5 miesięcy rosnącej miłości…

sty 27, 2014 by

5 miesięcy rosnącej miłości…

…czyli Groszek jest z nami na tym świecie już 5 miesięcy! Standardowo myślę, ale muszę napisać: tym razem naprawdę nie wiem kiedy to minęło! Nawet kilka dni temu nasza znajoma okazała swoje zdziwienie, gdy powiedziałam, że Groszek niedługo kończy 5 miesięcy. Ona na to, że zatrzymała się na etapie, gdy miał około 3 i nawet komuś dopiero co mówiła, że ma nieco ponad 3 miesiące. :D Chyba ją rozumiem, 3, nawet 4 miesiące to jeszcze maleństwo, ale 5…to już coś! Również przez to, iloma rzeczami i zmianami zaskoczył nas nasz Synek!

To, jaki stał się radosny, uśmiechnięty i komunikatywny, a jednocześnie wymagający i świadomy swojej obecności, niesie za sobą wiele cudownych chwil, jak i tych wymagających większych pokładów cierpliwości z naszej strony. Każdego dnia dzieje się coś nowego, coś wspaniałego, co nas zaskakuje i rozśmiesza. Jego uśmiechy rozczulają, a odgłosy, które ćwiczy chwilami brzmiące jak słowa, które znamy bawią nas strasznie. :)

Bardzo wiele się wydarzyło przez ostatni miesiąc. Częściowo przyczyniliśmy się do tego my, ale w większości to Groszek – ciekawy świata – skupia na sobie całą uwagę. Postaram się w punktach poniżej nie zapomnieć o niczym, co było tak ważne w życiu Groszka.

1. Przede wszystkim co bardzo mnie cieszy, jest fakt, że tak dużo ‚gada’, gaworzeniem tego nie nazwę, ale coraz to nowe dźwięki każdego dnia, to naprawdę powód dla mnie do dumy. Wiele poranków spędziłam z nim w łóżku nasłuchując jak opowiada, słuchając sam siebie i  próbując czegoś nowego. Piski pterodaktyla, prucie, plucie i ‚pierdzenie’, czy niemal dziewczęce odgłosy, to tylko niewielka część jego umiejętności. Tu trzeba mu przyznać, że jest w stanie nas zaskoczyć, gdy bardziej lub mniej świadomie stworzy nowe spółgłoski.

2. O czym już też wspomniałam wyżej: uśmiechy i chichoty. Jest cudowny! Co lepsze, ostatnio zauważyłam nawet, że nie potrzebuje bodźca, by się uśmiechnąć czy zaśmiać. Zresztą, trudno mu się dziwić, wystarczy popatrzeć na nas – nadskakujących mu bez przerwy, żeby mieć powód do śmiechu. ;) Założę się, że w takich chwilach przypomina sobie, jak prześcigamy się, kto pierwszy podłoży pieluchę tetrową, by nie zarzygał świeżej koszulki, czy naszych wyjściowych ciuchów. ;) No boki zrywać!

3. Póki co nie zaobserwowałam wielkich zmian i postępów ruchowych, nadal bowiem nie lubi leżeć na brzuszku i trenować głowkę i ramiona. A jeśli chodzi o leżenie na plecach, to tu wydarzyło się sporo. Przede wszystkim leżąc na macie niemal bezustannie podkurcza nogi i sięga dłońmi do stópek/skarpetek. Aktualnie każde leżenie na pleckach = sięganie do stópek. Chwilami powoduje to przewalenie się na bok, ale chyba jeszcze nie dostrzegł powiązania i jeśli to się stanie, że skończy na boku, to tylko przypadkowo. Niemniej, miło to widzieć. Coraz częściej zostawiając go na macie głową na godzinie 12, zastaję go po jakimś czasie z głową na godzinie 3, a dzisiaj pierwszy raz na 6! Jeśli udało ‚nam’ się położyć z plecków na brzuszku, to tylko z moją pomocą, sam zdecydowanie nie jest zainteresowany takim ćwiczeniem. Zastanawiam się, czy w ogóle będzie zainteresowany, skoro tak nie lubi brzuszkowania.

4. Wkładanie wszystkiego do buzi, o to to! O dłoniach w buzi już nawet nie wspomnę, to jest norma. Wydawało mi się przez chwilę, że go to znudziło, bo jakby zaprzestał tego procederu, ale zaraz po tym, jak się nad tym zastanowiłam, już ciumkał paluszki. Do tego coraz bardziej ciekawi go każda możliwa zabawka w buzi, nawet pielucha tetrowa, a gdyby się dało zabawki wiszące mu nad głową na macie. Co tu dużo pisać, wszystko w zasiegu ręki wyląduje w buzi. Staram się tylko utrzymać jego gryzaki i dłonie w czystości, bo walczyć z tym bez sensu, taki etap rozwoju.

5. Bardzo dużo czasu przez ostatni miesiąc Groszek spędził na siedząco. Nie sam oczywiście, o tym nie ma mowy, gdybym pozwoliła mu spróbować samemu siedzieć, złożyłby się jak scyzoryk. Sadzany na rękach jednak bardzo przyzwyczaił się do tejże pozycji i niebardzo już lubi leżeć, to znaczy, na zbyt długo w jego mniemaniu. Na pewno bardzo ucieszy go moment, gdy będzie w końcu w stanie utrzymać się w pozycji siedzącej sam. Główkę trzyma pięknie, tylko mięśnie kręgosłupa zdecydowanie jeszcze nie wydolą. Przyznam, że również czekam na ten moment, życie i dla niego i dla nas stanie się o wiele ciekawsze i prostsze.

6. Już myślałam, że po ptokach, ale nie! Dzisiaj w kąpieli Grosiu w końcu przyciągnął i trafił stópką do buzi! Od dobrych kilku dni intensywnie trenował i przymierzał się, ale do tej pory się to mu nie udało. Widząc jego wieeelkie zainteresowanie stopami i to, jak ładnie je chwytał, myślałam, że pójdzie mu to sprawnie, ale widać nie jest to takie proste, jak się wydaje. Jak się wydaje…dla niemowlaka…;) Brawo Groszek! Mam nadzieję, że na dniach uwiecznię tę akrobację.

7. Bardzo, ale to bardzo ważna sprawa. :) 11 stycznia, czyli w wieku 4 miesięcy i 16 dni pierwszy raz podałam Groszkowi coś poza mlekiem. Zaczęłam od kaszki jaglanej, krzywił się przez wszystkie 2 łyżeczki, które mu zaproponowałam. Spróbowałam następnego dnia i reakcja była taka sama – czemu się jednak dziwić, staram się nie zapominać, że dla niego WSZYSTKO na tym świecie jest nowością! Trzeciego dnia spróbowałam z kleikiem ryżowym i mimo obiekcji, poszło tylko odrobinkę lepiej. Czwarty dzień to znowu kleik ryżowy i znowu mały postęp, a 5 dnia w końcu ujrzałam upragniony widok, otwierającą się paszczę! Hurra, zasmakowało! Ale to i tak pikuś, te kaszki i kleiki smakują niemal jak mleko, tyle, że mają inną fakturę…kolejnego dnia podjęłam wyzwanie zapoznania go ze słodkim ziemniakiem. Standard na początek, czyli mina wykrzywiono-niezadowolona, ale trochę pociamkał. Drugi dzień znowu ziemniaczek i reakcja lepsza, buzia się otwiera. :) Trzeci dzień próba z pewnym gatunkiem dyni zwanej butternut squash – w zasadzie smak podobny do ziemniaka. Poszło! Czy muszę wspomnieć, że mina była? Bo była. Następny dzień znowu i jeszcze chyba kolejny i następny. A jutro przyjdzie pora na marchewkę. I choć jestem przekonana, że będzie niezadowolony jak zwykle, tak na pewno smak marchewki podejdzie mu najbardziej – bo komu by nie podszedł? Na ten moment traktuję go śniadankowo kleikiem/kaszką, a obiadkowo warzywkiem. Wszystko w porcjach testu, czyli obecnie około 3 łyżeczek. Po marchewce przyjdzie w końcu pora na jabłko i banana. Już widzę tę radość! Jestem cała szczęśliwa widząc, jak dosłownie i w przenośni Groszek otwiera się na nowe smaki i aż cały się trzęsię – naprawdę! – przed podaniem łyżeczki do ust. Słodziak! :)

A tak pożera kleik ryżowy:

8. Co było dla nas wielką bolączką i czymś uciążliwym przez ostatni miesiąc? Otóż Pampersy rozmiar 2! Niech to szlag! Kupiliśmy dwie paczki, łącznie ponad 100 sztuk i wtedy pocztą dostałam próbkę Pampersa Active Fit rozmiar 3 i co się okazało? Że wcale, ale to wcale nie są za duże! Groszek – jak to chłopiec – potrzebuje w kroczu więcej miejsca. Wszystko jest w porządku, dopóki nie ma sików, ale gdy tylko te się pojawią, automatycznie pod jajkami robi się bardzo mało miejsca. Pampersy z rozmiarem wyższym mają to do siebie, że są wyższe w stanie, tym samym więcej pozostaje miejsca na chłopięce skarby mimo sików. I tak przez ostatni miesiąc męczyliśmy się z Pampersami 2 – choć w momencie kupowania dałabym sobie coś tam uciąć, że naprawdę były zupełnie dobre – gdy przynajmniej od 2 tygodni mogliśmy spokojnie przejść na 3! I tak dopiero kilka dni temu WRRRESZCIE ‚dwójki’ się skończyły…co za ulga! Mam wrażenie, że to Groszek po prostu ciągle tak żwawo rośnie, że jednego dnia nosi 2, a drugiego nad ranem powinno się założyć mu 3, bo 2 już się nie nadają. Tak czy inaczej przeszliśmy na 3, a kto wie czy niedługo rozmiar 4 nie okaże się doskonały?

9. Waga w 19 tygodniu (dzisiaj zaczynamy 22) to 7.32 kg, i w tym tygodniu planuję iść go zważyć ponownie. Kto wie ile jeszcze czasu nam zostało zanim będziemy musieli zmienić fotelik na większy?! Waga trzyma się na skali pomiędzy 50 i 75 centylem, czyli w jej środku, ale za to wzrost – zmierzony w domu na dwóch sklejonych kartkach papieru – 68 cm podskoczył na 91 centyl! Wow! Nie mogę uwierzyć, że urodził się mając zaledwie 52 cm…To dość niezwykłe, bo dzieci niemal wszystkich naszych znajomych – a wszyscy ci znajomi są niżsi od nas, a kobiety na pewno niższe ode mnie – były dłuższe! Osobiście uważam, że coś poszło nie tak. Może to ten stan przedrzucawkowy pod koniec, a może to, że byłam większą część ciąży przeziębiona, a może to, że tak długo pracowałam. Coś musiało spowodować, że urodził się dość krótki, w porównaniu do wzrostu swoich Rodziców. Ale nic to, nadrabia, że aż huczy! :)

10. Duże zmiany, które nastąpiły to fakt, że Groszek wreszcie śpi w swoim łóżeczku, bo najzwyczajniej w koszyku zrobiło się bardzo ciasno! Zarówno wzdłuż i wszerz. Kto ma dzidzię, ten wie, jak najbardziej lubią one spać. Rączki rozłożone na boki, jakby pilnowały jak największej przestrzeni wokół siebie. A tymczasem w koszyku rączki musiały być wzdłuż ciała, ewentualnie nad główką. Zdecydowałam, że to była poprawić jakość snu Groszka i tak też się stało. Najpierw tradycyjnie zasypiał na naszym łóżku, a dopiero gdy my szliśmy spać, przekładaliśmy go do łóżeczka. Chciałam go oswoić najpierw z miejscem pobudki…ale gdy budził się zadowolony i uśmiechnięty, przeszłam do drugiego etapu, czyli zasypiania w łóżeczku. Muszę przyznać, że większość obaw powoduję ja sama, wydaje mi się tylko, że Groszek nie da rady, ale chyba powinnam większe pokłady zaufania w jego włożyć. Po nakarmieniu w łóżku przełożyłam Groszka do łóżeczka i najnormalniej w świecie odwrócił się główką ode mnie i poszedł spać. To już trwa dobry tydzień. Kolejny etap to jedzenie i zasypianie w łóżeczku, no a na końcu – gdy będzie miał 6 miesięcy, albo więcej – jedzenie i zasypianie w łóżeczku…w swoim pokoju. Zobaczymy co z tego wyjdzie…ale widząc dotychczasowe sukcesy, myślę, że będzie ok. Zauważyłam, że musiałam dać Groszkowi po prostu dojrzeć do spania w swoim łóżeczku i równie jasno da mi do zrozumienia, że jest gotowy spać u siebie w pokoiku, a gdy będą problemy, będzie to znaczyło, że jeszcze nie jest. Więcej zaufania, Mamo! :)

Strasznie dużo się nazbierało! Dość już pisania, lepiej pooglądać zdjęcia, prawda? Dzisiejszy 5-miesięczniaczek!

Tak właśnie rozprawia się ze swoimi zabawkami!

ND3_7363 ND3_7373 ND3_7382 ND3_7395

Umyty, pachnący, czyściutki Śmiechu!

ND3_7425

 

2 Comments

  1. Ale urósł, słodki łysolek :)

Odpowiedz na „Mama GroszkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>