Dobry start w początek dnia

sty 20, 2014 by

Każdego wieczora myślę sobie o czym będzie kolejny wpis następnego dnia. Leżąc już w łóżku przy zgaszonym świetle wyobrażam sobie dokładnie czego będzie dotyczył. Tworzę w głowie zdania, które brzmią tak wspaniale i zabawnie, gdy zabawne być mają. Myślę sobie, że koniecznie zabiorę się za ten wpis, by ani na trochę nie zwalniać wpisowego tempa. Zaczęłam od jednego wpisu każdego wieczora/nocy, jednak po miesiącu budziłam się każdego ranka zmęczona, w dzień byłam cała obolała, a wieczorem padałam na twarz. Dni nie cieszyły, dziecko nie cieszyło jak powinno, a raczej ja – Matka jego – nie byłam dość zadowolona, by dziecięciem się zająć i się uśmiechać, szczególnie z rana. W międzyczasie poznałam kilka blogów parentingowych, te z kolei na zmianę motywowały mnie do dalszego pisania, albo zniechęcały swoimi lepszymi niż moje zdjęciami, lepszymi niż moje wpisami. Z jednej strony widzę ogromne podobieństwo swoich do ich i to sprawia, że wiem, że temat macierzyństwa jest rozległy jak ocean, z drugiej strony, skoro tyle już ich istnieje i na pewno na każdym z nich napisano już to wszystko, co ja dopiero napiszę…to po co ja mam to pisać?

Groszek nasz jest wart każdego słowa, każdego wpisu, jednak tutejsza codzienność sprawia czasami, że opadam z sił i nie widzę sensu…
Przytłacza mnie to miasto, właściwie większa wioska, w której mieszkamy, przeszkadza mi brak czasu, by ogarnąć siebie, swój wygląd, włosy, wagę, denerwuje mnie, że moje dni są do siebie tak podobne i mimo, że z Groszkiem spędzam każdą chwilę, to czas ucieka mi przez palce.
Każdy taki dzień jednocześnie pozbawia mnie motywacji i daje kopa, by się ogarnąć, ale mimo, że jakaś część mnie jest gotowa coś z tym zrobić, coś po drodze zbija mnie z tropu i zniechęca.
I tak każdego dnia…

Prawda jest taka, że ciężko to nawet wytłumaczyć. Oczywiście można czytać to i pomyśleć: zorganizuj sobie lepiej czas, albo: zacznij biegać, czy po prostu: idź do fryzjera. Zrobiłabym to! Gdybym to było tak proste jak napisane tego i gdybym tak łatwo nie traciła chęci ku temu.

Wydaje mi się, że muszę rozpisać sobie plan, kolejność działań, by ta poprzednia napędzała kolejną do działania. To znaczy najpierw muszę ustalić sobie rutynę, której za nic nie będę zmieniać, może w ten sposób, gdy lepiej rozpocznę dzień, będę miała lepszy humor i więcej energii coś zdziałać. I choć spis ten może się wydawać przezabawny dla kogoś, kto dziecka małego nie posiada, w obliczu niemowlaka każde nawet najgłupsze czynności jak uczesanie włosów jest mega wyzwaniem, na które trudno znaleźć czas.
Nie wiem, może są Matki, które nie mają problemu z wyglądaniem pięknie pod względem makijażu, ułożenia włosów, czy doboru ubrań, ja jednak walczę każdego dnia, by nie chodzić w szlafroku czy nieuczesana.
Jeśli dziecko popłakuje, bo nawet nie płacze, ale popłakuje, to jeszcze mam te 2, 3 minuty, by coś ze sobą zrobić, zanim rozryczy się na dobre, staram się wtedy wypriorytezować czynności, by ‚przy okazji’ nie umyć zlewu, czy pochować suchego już prania, ale zająć się swoimi włosami w nieładzie, albo nie ubrać kolejny dzień tych samych spodni tylko dlatego, że mimo, że były zarzygane, to je wytarłam i nie widać.
Od czego w takim razie muszę zacząć dzień, by choć trochę widzieć sens tego wszystkiego? Otóż muszę:
1. Każdego ranka mieć czas, by nałożyć makijaż na twarz, zakańczając pomalowaniem rzęs.

2. Nie ubierać się za długo w jedne ciuchy, a mimo, że nałożę na przykład z rana dres, wziąć czysty, zamiast kolejny dzień nosić ten sam.

3. Zjeść śniadanie! Gdy nie zjem śniadania, nawet podnoszenie Groszka na ręce w połowie dnia sprawia trudność, że już nie wspomnę o tych cholernych schodach…

4. Gdy pierwsze trzy punkty zostaną spełnione, kolejny etap samozadowolenia nastąpi po: odwiedzeniu fryzjera…to jest konieczna konieczność na następne dni. Gdy moje włosy podążają każde w inną stronę, jak skłócone wieloraczki, gdy odrosną na tyle, że jakakolwiek fryzura pod nimi była ginie i do tego zaczynają przypominać siano na końcach…czas zrobić z tym porządek…ale zanim fryzjer, muszę wybrać odpowiednią fryzurę. Dla mnie – i pewnie dla większości kobiet – udana fryzura to wstęp do dobrego samopoczucia.

5. Gdy fryzura będzie na miejscu i obym była z niej zadowolona, czas przejść do kolejnego – chyba najważniejszego kroku – jeszcze nie wiem jak, ale zamierzam stracić zbędne kilogramy. Tzn. oczywiście, że wiem jak, ale problemem jest moja motywacja, chwilami czuję się tak źle we własnej skórze, że nawet nie chce mi się tego zmieniać. Nie mam ochoty na siłownię i kontakt z ludźmi tam, w ogóle temat spotkań grupowych – o ile nie dotyczą dzieci – pozostawiam na razie z boku. Dlatego jedną z niewielu opcji jakie mi zostały jest faktycznie bieganie. Tego typu aktywności obawiam się ze względu na swoje nieszczęsne kolana, które pod wpływem zbyt dużej ilości ruchu, najnormalnie w świecie bolą. Bolą jak chodzę, a potem już nawet jak nie chodzę. Ale załóżmy, że zaczęłabym biegać regularnie i chudnąć, wtedy teoretycznie kolana moje miałyby mniej ciężaru do noszenia. Albo zastanowię się nad jazdą na rowerze, ewentualnie pływaniem.

6. Punkt ten powinnam dopisać dopiero wtedy, kiedy ogarnę się z punktem 5…o punkcie 6 marzę od dawna, bardzo dawna. Punkt 6 jest spełnieniem moich marzeń i pragnień, wyobrażam sobie, że gdy będę mogła odhaczyć punkt 6, będę wreszcie szczęśliwa. Punkt 6 zakłada, żeee…w końcu będę mogła zmienić swoją garderobę/odrzucić za duże/powrócić do dawno odłożonych ubrań rozmiaru 38/40. Bo umówmy się, z moim rozmiarem bioder w 36 bym weszła tylko w innym wcieleniu…
Punkt 6 mówi o tym, że gdy już uda mi się schudnąć, wreszcie będę mogła chodzić w rurkach, będę mogła świecić tyłkiem (w rurkach), powrócę do ciasnych bluzeczek – tak, ja wierzę, że po bieganiu/pływaniu i mój brzuch straci parę centymetrów w obwodzie. A jak mawiają: wiara czyni cuda! :)

Problemem w moim planowanym treningu jest fakt, że będzie musiał się odbyć ze mną i moim sumieniem na osobności, sam na sam…Czy więc wystarczy mi motywacji, by gnać przed siebie? Czy złapanie się za solidne udo, bądź konkretny pośladek da mi tę motywację? Mam nadzieję, że tak. Żałuję, że nie będziemy mogli biegać wspólnie z Tatą Groszka, któremu też przydałby się ruch. Wyobrażam sobie jednak, że na wiosnę zakupimy albo fotelik na rower, albo przyczepkę, by Groszek mógł urządzać sobie rowerowe wycieczki z nami. To znaczy…albo wybierzemy się wszyscy, albo nikt…no chyba, że pojedynczo…czego nie lubimy. Póki co jednak, gdy wszystko jest w fazie planowania i motywowania się, muszę uważać, by się nie zniechęcić, bo inaczej nadprogramowe kilogramy pozostaną ze mną na zbyt długo.

Do punktu 5, a może jako punkt 4.5 powinnam dopisać ważną rzecz, a mianowicie: dobranie odpowiedniej muzyki do treningów! Tak, muzyka da mi odpowiedniego kopniaka i wprowadzi we właściwy nastój, by biec. Gdy więc będzie dobrze dobrana muzyka, chęć by oddać się wraz z nią w bieg przed siebie, będzie większa.

A żeby nie majaczyć nad ranem ze zmęczenia, oddam się kolejny przed-sennym rozważaniom o mądrości płynącej z moich wpisów.

 

Related Posts

Share This

4 Comments

  1. Jak ja Cię dobrze rozumiem ;-) Też należę do tych mam, które do południa potrafią chodzić w piżamie i się wstydzą, kiedy niespodziewanie zapuka listonosz… :) Makijaż nakładam tylko, kiedy wychodzę z domu, a jeśli nigdzie nie idę – staram się nie patrzeć w lustro :D u fryzjera byłam, ale skończyło się to jeszcze większą depresją, choć po 2 miesiącach już się przyzwyczaiłam i zapomniałam o moich długich włosach… ba, teraz mi nawet wygodniej :D Odchudzanie odkładam zawsze na „jutro”, a na basen idę odkąd urodził się Kuba, ale zawsze jest coś… :) W dodatku jestem w czasie sesji na uczelni i to wszystko sprawia, że czasami wieczorem nic tylko usiąść i wyć :) Potem przychodzi noc- mały budzi się 10 razy, rano nie potrafię otworzyć oczu i znowu wszystko od początku :D Ech, czas się za siebie wziąć! :)

    • Mama Groszka

      ale Ty to przynajmniej dzielna jesteś i próbujesz połączyć matczenie ze studiami (olaboga, z sesją!), ja nie mam na co zwalić…ledwo zdołam chałupę ogarnąć (czyt. pozmywać wczorajsze naczynia w zlewie, czy pościelić łóżko) albo obrać ziemniaki na ‚obiad’ o 20:00. wstyd przed listonoszem?? skąd ja to znam!

      • Jakoś muszę, ostatni rok- szkoda by było zawalić na ostatniej prostej. Magisterkę napisałam w wakacje, kiedy tatuś był na tacierzyńskim, a młody w większości czasu spał- teraz bym za Chiny ludowe nie dała rady, bo jestem zajęta ściąganiem go przez cały dzień z mebli :D Co do naczyń to mówię Ci, odkładaj na zmywarkę! My po stu latach debat, w końcu się zdecydowaliśmy, na raty, bo na raty, ale kochana- inne życie! :D (U nas nikt nie lubił zmywać i zawsze stosy naczyń zalegały, aż zaczynało brakować, to wtedy…) A łóżka to ja czasem w ogóle nie ścielę, kołdrę zarzucam pod poduszki- lepiej mi się bawić z Kubą na łóżku w tych nieocenionych chwilach, kiedy postanowi się zainteresować zabawkami :) Poczekaj jeszcze chwilkę, jak Groszek będzie troszkę bardziej samodzielny to wszystko się LECIUTKO poprawi…. :)

        • Mama Groszka

          a jakie studia kończysz? co do zmywarki to planujemy, nawet bardzo, ale najpierw miał być remont kuchni, taki totalny, dlatego wtedy kupilibyśmy zmywarkę pod zabudowę. więc teraz nie ma sensu kupować takiej zwykłej… :) wstawiaj więcej zdjęć Kuby na bloga, bo super jest :)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>