Gdzie będzie nam lepiej…

sie 4, 2014 by

Gdzie będzie nam lepiej…

Gdy chodzi o spędzanie całego swojego czasu z małym dzieckiem, to nie mam z tym problemu. Swoim dzieckiem, oczywiście. Każdy dzień, każdą chwilę poświęcam jemu, Groszkowi i to mnie uszczęśliwia. Gdy muszę wyjść, to czynię to bez problemu, ale pędem wracam do domu i robimy z Grosiem ‚tuli-tuli’ (jest taki słodki!), zresztą ‚tuli-‚tuli’ robimy kilka, kilkanaście razy dziennie. ;)
Jak dzidzia jest mała, taka najmniejsza, to potrzebuje naszej uwagi tylko pod kątem karmienia i zmiany pieluszki. Potem wystarczy, że położymy dziecko pod karuzelką, matą, a ono zdumione, wpatrzone będzie przyswajać nowe kształty, kolory. Następny etap to krótkie wspólne zabawy oraz leżenie na macie, obserwowanie jak dzidzia zdobywa nowe umiejętności, odkrywa swoje stópki, samo sięga po wiszące zabawki. Wciąż jeszcze mamy czas i ręce dla siebie, poniekąd oczywiście. Im dzidź starszy, tym sprawniej się przemieszcza, a co za tym idzie, zagląda we wszystkie kąty, zazwyczaj te, do których zaglądać nie wolno. Zaczyna się wędrowanie za dzieckiem, zabieranie z powrotem. Zaczyna się zakazywanie.
W tym momencie, gdy Groszek znajduje się poza kojcem, zakazywaniu nie ma końca! Również pilnowaniu, ściąganiu, zabieraniu. I im więcej jest takich chwil i dni, tym bardziej dociera do mnie, że być może jestem w stanie zaoferować mu coś lepszego, niż to. W domu zawsze będzie tak samo, a przynajmniej teraz, póki Groszek jest mały i nie dociera do niego, że czegoś nie wolno. To znaczy czasem dociera, ale gdy pojawia się na horyzoncie coś, czego naprawdę pragnie, wtedy zakazy nic nie znaczą. Mogę być w trakcie przemawiania ‚nie wolno, nie wolno, zostaw, nie wolno’, ale on i tak zrobi to, co zrobić zamierza, czyli włożyć paluszki w kocią miskę i próbować zjeść chrupka. Chociażby. Albo mimo zakazów wiecznie próbuje podbierać coś ze stolika przy sofie, właściwie to próbuje bez końca i cokolwiek jest dobre, byle tylko ze stolika pochodziło. Ileż razy można wiecznie wszystko odsuwać, zabierać, wyciągać z łapki, zabraniać, krzyknąć, przemawiać, namawiać, znowu zabraniać i znowu odsuwać? Bez końca! Coraz częściej bowiem Groszka zaczynają rzeczy dorosłych interesować bardziej niż te jego zabawki, wśród których i tak ulubionych jest tylko kilka: kubeczki i krążki, te z typu wkładanych jedno w/na drugie.
Stąd moje przemyślenia na temat tego całego żłobka i zalet z niego wynikających. Bo, że zalet jest bez liku, to wiadomo, chodzi tylko o te, które przemówią do mnie, Mamy tego malucha, który już niebawem będzie spędzał tam długie godziny każdego dnia. Wystarczy zimna kalkulacja, by nadal nie czuć się przekonaną do tego pomysłu. Ilość godzin, które Groszek będzie spędzał z Paniami w żłobku, a raczej one z nim znacznie wykracza poza liczbę godzin, które ja będę spędzać z nim. Pobudka przed pracą praktycznie się nie liczy, mamy więc dla siebie od poniedziałku do piątku tylko te 3 godziny po pracy/żłobku, to 1/3 czasu, które szczęśliwe Panie ze żłobka poświęcą na zabawę, opiekę i naukę mojemu Bąblisiowi.
Z drugiej strony warto pamiętać, że cały ten czas wykorzysta moje dziecko znaaacznie lepiej, niż gdyby odbywało się to w domu, jak do tej pory. Nie oszukujmy się, można niemowlę zabawiać, uczyć, razem oglądać książki, układać klocki, czy jeździć na samochodziku-pchaczu, jednak zabawy typu: malowanie, ugniatanie masy solnej, czy inne manualne formy spędzania czasu nieco wykraczają poza to, co normalnie robi się z dzieckiem w domu. I zanim ktoś na mnie naskoczy. Chodzi mi o to, że po pierwsze obserwując Groszka wyobrażam sobie jak takie zabawy się skończą: wszystko wyląduje w jego buzi. Po drugie, wydaje mi się, że naprawdę nie interesowałby się malowaniem zgodnie z przeznaczeniem, wokół pozostałby tylko jeden wielki bałagan, woda rozlana, ja zdenerwowana, a Groszek we łzach, bo znowu mu czegoś nie pozwalają i on nie rozumie dlaczego. Panie w żłobku, zahartowane, bardziej doświadczone i przede wszystkim mega cierpliwe zdecydowanie bardziej ‚nadają się’ do tego typu czynności.
Dlatego cieszy mnie bardzo, że już niedługo Groszek będzie zajęty całą paletą nowych interesujących zajęć, do dyspozycji będzie miał nowe ciekawe zabawki i przede wszystkim pomieszczenie, gdzie nie mówi się co chwilę ‚nie wolno! zostaw!’. To napewno stworzy spokojniejszego Groszka, a co za tym idzie, wydaje mi się, że zacznie się szybciej rozwijać i uczyć. W końcu żadne graty typu stolik nie będą stały mu na drodze, a to wszystko, co tam zobaczy, będzie mógł dotykać i poznawać. Wyobrażacie sobie ten raj? ;)

Nie wiem jak to się stało, ale sama siebie zaczynam przekonywać do żłobka. Oczywiście ciągle pomijam kwestię ostatecznego rozstania, nawet przyzwyczajania do rozstania, co też będzie bolesne. Pierwszy płacz Groszka, a ja się złamię…gdybym tylko wiedziała, że po chwili płakać przestanie, to kamień spadnie mi z serca, gdy jednak wyjdę z przekonaniem, że Panie nie mogą go uspokoić, to nie będę się nadawać do życia. Wiecie jak to jest? Próbuję ubrać w słowa uczucia towarzyszące chwili, gdy macie świadomość, że Waszemu dziecku dzieje się krzywda, nie potrafię. To po prostu siła miłości, która rozrywa serce od środka, płonie wielkim ogniem i miesza w głowie. Ale oby takich momentów było jak najmniej, albo wcale. Wierzę w Groszka, wierzę, że zobaczy jak fajnie tam jest, że da się super spędzać czas bez Mamy, a nawet bez Mamy jest lepiej, swobodniej, bez obawy, że zaraz znowu będzie jakieś ‚NIE’.

Może i powinnam przestawić się na tryb: wiadomo, że muszę wrócić do pracy i wiadomo było, że Groszek przestanie przebywać ze mną 24/7, jednak nie potrafię. Jest to dla mnie tak wielkie i nieprzyjemne (póki co) doświadczenie, że praktycznie tylko o tym ciągle myślę. Nawet nie przychodzi mi do głowy zdarzenie z życia, które emocjami mogłabym porównać do obecnej sytuacji. Może skończenie liceum, matura i pójdzie na studia? Okres mega stresujący, ale i wielce interesujący i niespodziewany, bo następuje coś nowego, ciekawego, lepszego? Ale wtedy chodziło tylko o mnie, musiałam sobie poradzić, poza tym, byłam o jakieś 18 lat starsza od Groszka. ;) Bo chyba to mnie najbardziej rozczula i stresuje, że on jest taki malutki, nie rozumie podstawowych rzeczy, a co dopiero ogarnięcie, że stracenie z oczu Mamy na długie godziny nie oznacza na zawsze. W końcu taki malutki Robaczek, ale jednak zdążył się przywiązać, szukać pocieszenia i przytulenia u Mamy, nie jest chyba tak łatwo nawet takiemu małemu dziecku zastąpić Mamę, prawda? Jak więc wytłumaczyć mu, że Mama musi wrócić do pracy, a dzidzia (Groszek zaczął mówić ‚ziiziaa’ co interpretuję jako ‚dzidzia’ :D ) w tym czasie będzie w żłobku? Chyba tylko stwarzanie rutyny na nowo może w tym pomóc i dlatego cały ten miesiąc Groszek spędzi na przebywaniu coraz to dłużej i dłużej w żłobku.
Nie obawiam się o barierę językową. Po pierwsze Groszek jest jeszcze malutki, kilkuletnie dzieci już mówią, myślą w swoim ojczystym języku, Bąbliś myśli zapewne póki co obrazami, a polski stara się zrozumieć z naszych słów. Jednak ilekroć ma do czynienia z Anglikami, czy to w sklepie, czy ze znajomymi w naszym domu, czuje się swobodnie i zachowuje zupełnie normalnie słuchając, co mają mu do powiedzenia. Myślę, że będzie dobrze. Powtarzam: wierzę w Groszka… :)

Będzie naprawdę mi brakować codzienności poświęconej Groszkowi. Każdy jego uśmiech jest magiczny, każdo przytulenie na wagę złota, nawet noszenie go jest dla mnie czymś wspaniałym. Gdy będę odbierać go ze żłobka, to chyba nie przestanę go całować i nosić na rękach i tak aż do momentu, gdy pójdzie spać. Ciężko oj bardzo ciężko będzie mi przyzwyczaić się do takiego ukrócenia przyjemności i bliskości z nim. Mam nadzieję, że etap, na którym znajduje się Groszek, czyli ‚wszystko mnie interesuje’ łatwiej wymaże z jego malutkiego serduszka tę potrzebę bliskości, która łączyła nas do tej pory i sprawnie przestawi się na tryb: poznawanie, a popołudniu przytulanie. No i koniecznie buziaczki, obecnie to mega ważny element dnia… ;)

A na dziś pocałunek od Matki Natury… :)

ND3_0622

ND3_0950

ND3_0579

4 Comments

  1. Doskonale rozumiem Twoje dylematy. Przechodziłam to wiele lat temu, gdy Gui szła do żłobka. Starsze dzieci zaczynały edukacje od przedszkola, w jej wypadku zmuszona byłam zrezygnować z niani na rzecz żłobka i… to było świetne rozwiązanie. Gui wyrosła na bardzo uspołecznioną osobę, która świetnie radzi sobie w trudnych sytuacjach, a nasze relacje mimo upływu lat są bardzo bliskie, o czym możesz się przekonać odwiedzając nasz wspólny blog.

    • Mama Groszka

      No właśnie, doskonale wiem, że to wyjdzie mu na dobre, ale chwilowo ciężko mi się jest na tym skupić, staram się… :D Ty to wprawiona Mama widzę, starsze dzieci, czyli przynajmniej dwójka, plus jeszcze Gui. Byłam u Was na blogu, ale tam się dzieje! Tutaj to jakaś nuda i monotonia w porównaniu z Tobą… :D

  2. madeline

    Oj, doskonale Cię rozumiem. Nas (tzn mnie i mojego synusia) też czeka rozstanie 1 września. Jednak u nas jest o tyle lżej, że ja pracuję w przedszkolu, więc nie będzie mnie w domu tylko 5-6 godzin, a mały w tym czasie zostaje z Babcią. Ale i tak stres jest, o niczym innym nie myślę. A co do tego, że nie jest łatwo zastąpić mamę… Odpowiem jako ta pani w przedszkolu czy żłobku: my nie staramy się zastąpić mamy (bo mamusi zastąpić się nie da), ale staramy się uprzyjemnić, ułatwić i uczynić radosnym i bezpiecznym oczekiwanie na nią. Czasem przytulamy, bierzemy na ręce, głaskamy po główce, ocieramy łzy :) I jeśli traficie (czego Wam życzę!!) na panią nauczycielkę z powołania, to możesz być spokojna o Groszka, da sobie radę :)

    • Mama Groszka

      Hej Madeline, dzięki za ciepłe słowa. Faktycznie u Ciebie sytuacja wygląda na lżejszą, no i plusem jest ilość godzin, bo u mnie to 9 każdego dnia :/ Z tego, co zaobserwowałam i poznałam opinie Mam, których dzieci są w tymże żłobku/przedszkolu, Panie są baaardzo miłe, bardzo przyjazne i ciepłe. Myślę, że nawet z jakiegoś powodu płaczący Groszek może być przez nie szybko uspokojony. Póki co jest dobrze… :) Powodzenia u Was też!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>