dziecko

lis 26, 2013 by

Kobieta dopiero zrozumie jaką jest szczęściarą, gdy urodzi dziecko i zabierze je do domu.

Mówię tu rzecz jasna o tych wszystkich kobietach, które wyobrażały sobie, że zostaną matkami, bo niektóre z nas rodzą się i żyją z myślą, że dziecka do szczęścia nie potrzebują. Ale w blogu Mamy o Synu nie będzie mowa o takich.

Zostając Matką oczywiście do pełni szczęścia potrzeba nam stabilizacji mieszkaniowej jak i finansowej, zdrowia fizycznego i psychicznego, ale co najważniejsze wsparcia partnera i rodziny, jak i przyjaciół. Zwłaszcza na początku, bo wtedy każdy dzień przynosi trudności, niespodzianki, zwroty akcji i momenty zwątpienia. Wiem co mówię, bo sama przez to przeszłam.

Jeszcze do niedawna uważałam, że nie jestem gotowa na dziecko, że nie będę umiała się nim opiekować, że nie czuję ‚tego’, że może właściwie tego nie chcę? Wszystko, naprawdę wszystko to wypływa ze strachu, obawy przed czymś nowym, nieznanym. I wszyscy nam powiedzą, że dziecko zmienia Twoje życie o 180 stopni, ba! Robi to wielokrotnie! 

A jaka jest prawda? Właśnie taka! Świat zaczyna kręcić się wokół tego maleństwa w pełni. To ono jest naszym szefem, dyktuje pory odpoczynku, karmienia, czy nawet zmieniania pieluch…bo przecież nie dasz dziecku leżeć w kupie. ;) Przez pierwsze tygodnie nie zdążyłam się zorientować, że jestem czyjąś Mamą, tak mnie pochłonęło to szaleństwo.

Do tego wszystkiego dochodzi ta wszechogarniająca obawa i troska o Ono. Nie ma mnie, nie ma Ciebie, nie ma nas, nie ma nawet śniadań czy mycia włosów codziennie, jest Ono, i albo słodko śpi i i tak poświęcasz Onu uwagę, albo właśnie je, wybudza się, czy płacze. A gdy śpi, Ty śpisz razem z Onym, bo nie masz siły na nic innego, bo wtedy nie myślisz: jak wspaniale jest być Twoją Mamą i w..resz..c..ie sp..aaaaaa…zzzZZZzzz.

Macierzyństwo, przynajmniej w moim wypadku to oprócz wiecznego zamartwiania się (ha! a to dopiero początek) w myślach, wielka przygoda, która zaczęła się wraz z decyzją o staraniu się o dziecko…następnie wielkim przełomem był wynik testu…od tego momentu nic już nie było takie samo.

Zabrzmi to irracjonalnie, ale musiałam urodzić, żeby ‚uwierzyć’, że faktycznie ja, JA, nosiłam prawdziwe dziecko, małego człowieczka w sobie, przez te wszystkie miesiące…rósł razem ze mną, kształtowały się jego rysy twarzy, długość rączek i nóżek, czy pomału rosły włosy i paznokcie. Na pierwszym USG szłam z myślami ‚to chyba niemożliwe…uwierzym jak zobaczym’. I był tam, mały przezroczysty 43mm plastuś…już wtedy czujący, machający kończynami.

Potem rósł, aż poczułam pierwsze ruchy około 16-go tygodnia ciąży, ciągle jednak gdzieś we mnie wydawało mi się, że rośnie mi brzuch…a nie dziecko w nim. Tak wiem, że to dziwne, nie potrafię tego wyjaśnić. Do dziś…

A poród? Dziewczyny…porodu nie można się bać, a dlaczego? Bo jest nieprzewidywalny. Znam dziewczyny, które mimo wspaniałej historii lekarskiej w rodzinie i samych lekkich porodów, miały poród ciężki zakończony cesarką. A inne z kolei ledwo zdążały na porodówkę i nie miały czasu pomyśleć, że rodzą, bo dziecko już różowiało i rozdymało płuca płacząc. I choćby zapowiadał się najstraszniejszy poród, nie wiecie tego, a każdy o zdrowych zmysłach wie, że powinien założyć, że będzie OK. Bo przecież może być!

U mnie również wszystko potoczyło się nieobliczalnie, poród wywoływany, bardzo bolesny, zakończony nacinaniem, wyciąganiem synka ssakiem…i nic…NIC na świecie nie równa się momentowi, gdy widzicie swoje dziecko pierwszy raz na oczy.

Related Posts

Share This

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>