co my Mamy się mamy!

sty 12, 2014 by

co my Mamy się mamy!

Dzisiejszy wpis będzie życiowy, codzienny. Jak moje przygody z macierzyństwem. Ostatnio zauważyłam pewną tendencję na blogach parentingowych, dziewczyny dodają posty, w których wymieniają na przykład, jak być Mamą i nie zwariować, albo czego nie mówić Mamom. A mi przyszło do głowy coś innego, i już nawet nie chodzi o odwzorowywanie się, tylko jak napisałam w pierwszym zdaniu. Codziennie się z tym borykam i przyszło mi na myśl ulżenie sobie, w postaci tego wpisu. ;)

KUPA ZA KUPĘ
Otóż prawie codziennie, choć wolałabym znaleźć czas każdego dnia, udaję się na spacer z Groszkiem. Zazwyczaj sama, bo Tata Groszka pracuje, ale gdy jest możliwość, idziemy razem. I za każdym razem stykam i borykam się z tym samym problemem. Sprawa smrodliwa i tak przyziemna jak kupa, psia kupa dokładniej. Nie ma dnia, żebym mogła spokojnie przejść CHODNIKIEM bez wymijania jakichś psich kup. Wydawałoby się, że akcja ‚posprzątaj po swoim psie’ jest w Anglii na tyle rozpopularyzowana, że wszyscy to robią, ale niestety… I o ile psie kupy na trawie nie przeszkadzałyby mi wcale (bo jeszcze Groszek nie jest na tyle duży, że nie biega i w nie nie wdepuje), tak wielkie odchody, jakby koń narobił, które czasem niemal nie ma jak wyminąć, wprawiają mnie w – delikatnie mówiąc – złość. Co ciekawsze, nigdy jeszcze nie byłam świadkiem psa zostawiającego po sobie taki ‚ślad’, na pewno nie omieszkałabym skomentować wtedy. Ludzie, jak tak można, opamiętajcie się! Psy uwielbiam, ale kółek wózka pokrytych psimi kupami nie, a jeszcze bardziej właścicieli tych psów!

PRZYCZAJONA MAMA, UKRYTE ULEWANIE…
Czym jest ulewanie? Och, w internecie znajdziecie nieskończenie wiele stron i informacji na ten temat. Ale jeśli któraś z Was chciałaby wiedzieć dokładniej, już wklejam:
„Ulewanie to wypływanie niewielkiej ilości pokarmu z ust niemowlęcia, zwykle krótko po jedzeniu. Czasem pokarm cofa się pod ciśnieniem. Ulewanie jest częste u małych dzieci, ponieważ ich układ pokarmowy, a szczególnie mięsień zwieracz przełyku, blokujący wsteczną wędrówkę pokarmu z żołądka, jest jeszcze niedojrzały. W dodatku niemowlęta w trakcie ssania połykają powietrze. Bańka powietrza, „uwalniając się” z żołądka jak z butelki odwróconej do góry dnem, przy okazji wypycha nieco pokarmu. Ulewaniu sprzyja przekarmianie i szybkie jedzenie, np. gdy dziurka w butelce jest zbyt duża lub niemowlę nie nadąża za połykaniem mleka z piersi podczas nawału pokarmu. Bywa także oznaką alergii. Jeśli dziecko czasem ulewa pokarmem przypominającym twarożek, nie ma powodu do zmartwień. Pokarm został po prostu częściowo strawiony przez kwaśny sok żołądkowy.”
Źródło.
Tyle z teorii, a czym jest Ulewanie w praktyce? Ulewanie, to niezwykle inteligentny twór…rejestruje wszystko, co dzieje się w życiu dziecka i Mamy i ujawnia się w najmniej odpowiedniej chwili, a także miejscu. Ulewanie ma miejsce, gdy trzymacie dziecko na rękach po karmieniu, opatulone śliniakiem i pieluchą tetrową, tak szczelnie, by nie zabrudziło ani Ciebie, ani ubranka, Ulewanie zna sposób na to, wyskakuje nagle, mimo oczekiwania na nie, wymija śliskim lotem śliniak, zakręca na pieluszce i gładko ląduje na nogach dziecka i sunie dalej zbierając siły na nogach Mamy i zakańcza na kocu na kanapie. Ulewanie czai się, gdy Mama ubierze swoje piękne dziecko odświętnie do wyjścia i wtedy atakuje znienacka. Lekkim ruchem pokrywa każdą z uwagą dobraną część garderoby dziecka i bez namysłu w nie wsiąknie nim Mama zauważy. Ulewanie uwielbia szyję! Rozlewa się wtedy z każdej strony ust i zatapia się dookoła szyi dziecka, sprawiając, że bodziak jest do wymiany. Albo po kąpieli, gdy już dziecię leży wymuskane, nawilżone i wypielęgnowane, wtedy ono, Ulewanie, triumfalnie zaleje wszystko, co ma w zasięgu, śmiejąc się w twarz z zadowolonej z wcześniejszego efektu Mamy. Ulewanie skrada się jak bezwzględny drapieżca z Afryki, gdy wydaje Wam się, że je przechytrzyłyście i złapałyście w sidła pieluchy wszystkie jego elementy, ono zachowa najlepsze na koniec i wleje Wam się prosto do dekoltu. Na szczęście Mama uczy się strategii wojennej Ulewania i nie daje się tak łatwo zaskoczyć, ale niemal każdego dnia, wydaje jej się, że tak samo jak Mama, Ulewanie też uczy się nowych sztuczek i nie raz wygrywa w tej nierównej ‚Ciało Stałe vs Ciało Płynne’ walce. :)

ZLITUJ SIĘ I ŚPIJ!
A co robi Mama, gdy dziecko rano nie daje jej spać? Jak już wspomniałam w innym wpisie, jestem śpiochem. Do tego jestem nocnym markiem, co – będąc Mamą – zwalam na brak czasu w ciągu dnia. Dlatego nadrabiam wieczorami. Nierzadko okazuje się, że wieczór dawno przkształcił się w głęboką noc i ‚znowu idę za późno spać’. Rozbestwił mnie Groszek, który śpi do rana, także wiem, że kładąc się o 02:00, nie będę musiała go karmić o 03:00. Groszek śpi obecnie przeważnie do około 08:00, ale ja, po 5 godzinach spania, nadaję się jeszcze do niczego. Dlatego jeśli po nakarmieniu – w łóżku – mimo moich usilnych starań jak głaskanie po nosku, wyciszanie, pokazywanie komórki, aż do kołysanki czy suszarki w komórce, dalej odmawia spania, przekładam go do łóżeczka. W łóżeczku jest karuzelka, która całe szczęście pomaga, na chociaż te pół godziny, oprócz karuzelki jest szeleszcząca książeczka – obecnie ulubiona zabawka Groszka. Czasem po karmieniu trzeba przebrać pieluchę, bo mleko przepycha niżej kupę, to kolejne z zadań Mamy Zombi, które pobudzają ją do życia. A gdy wszystko zawodzi, zostaje jeszcze mata edukacyjna, która na szczęście też skutkuje. Drażni mnie tylko, że wszystkie te zabawki wyłączają się po jakichś 10/15 minutach i wtedy mimowolnie krzyk i niezadowolenie Groszka przypomina mi (budzi mnie) że czas pstryknąć, by znowu zaczęło grać. Gdy Groszek dość się należy, nasłucha i napatrzy, przechodzę do punktu pierwszego czyli próba ponownego usypiania, wtedy w około 50% się udaje. Nigdy jeszcze nie miałam w sobie tyle samozaparcia, by faktycznie wstać na dobre. Do godziny 11:00 jestem na wpół żywa, choć wiem, jak wygląda dzień i samopoczucie Groszka, gdy też się dość nie wyśpi. Stąd moje naleganie na więcej snu z rana. Samego rana! ;)

JESTEM NA NIE!
A z czym jeszcze mam problem? Zostając w temacie ‚moje dziecko nie chce się dostosować’, pora ponarzekać na niemożność Groszka do zasypiania w ciągu dnia w domu. Kiedy był mniejszy przychodziło mu to zdecydowanie łatwiej. Najchętniej odpływał w ramionach, zdarzało się w bujaczkach, nawet w wózku, który stoi w takim pomieszczeniu z prawie przezroczystym dachem przy kuchni. A teraz? Właściwie nie ma miejsca, które by mu pasowało. Wszędzie kończy się to rykiem. Wózek dawno już odrzuciłam, bo tam za zimno, bujak-huśtawka zaczął powodować u niego odwrotny skutek, uświadamiał sobie tylko w nim, jak bardzo nie chce tam być (do niedawna trwała separacja pomiędzy Groszkiem, a jego huśtawką), w łóżeczku zachowuje się, jakby leżał na rozżażonych węglach, albo pinezkach, a na rękach ‚od biedy’ w końcu zaśnie. Ratuję się wyjazdem do miasta samochodem, no albo spacerkiem. Ale nie zawsze trafię z czasem jego drzemki na wyjście i mamy problem. Pocieszam się poniekąd, że dużo moich koleżanek ma ten problem, ale osobiście uważam, że coś jest nie tak, może nie tyle z dzieckiem ;) co ze sposobem usypiania? Nie wiem, jakiś pomysł?

NIE MAM CZASU SIĘ WYSIKAĆ!
Ponieważ dzisiejszy wpis poświęciłam rzeczom, które mnie, Mamie, utrudniają życie, wkurzają, pora na ‚nie mam czasu się wysikać’. Zazwyczaj Groszek ma dobry dzień – co wiąże się znacząco z wyspaniem i odpowiednio długimi drzemkami, z którymi on ma/ja mam problem – i wtedy jest skłonny pozostać sam ze sobą, czy to na macie, czy na bujaczku. Nakupowaliśmy jemu, jak i dostaliśmy, całe mnóstwo gryzaczków, kocyków, przytulanek, zabawek edukacyjnych pod większym, lub mniejszym względem. I zazwyczaj się one sprawdzają. Zabawią dziecko me na te 15, 20 minut. W tym czasie dam kotom jeść, skorzystam z toalety, czy chociażby się ubiorę, nawet z pomalowaniem rzęs. Bywają jednak dni, kiedy nieważne jak bardzo się staram, nie imponuje to Groszkowi i jest niepocieszony siedząc na swoim bujakotronie otoczony zabawkami i skaczącą wokół niego Mamą. I wtedy pojawia się problem. Według Taty Groszka, powinnam znaleźć tę godzinę luzu w ciągu dnia, by nadrobić koleżeńskie pogadanki, a wieczorem spokojnie usiąść do oglądania filmu. Błąd! Czasami mamy takie dni z Groszkiem, że nawet sikanie bez popłakiwania albo ryku dochodzącego zza drzwi to nie lada wyczyn. Co śmieszniejsze, gdy udaje się do kuchni przygotować JEGO jedzenie, nie obejdzie się bez płaczu, jeśli nie ma ochoty zostać sam. Pomaga przeniesienie jego całego z bujakiem razem do kuchni. Groszek oczywiście nie wie, że przygotowuje jego mleko, więc powinien być spokojny, to tylko mnie bawi ta sytuacja. ;) Podobnie, gdy próbuję ubrać się, by z NIM wyjść na spacer, muszę krzyczeć z drugiego końca domu, udając, że jestem tuż obok, albo co mijam pokój, gdzie on jest, zaglądam do niego, żeby nie zdążył się zniecierpliwić. I kto tu jest szefem, ja się pytam? Dziecko robi ze mną co chce! :)

Czy jest więcej sytuacji wartych wspomnienia? A jakże, ale zostawię sobie coś na potem, z pewnością chętnie się jeszcze pośmiejecie z moich perypetii, a po części przytakniecie, wspominając swoje wygibasy przy dziecku. ;) Macie coś do dodania? Z chęcią i ja się pośmieję, śmiało. Trzeba przyznać, że to znacznie urozmaica mi dni, czasem nawet poprawia humor, poza tym, że denerwowało też, ale już zdążyłam się przyzwyczaić. Każda Mama musi być przecież uśmiechnięta przy swoim dziecku, a nie złościć się na kwestie, którym na pewno nie dziecko jest winne.

Zanim skończę muszę wspomnieć, że dzisiaj pierwszy raz zaserwowałam Groszkowi kaszkę jaglaną. Zdecydowałam się na kaszkę firmy Holle, o taką:

holle-organic-millet-porridge-4mths-6-x-250gPonieważ na opakowaniu zasugerowano tylko przepis na 170ml mleka modyfikowanego (ciekawe które dziecko w wieku 4 miesięcy tyle zjada) i nie dołączono żadnej miarki, a tylko zaproponowano odmierzanie w łyżkach stołowych, sama ‚na oko’ zmieniłam przepis na minimum mi dostępne (bo jedna miarka mleka modyfikowanego jest na 30ml), czyli 30ml. Wyszło mi, że powinnam do 30ml mleka modyfikowanego dodać 0.62 łyżki stołowej. Hmm? Kiedy to zrobiłam, kaszka kaszką nie była, a raczej wodą z pływającą gdzie niegdzie kaszką, dodałam więc jej więcej, aby trochę ją zagęścić. Wyczytałam, że zarówno łyżeczka, jak i kubek, z którego się podaje kaszkę ma być sterylny – to prawda? Przystąpiłam do dzieła…ułożyłam Groszka w bujaku, zabezpieczyłam śliniakiem i podałam. Nie doczekałam się szeroko otwartej uśmiechniętej i gotowej na kolejne kęsy buzi. W zamian było zdziwienie, niesmak, niezadowolona mina. Ale tę odrobinkę pociumkał i dałam sobie spokój. Dzisiaj i przez kolejne dni ma tylko poznać nową fakturę i smak. Dla jasności, kaszkę zaraz po Groszku spróbowałam sama i smakuje dobrze, ale nie spodziewam się cudów po Groszku, który do tej pory znał TYLKO mleko. Nie potrafi więc odróżnić czegoś smacznego od smacznego mniej lub wcale. Jestem ciekawa jaka będzie reakcja jutro. Będę informować na bieżąco.

A teraz kilka obiecanych zdjęć nowego spanka i świecących kulek Cotton Balls. Jestem z nich bardzo zadowolona, choć nie do końca z efektów zdjęć. Kolejne jednak będą przy wyłączonych kulkach, wtedy mam nadzieję, do końca oddam kolor ich wszystkich. Te kulki, które wydają się żółte, są w rzeczywistości jasno zielone.

ND3_6982 ND3_6983 ND3_6988

Łóżeczko Kubusiowe (Winnie The Pooh) ładnie prezentuje się z koszem na pranie. :D

ND3_6992 ND3_6997

Gdy widzę tę zadowoloną, bo wyspaną, minę, och!

ND3_7004

To już coś, leży na brzuszku i nie płacze…

ND3_7008 ND3_7010

4 Comments

  1. Mnie też denerwuje jak dziecko rano nie chce spać. Zazwyczaj po prostu to olewam,kładę go koło siebie i sama dalej śpię. A on niech robi co chce (zazwyczaj szybko mu się nudzi i też zasypia.
    Jeśli muszę iść do toalety lub zrobić jedzenie, to nie przejmuję się ewentualnym marudzeniem dziecka. Bo nic mu się nie stanie jak zostanie na 5 minut beze mnie. Nawet jeśli się rozpłacze to trudno, przecież zaraz wrócę, przytulę go i będzie znów uśmiechnięty.

    W ogóle to fajny ten Twój groszek,słodkie dziecię! Pozdrowienia!

    • Mama Groszka

      Dzięki :) a jak Ci się w ogóle czyta bloga teraz? zmieniłam kolor czcionki, rozmiaru niestety nie mogłam, bo mimo wpisania w kodzie innego rozmiaru, blog nie reagował, masz może sposób na to? :)

      • Ja zmieniam w css rozmiar czcionki, jak znajdziesz sekcję „body” to powinnaś przy „font-size” zmienić rozmiar i nie ma bata, że nie zadziała!

        • Mama Groszka

          W style ccs widzę część body, mam wpisane 14, teraz wpisałam 20px i zero reakcji :/

Odpowiedz na „monika moAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>