Faworki vel chrust

kwi 7, 2014 by

Faworki vel chrust

 

Lubicie jeść? Ja uwielbiam! Nie sądzę, by kiedyś groziła mi ‚chudość’, anoreksja, czy ewentualnie: ‚chciałabym, ale nie mogę przytyć’. Fakt, pamiętam za dziecka, byłam chuda, nie szczupła, a chuda, moja mama wspomina do dziś, jak to legginsy się na mnie marszczyły, prawda. Byłam nawet u lekarza, bo ‚chciałabym, ale nie mogę przytyć’, ha! Te czasy i problemy już dawno są za mną. Zanim przyleciałam do Anglii ważyłam tyle, ile – uważam – powinnam ważyć maksymalnie, by dobrze wyglądać. Wprawdzie po ciąży poza obszarem tyłka i ud kilogramy rozeszły się też po brzuchu, to dla mnie nowa nowość, bo całe życie brzuch miałam płaściutki, no ale…sprawiedliwości stało się zadość. Te wszystkie koleżanki, które mi brzucha zazdrościły, teraz zacierają ręce. ;) Od przyjazdu do Anglii regularnie po trosze przybierałam na wadze, no i niestety, gdy zaszłam w ciążę ważyłam 6 kilogramów więcej, niż 2 lata wcześniej. Nie w tym rzecz jednak, każdy z nas musi kontrolować jak i kiedy je, bo tycie to sprawa indywidualna i o ile ktoś nie przyjmował sterydów, albo z innych powodów zdrowotnych nie przybrał na wadze, tak, winą o nieodpowiednią do wzrostu ilość kilogramów winić można tylko siebie. Dieta, uprawianie sportów, gdyby obie z tych rzeczy robić właściwie i ze sobą połączyć, niemalże nie ma możliwości, by nie zejść z wagi i wyglądać lepiej. Do tego jednak potrzeba samozaparcia, wiary i chęci. Mi przede wszystkim brakuje pierwszego i ostatniego, by coś w obecnym wyglądzie zmienić. Wiarę mam, wiem, że jeśli przestałabym jeść słodkie, przestałabym jeść ‚po nocy’, podjadać i przede wszystkim jeść mniejsze, ale częstsze porcje, to straciłabym parę kilogramów. No, a gdyby jeszcze zacząć ćwiczyć, to efekt gwarantowany. Obecnie postanowiłam zerwać z największym nałogiem, czyli słodyczami, szczególnie czekoladą. Po drugie ewentualne przekąski między posiłkami (a jest ich niewiele w ciągu dnia, bo tylko śniadanie i obiado/kolacja) powinny być zdrowe: owoc, jogurt, czy inny niekaloryczny zapychacz. No i przede wszystkim chciałabym nie jeść po 20:00, wprawdzie kładę się dobre kilka godzin po 20:00, a najwcześniej jem coś około 12:00, aaale przecież nie umrę z głodu w międzyczasie. Chciałabym wpaść w nawyk jedzenia sałatek, bardzo zielonych (ostatnio trzęsę się na myśl o sałatach wszelkiego rodzaju, po prostu je pożeram!) z dodatkiem papryki, ogórka, pomidorka, czy jakiegoś chudego mięska. Problemem pozostaje trochę mało czasu na przygotowanie takiego rarytasu w ciągu dnia, no i brak chęci, by uczynić taką sałatkę rutyną. Czas pokaże, czy to się zmieni…

Ale, ale! Wpis miał być o czymś zupełnie innym… :D Wybaczcie to zboczenie z tematu, ostatnio więcej zastanawiam się nad jedzeniem, określa ono tym, kim jesteśmy, czy jesteśmy zdrowi, chorzy, szczupli, szczęśliwi i czy przekazujemy nowemu pokoleniu dobre wzorce. Chyba czas zastanowić się, czy wszystko w tym temacie robimy dobrze – a coś mi podpowiada, że jednak nie…

FAWORKI!
Tak zwany chrust, kocham od zawsze, jadam może raz do roku, albo rzadziej. Prawda jest taka, że jak sama nie zrobię, to nie jadam, no bo gdzie, na pewno nie w Anglii, tutaj o faworkach chyba nie słyszeli.
Zachęcona tym, że jeszcze w Polsce takowe przyrządziłam i się udały, postanowiłam spróbować ponownie. Od kilku dni nie jadłam słodkiego, a faworki chciałam potraktować jako zakończenie etapu jedzenia słodkości. W domu posiadam książkę kucharską z naprawdę baaardzo wieloma przepisami, na wszystko, począwszy od sosów i mięs, poprzez przetwory, ciasta i potrawy z makaronem. Bez obaw sięgam do niej, gdy chcę przyrządzić coś nowego, zaglądam też na stronę Ewy Wachowicz, ufając, że kobieta zna się na rzeczy… ;)
Moja książka podawała prosty przepis, obawy miałam jak zwykle, bo najzwyczajniej w świecie nie lubię wyrabiać ciasta. Nie lubię, gdy przykleja mi się do dłoni, gdy zamiast jednolitej masy, w misce panuje chaos i nic nie trzyma się kupy. To ciasto jednak połączyło się bardzo szybko i nie przysporzyło wiele problemów, plus mu za to! Co prawda musiałam udać się do sklepu po kilka kłopotliwych składników, na szczęście udało mi się je bezproblemowo nabyć. Coby nie przedłużać…do zrobienia faworków potrzebować będziecie:

1/2 kg mąki (pszennej)4 łyżki śmietany (użyłam 18%)
6 żółtek
2 łyżki cukru pudru
4 łyżki spirytusu (hmm, kupiłam wódkę)
5 dag masła (50 g czyli)
70 dag smalcu do smażenia (700 g)
cukier puder do posypania

W przepisie pojawiają się ‚4 łyżki wody’, ale poza składnikami nigdzie nie zostały wspomniane, więc je pomijam, bo poza umyciem rąk nie wiem do czego woda ta miałaby służyć… ;) No i nie zróbcie tego błędu, co ja, nie doczytałam i zrozumiałam, że potrzeba 70 g smalcu. :| Na początek użyłam połowę 200 g kostki, po czym stwierdziłam, że ‚jakiś głupi ten przepis’ i dodałam drugą połowę, oj gdybym wiedziała jak bardzo się mylę…Ostatecznie faworki nie wyszły kruche, jak powinny, w smaku, owszem pycha, ale żeby faworki były kruche, muszą być przede wszystkim zanurzone w bardzo rozgrzanym smalcu! Ale ciąg dalszy przepisy poniżej… :)

Należy więc, po kolei:
1. mąkę przesiać,by ją napowietrzyć
2. dodać: żółtka, cukier, śmietanę, spirytus i rozpuszczone masło
3. zagnieść i wybić wałkiem by napowietrzyć ciasto
4. wstawić na godzinę do lodówki
5. po upływie tego czasu ciasto odrywać po kawałku i rozwałkowywać na cienkie placki – im ciasto cieńsze, tym lepiej
6. pokroić na wąskie paski, szerokości 3-4 cm i długości 10-12 cm, na środku każdego paska zrobić nacięcie i przeciągnąć przez nie jeden koniec ciasta
7. smażyć na mocno rozgrzanym tłuszczu, aż się zarumienią, wyciągając z tłuszczu dać mu skapać i układać na talerzu warstawami posypując cukrem pudrem

Popełniłam błąd w przeliczeniu ilości smalcu, dlatego ciężko było faworki szybko dobrze usmażyć, co ostatecznie spowodowało zbyt długie w nim trzymacie i za bardzo nasiąkły tłuszczem, no i nie są tak chrupkie jak powinny, dlatego pouczam Was o metodzie smażenia, głęboko, gorąco i szybko… :D
Efekt wizualny i smakowy jest powalający!

ND3_8348

ND3_8349

ND3_8350

Ciasto wyrabia się w mgnieniu oka, więc naprawdę nie ma z faworkami dużo roboty. No i najlepiej mieć kogoś do pomocy przy wykrajaniu i jednocześnie smażeniu, bo jeśli tłuszcz jest odpowiednio bardzo gorący faworki smażą się z 30 sekund. Chyba, że macie dość miejsca w kuchni, by całe ciasto rozwałkować i przygotować z niego faworki, a dopiero potem wszystkie na raz smażyć. Tak czy inaczej, zachęcam do powtórzenia przepisu w Waszych domach, naprawdę pycha! :)

2 Comments

  1. Jej! Dzięki za przepis! Nigdy sama nie robiłam i bardzo chętnie spróbuję. Pewnie dopiero po świętach, ale dam znać, jak ogarnę :) To dla Dziadka te chruściki??

    • Mama Groszka

      Ty zdolniacha jesteś, więc na pewno Ci wyjdą pyszne. Ja wczoraj dojadłam ostatnie, oj dobre były…Dziadek nie dostał hehe :D

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>