Drzemanie na zawołanie.

cze 3, 2014 by

Drzemanie na zawołanie.

Dzisiaj (ale od 4 minut już wczoraj) pierwszy raz drzemałam Groszka w jego łóżeczku, może zabrzmi to dziwnie dla tych wszystkich Mam, które usypiają tak swoje dzieci od ‚zawsze’, ale dla nas z kilku względów od ‚zawsze’ oznaczało drzemkę w łóżku, a w zasadzie na nim.

Kiedy Groszek był malutki zasypiał gdziekolwiek, gdziekolwiek był cycek, po niemal każdej próbie przełożenia go na grunt inny, niż moje ramiona przebudzał się. Czasem udało mi się go odstawić na łóżko, niekiedy do koszyka, ale wtedy albo budził się od razu, albo po 5 minutach. Dlatego łatwiej było posiedzieć z nim śpiącym w ramionach oglądając tv, niż uczyć poprawności zasypiania…

Z drzemkami w ciągu dnia zawsze był z Groszkiem problem, a może problemem jest moja nieumiejętność opanowania tej sztuki, tak czy inaczej, nigdy nam to nie wychodziło. Rutyna była taka, wieczorem Groszek jadł leżąc ze mną na łóżku, gdy zasypiał, zostawiałam go tam, aż do czasu, gdy sami szliśmy spać. Z czasem to się zmieniło i gdy tylko zasnął głębiej, przenosiłam go na jego miejsce. Następnym etapem było zasypianie w łóżeczku i to na szczęście też się udało. Każdego ranka biorę Groszka ponownie do swojego łóżka, tam karmię, a potem drzemie ze mną, bądź nie. ;)

Drzemki w ciągu dnia zawsze będące wyzwaniem ewulowały znacznie. Dawniej zasypiał w ramionach, czasem na sofie, czasem udało się go przenieść na łóżko (spędzałam wtedy całą drogę z pokoju na dole do sypialni na górze na bezdechu, by nie wytwarzać niepotrzebnych drgań…) i tam przesypiał jeszcze z pół godzinki, moooże 40 minut. Gdy przestał lubić lulanie na rękach zaczęliśmy usypiać go – zazwyczaj po karmieniu – na łóżku. I tu niestety najczęstszą pomocą jest odgłos suszarki, nie tej prawdziwej, ale takiej z programu w komórce (Sleep Sheep), serio! Gdy jest dość zmęczony, albo ma dobry dzień, nie potrzeba pomocy, zasypia w przeciągu minuty. Jednak gdy leży 10 minut i myśli, że to dobra pora na śmiechy i wygibasy, albo co gorsza ma dzień na ryk i te 10 minut kręci się, wije i płacze, suszarka dużo ułatwia.

Kiedyś mieliśmy elektroniczną nianię…ale od kiedy zepsuła się po 2 dniach użytkowania i odesłaliśmy ją sprzedawcy z eBaya, a on przez następnych kilka miesięcy twierdził, że to my żeśmy ją zepsuli, a ja uparłam się i zgłosiłam sprawę do sądu, aż ostatecznie na 3 dni przed rozprawą facet oddał nam kasę (a wszystko to trwało od września 2013 do maja 2014)…odtąd nie kupiliśmy nic nowego i przywykliśmy robić na łóżku okopy wokół Groszka, gdy przebudzi się po drzemce, bądź drzemiemy razem.

Nadszedł jednak taki dzień jak dziś, kiedy to akurat rozmawiałam z koleżanką, której córeczka (w wieku Groszka) tak po prostu położona w łóżeczku w nim zasypia, bez zbędnych ceregieli, pilnowania, głaskania i czekania. Potem w programie telewizyjnym o superniani z USA akurat natrafiłam na fragment, gdzie niania uczyła tatę usypiania 14 miesięcznego synka w jego łóżeczku na drzemkę. Dziecko nauczone zasypiania w ramionach oczywiście oponowało przeciwko takiemu sposobowi spania, ale po kilku/kilkunastu minutach płaczu, podnoszeniu się i będąc odkładanym z powrotem przez tatę, wreszcie poddało się i poszło spać. Ponieważ te dwie sytuacje nałożyły się na siebie w jednym dniu, uznałam to za dostateczny bodziec i kopniak, by i w życiu Groszka nastąpił ład drzemkowy…

Trafiło niestety na odsypianie przez Tatę Groszka nocki jednej, przed nocką drugą, ale i tak musiałam spróbować. By było prościej, najpierw w łóżeczku nakarmiłam Groszka, już wtedy jego oczęta zaczęły się przymykać, ale nieświadomy nie wiedział jeszcze co go czeka, więc pozwolił sobie na tego typu swawolę. Gdy skończył, chciałam szybko zamienić butelkę na smoczek, by obeszło się bez niepotrzebnego podnoszenia i walczenia z moim planem. Nie obeszło się, rzecz jasna. Najpierw uznał to za taką zabawę i tylko bezustannie próbował się podnosić, gdy jednak przestało mu to odpowiadać, przeszedł w opcję płacz. I choć momentami trochę zawodził, to przyznam, że poszło lepiej, niż myślałam. Kilka razy już ucichł i zamknął oczy, jakby miał spać, zaraz potem jednak przypominał sobie, że to przecież wszystko było nie po jego myśli i przystępował do kolejnej próby podniesienia się i złamania mnie. Ale właśnie, byłam na tyle świadoma sytuacji i zdeterminowana, że wiedziałam, że jego płacz to tylko wymuszenie zmiany mojej decyzji o spaniu w łóżeczku. Jak powiedziała niania, dziecko przyzwyczajone do innej formy usypiania po prostu oponuje, bo nie do tego przywykło. Żadna jednak krzywda mu się nie dzieje i kiedy do Groszka w końcu dotarło…nagle przestał płakać i patrzył się na mnie jakby nie do końca rozumiejąc po co właściwie płakał…poleżał tak chwilę, potem ‚przeciągnęłam’ go na jego ulubiony prawy boczek i po chwili już spał. I choć pewnie śpiąc z Tatą w łóżku pospałby dłużej, to jednak około półtorej godziny snu było baardzo wystarczająco, zwłaszcza, że ostatecznie obudził się przed 17:00. Sukces!

Nie ukrywam, że gdy ta malutka cieplutka główka z delikatnymi włoskami leży tuż przy mojej twarzy na łóżku i słodko bezpiecznie śpi, kocham ten moment, kocham być wtedy Mamą. Liczy się jednak pewna rutyna i wygoda nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla Groszka. Ma swoje łóżeczko, ma w nim spać nie tylko w nocy, ale w dzień też. Tam ma szczebelki, które trzymają go w miejscu, nie zsunie się, nie wypadnie, co może wydarzyć się ilekroć śpi na łóżku, a my nie w porę zauważymy, że już się obudził. Łóżeczko to jego miejsce, jego azyl i przede wszystkim miejsce do spania. Czas zmienić przyzwyczajenia i pomęczyć się te kilka dni i znieść jego nieszczęsne zawodzenie, by w końcu zrozumiał i ładnie zasnął. To jest celem priorytetowym na kolejne dni. Ku mej uciesze, Tata Groszka w pełni się ze mną zgadza i mam nadzieję pomoże mi w przestawianiu zwyczajów Groszka, które przecież sami stworzyliśmy.

Bardzo, ale to bardzo jestem ciekawa jak usypianie, wieczorne, poranne, w ciągu dnia wygląda u Was? Macie z tym problem? Gdzie i jak to się odbywa? Każda z nas robi to inaczej, teoretycznie popełnia błędy wychowawcze, które jednak mogą zostać łatwo skorygowane przez zmianę rutyny i konsekwencję.

 

*Nawet nie mam żadnego ładnego aktualnego zdjęcia odpowiadającego tematowi wpisu, będzie zatem kwadrat z naszego Instagramu. ;)

3 Comments

  1. Mama Groszka

    Co ważne, dzisiaj znowu udało się i to prawie bez płaczu <3

  2. Paulie

    Za dużo nie pomogę, bo u nas jest podobnie jeżeli chodzi o drzemkę w ciągu dnia. Liwka budzi się 7-8 rano i czasem wytrzymuje do tej 12-13 i śpi już w wózku na spacerze. Ale są takie senne dni, że jest zmęczona już wcześniej, muszę się z nią wtedy położyć, przytulić.. i tak śpimy ;) Bywa tak, że mam coś do zrobienia i chcę wstać, to jak jeszcze nie śpi twardym snem, zrywa się i jest.. mocno zdenerwowana ;) Jak już się przeprowadzimy, muszę popracować nad tymi dziennymi drzemkami ;) Na szczęście wieczorem jest bajka: mleko-mycie ząbków-odłożenie do łóżeczka-5 minut patrzenia sobie w oczy-sen :)
    P.S. Pozdrawiam i życzę siły w byciu konsekwentnym!

    • Mama Groszka

      Serio śpi w wózku? U nas skończyły się drzemki w wózku od czasu wprowadzenia spacerówki. Też spaliśmy w łóżku razem, uwielbiam to, ale jak ja spać nie chcę, to strach się było ruszyć, że spadnie z tego łóżka, jak się obudzi, stąd konieczność łóżeczkowania… ;) grunt, że Li wieczorem ładnie zasypia!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>