druga strona medalu

lut 1, 2014 by

Wiecie, pisałam dopiero co o tym, że dobre dni, które nasze dzieci miewają – coby nie przyzwyczaić się do dobrego za bardzo – sprawiają, że dusza śpiewa i zalewa je miód dziecięcych uśmiechów. To prawda, najświętsza.
Bywają jednak też dni inne, gdy uświadamiam sobie, że w obecnej sytuacji – przynajmniej tymczasowo – musimy, albo dobrze by było gdybyśmy, zrezygnowali z pewnych przedsięwzięć. I nie chodzi nawet o piątkowe czy sobotnie wyjścia ‚z dziewczynami’, choć od porodu jakoś nie mogę się do tego zebrać…bo gdybym chciała, to wiem, że Groszek śpi i krzywda mu się nie dzieje, więc niewielką różnicę sprawiłaby mu moja nie-obecność.
Mam bardziej na myśli rzeczy, których już jako para nie możemy robić razem, bo jest On. I jak napisałam powyżej, wiem, że to kwestia kilku miesięcy, może roku, max dwóch, a będziemy ‚robić’ je wspólnie, bo Groszek będzie na tyle duży, by czerpać z tego radość.

Otóż chodzi mi o sporty, typu jazda na rowerze, bieganie, pływanie czy badminton. Nie ma takiej opcji, że idziemy razem, a szkoda, bo w pojedynkę zazwyczaj nie ma się takiego zapału. I jak z jazdą na rowerze jest jeszcze szansa, że kupimy przyczepkę i będziemy mogli tak podróżować całą Rodziną za kilka miesięcy zwiedzając piękną okolicę, tak bieganie, czy pływanie odpada. Nie wiem na ile Groszka bawiłoby ‚pójście’ z nami na badmintona i spędzenie godziny w wózku nieruchomo na sali gimnastycznej, o ile klub w ogóle pozwala na takie przedsięwzięcia?

Chwilowo jeszcze wykluczeni jesteśmy z grupy ludzi restaurujących się, owszem, nikt nas z dzieckiem nie wygoni, ale zdecydowanie nie widzę siebie spokojnie jedzącej i delektującej się obiadem, którego nie trzeba było zrobić, z tracącym cierpliwość z minuty na minutę Groszkiem. Co ważne, niekoniecznie jestem na etapie oddania jego ‚do przechowania’ na te kilka godzin, byśmy mogli spędzić czas sam na sam z Tatą Groszka. Jesteśmy wszędzie albo wszyscy, albo żadne z nas. Dopóki mogę, korzystam z tego przywileju.
Ale w niektórych wypadkach, to nie przywilej, tylko konieczność i chwilami brakuje mi tej swobody.

Z Groszkiem każdy wyjazd – nawet na zakupy – trzeba zaplanować: o której jadł, o której będzie jadł znowu, czy pieluszka czysta, czy nie powinnam zmienić zanim wyjdziemy, w co go ubrać, co trzeba zabrać, czy na wszelki wypadek wziąć mleko, a gdzie ja mu zmienię tam pieluszkę jeśli zajdzie taka potrzeba, czy nie zgrzeje się w tym, jaka w ogóle jest temperatura, temperatura taka, ale jak wieje, to odczuwalna temperatura jest niższa, czy więc wieje, ubierać buciki, czy nie ubierać, które zabawki wziąć, ciekawe kiedy zaśnie, a czapkę wziąć, a którą kurtkę i tak dalej i tym podobne…
Do tej pory – z tejże przyczyny między innymi – nie odważyliśmy się wyjechać gdzieś dalej, na dłużej, tylko kilka razy byliśmy poza domem na tyle długo, bym musiała go raz nakarmić (kiedyś piersią, teraz butelką) i choć od dawna zbieram się i mówię sobie, że to nic nadzwyczajnego, to jednak boję się napotkanych po drodze przeszkód. Obawiam się, że Groszek będzie miał dzień na ‚NIE!’, gdziekolwiek pójdziemy będzie ryk, a obce miejsce, tylko się do tego bardziej przyczyni. Chyba to po prostu kwestia przełamania się i wyruszenia, licząc, że atrakcje się mu spodobają.

Myślę, że całkiem niedługo – tak to sobie wyobrażam – będzie nam troszkę prościej, kiedy Groszek będzie w stanie już sam siedzieć, zmienimy wózek na tak zwaną spacerówkę i posadzimy go zadowolonego, by w końcu mógł wszystko sam zobaczyć. Może wtedy wszelakie wycieczki będą i dla niego i dla nas oznaczać nową, fajną przygodę, a nie tylko stres dla Mamy. :) Na ten moment pogoda zdecydowanie chce nas zniechęcić od podróży wszelakich zalewając obficie okolice deszczem, sprawiając, że nawet rundka honorowa spacerowa nie jest przyjemnością, a zamienia się w cieknącą, zmarzniętą, zblazowaną Mamę, której na domiar złego przeciekają buty…dobrze, że chociaż Groszek się trochę wysypia w tym czasie…

Byłabym zapomniała, wczorajszy wpis spowodowany był – jak się domyślacie – moim dzieckiem Aniołeczkiem, którego to poszłam zważyć w jego 22 tygodniu i 3 dniu życia, otóż ważył dokładnie 7.94 kg i zbliża się dzielnie do 75 centyla na skali.

A na koniec garstka zdjęć pięknych, bo piękne dziecię, śpiące ze swoim psem. Zapraszam :)

MAŁY CHŁOPIEC ZE SWOIM PSEM

2 Comments

  1. Oj wiem coś o tym- wyprawa do supermarketu to nielada wyczyn ;-) ale masz rację, jak Groszek zacznie siedzieć to będzie lepiej. Odkąd Kuba wszystko widzi z wózka wychodzimy z domu nawet jak nie zamierza spać, a on sobie grzecznie siedzi. A galerie handlowe i światełka w nich wręcz uwielbia :)

  2. Kaja

    Moi znajomi pojechali w góry na kilka dni ze swoją 3- miesięczną córką i nie było problemów. My też mamy zamiar swoją dziedziczkę zabierać w nosidełku na treningi- akurat będzie miała 3 miesiące jak się zaczną we wrześniu. Mój mąż już to przechodził ze swoim pierwszym, wcale nie aniołkowato spokojnym, dzieckiem i wiemy, że się da. Wszystko zależy od podejścia rodziców :)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>