieni? Ja też jeszcze nie postanowiłam, bo albo wrócimy w przeciągu kilku najbliższych lat, albo wcale. Później już dziecku byłoby chyba za trudno. Nauka języka polskiego w piśmie to twardy orzech do zgryzienia jeśli uczy się tego od dziecka.

  3. Kasia

    Ojej, nie dołuj :-) jak wrócę to napiszę jak jest na prawdę.

    • Mama Groszka

      No pewnie nie będzie łatwo się przestawić, ale wierzę, że Wam się uda!

  4. Ciekawy wpis, Groszkowa! Aż zachciało mi się przeprowadzki ;)

    • Mama Groszka

      Twoja cała Rodzina w rozjazdach, co? Ale Tobie chyba za dobrze w Polsce. A przynajmniej mam taką nadzieję!

  5. SM

    Zgadzam się. Trzeba patrzeć na wartość pieniądza, w Polsce 100 zł to „nic” w Angli 100 funtów to jest coś. Mimo to, wróciłam do kraju i mam nadzieję, że i tu będzie się układać :-)

    • Mama Groszka

      Życzę Tobie tego z całego serca, tak, jak życzyłabym sobie, żeby mi się powiodło.

  6. ines

    Oooo, kochana… Pierwszy rok życia Sayuri spędziliśmy w Polsce. Gdyby nie jej skaza białkowa i mleko za 6zl na receptę, to nie wiem jak bym ogarnęła kupno mleka. Pracowałam w biedronce, mialam te 1600, maz w Leroy Merlin mial 1800. 500 hipoteka, 300 czynsz, 150 prąd na 2 miesiące, zimą 700 gaz na dwa miesiące. Do tego dwa husky :) Gdyby nie to, ze odebrałam zalegle odszkodowanie po wypadku w pracy, to byłoby ciezko z wyprawka. A tak, to bez problemu odremontowałam pokój małej, położyłam w obu pokojach panele, kupilam wózek, meble itp. Ciuszków od groma dostałam, wiec to był najmniejszy problem :) Po słoiczki biegałam do rossmana z kartą zniżkową. A teraz, jesteśmy prawie od roku w UK i o nic się nie martwię, choć tylko mąż pracuje. I też nie zarabia kokosów. Życie w UK jest dużo łatwiejsze. I też nie spieszy mi sie wracać do Polski…

    • Mama Groszka

      Ale miałaś to wszystko nieźle zorganizowane w Polsce, dobrze wiedzieć jak to jest sobie radzić. Chociaż to pewnie zawsze kwestia organizacji, by żyło się taniej, sprytniej. Ale jak Wy dajecie radę nawet tutaj na jednej pensji, to ja nie wiem. Może jak my wyjdziemy z długów, to też zauważymy, że da się dobrze żyć, mimo, że jak Groszek pójdzie do żłoba to będziemy wydawać na niego około 800 funtów :|

Odpowiedz na „Wronkowa mamaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>