Cotton Balls na horyzoncie

sty 10, 2014 by

Cotton Balls na horyzoncie

Ale się dzisiaj zeźliłam! Właściwie to na kilka rzeczy niemal jednocześnie. Zezłościła mnie trasa, a w zasadzie pewne miejsca po drodze, które uniemożliwiły mi przejście z wózkiem. A u celu podróży nie załatwiłam sprawy przez głupią biurokrację i na mój gust, brak chęci pomocy.

Przede wszystkim zaplanowałam sobie trasę w mapach google i podążałam nią. Trasa ustalona była piesza i nie przewidziałam, że po drodze będę musiała minąć tory kolejowe…a jedyną drogą przez nie będzie kładka…kiedy dostrzegłam cień szansy, widząc podjazd dla niepełnosprawnych…weszłam…na peron :| Cofnęłam się więc – niewiele na szczęście – i przeszłam nad torami wiaduktem. Od kiedy pojawił się Groszek, jeszcze bardziej obawiam się spacerowania przy ulicy. W mojej wyobraźni każde auto to zagrożenie, widzę jak kierowca traci przytomność, zagapia się, lub z innego powodu traci panowanie nad samochodem i uderza w nas. Nie raz zastanawiam się jak mogłabym ratować siebie i Groszka nawet słysząc i jakimś cudem widząc przed czasem, że coś w nas pędzi. Ale zazwyczaj zaraz obok chodnika jest mur, albo jakieś krzaki i nie widzę żadnej drogi ucieczki. A w ułamku sekundy nie byłabym w stanie nawet wyszarpnąć Groszka z wózka. Po co ja o tym myślę? Po prostu tak mam… Kiedy więc udało nam się zejść z ‚głównej’ drogi weszłam w okolicę bardziej osiedlowo-parkową i już zbliżałam się do celu. A tam niespodzianka…

20140109_152115 20140109_152126

Zazwyczaj montuje się wąskie zakręcające wejścia, które na szerokość mieszczą wózek, ale nie to. A to cholerstwo obok?! Podjechałam do tej ‚bramki’ z niewiadomo czym ograniczającym przejazd i jedyną opcją było złożenie daszku gondoli i obniżenie kierownicy. Ale otwierając daszek ryzykowałam obudzeniem Groszka, bo automatycznie robiło się o wiele jaśniej w wózku, a on właśnie drzemał i bardzo zależało mi, żeby tak zostało (o ostatnich problemach z jego zasypianiem pisałam TU). Szczęście, nie obudził się, a musiałam go trochę przetelepać przez tę bramkę, bo zabrakło pod nią chodnika. Dopiero w drodze powrotnej zauważyłam kawałek dalej furtkę, przez nią też przeprawiali się rowerzyści – już wprawieni, bo nawet nie schodzili z rowerów. Ale kiedy mijałam to Ułatwienie Dla Kobiet Z Wózkami, kilka metrów ode mnie jedna pani będąc na spacerze z psami też skomentowała widząc moje starania, by przebrnąć na drugą stronę. Jestem tu 3 lata, a Anglików rozumiem coraz mniej…

Wtedy doszłam do przychodni – celu mojej podróży. Miałam zamiar wziąć 3 formularze do zarejestrowania się, bo skoro zmieniliśmy adres, przysługiwała nam inna – będąca o wiele bliżej do naszego nowego domu – przychodnia. Tak przynamniej było w moim mniemaniu, a zazwyczaj staram sie myśleć logicznie. Oczywiście kolejna pomyłka. Wchodzę i mówię do pani w recepcji/rejestracji, że chciałabym zarejestrować swoją Rodzinę tutaj…
Pani z recepcji: A mieszkacie w Bridgwater?
Ja: (przytakuję głową)
Pani z recepcji: A od kiedy mieszkacie w Bridgwater? (sięga po formularze)
Ja: (coś mnie zaćmiło i mówię) od 3 miesięcy
Znowu ja: Tzn. 3 miesiące temu przeprowadziliśmy się do nowego domu i teraz mieszkamy najbliżej tej przychodni
Pani z recepcji: (chwila zawahania) Aaa…czyli chcecie zmienić adres?
Ja: …nie. Jesteśmy zarejestrowani gdzie indziej, ale się przeprowadziliśmy i tutaj mamy najbliżej i chcemy zarejestrować się tutaj…
Pani z recepcji: (odkładając formularze) Niestety nie przyjmujemy nowych pacjentów z powodu dużej liczby już obecnych…
Ja: (widząc jak najpierw wzięła, a potem schowała formularze) Ale my teraz mieszkamy najbliżej tej przychodzi, czy to nie tak, że automatycznie możemy przynależeć do niej?
Pani z re-kurna-cepcji: Jak już mówiłam, nie przyjmujemy nowych pacjentów z powodu dużej liczby już obecnych…

Nie była w stanie mi powiedzieć do kiedy taki stan rzeczy potrwa…czasem bardzo żałuję, że nie potrafię być niemiła dla obcych (którzy nie są ewidentnie niemili dla mnie), bo wydaje mi się, że gdybym się postawiła, to bym jednak dostała te formularze. Wysyczałam tylko ‚dziękuję’ nawet już nie patrząc na nią i wyszłam. Tak jakbym miała codziennie umawiać się na jedną wizytę i zabierać cenne miejsca innym pacjentom. Ile razy w roku chodzi się do lekarza?! Po prostu jeśli danego tygodnia jest ich więcej, czeka się trochę dłużej na wizytę, a przecież nie oznaczałoby to czekania miesiąc. Poza tym więcej pacjentów to nie tylko więcej pracy, ale i więcej pieniędzy dla nich. Nie wiem, nieważne…całe szczęście ta przychodnia, w której jesteśmy obecnie zarejestrowani nie jest taka straszna, ani nie jest tak bardzo daleko od naszego domu. Fakt, że z wózkiem na piechotę bym się tam nie wybrała, ale po 15 minutach jazdy samochodem jesteśmy na miejscu.

Jedynym plusem dzisiejszego spaceru był sen Groszka. Zasnął raz idą w stronę przychodni, a potem drugi raz w drodze powrotnej i to na tak długo, że szkoda było mi zachodzić do domu, gdy jeszcze spał, więc pokręciłam się aż się sam obudził. Prosto na karmienie, w dobrym humorze, bo wyspany. I właśnie sobie coś przypomniałam, mamy kolejnego flaka w dętce…to jest ten minus dmuchanych opon, w połączeniu z krzewami zabezpieczonymi kolcami, których ci u nas dostatek, stają się bezużyteczne. Przytrafia się to nam 3 raz w ostatnim miesiącu. Co za feler. :)

I co ja jeszcze miałam…ach! Moje Cotton Balls’y dotarły. :) Są naprawdę urokliwe, poniżej kilka zdjęć po ciemku…a niedługo postaram się uwiecznić je za dnia, bo chociażby zielone nie oddają swojego koloru w tym świetle. Ale Groszek nimi zauroczony. Mama Groszka też!

ND3_6963 ND3_6972 ND3_6976 ND3_6979 ND3_6980

Related Posts

Share This

2 Comments

  1. DeMia

    Cotton Ballsy piękne, ale Grochu nie zaślini jak leżą w jego zasięgu? ;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>